piątek, 31 sierpnia 2012

Zemsta - Sharon Osbourne

Amber i Chelsea od dziecka były wychowywane na przyszłe gwiazdy. Wpajano im nienaganne zachowanie, dykcję oraz wysyłano na steki castingów. Ich matka gotowa była na każde poświęcenie by umożliwić im osiągnięcie upragnionego celu i ziścić w ten sposób też własne, niespełnione marzenia. Ciężka praca przyniosła w końcu efekty. Dziewczynki trafiają na szklany ekran, jednak w świecie fikcji i luksusu nic nie jest dane raz na zawsze.

Show-biznes jest brutalny. Chelsea z gwiazdy dla nastolatków staje się uzależnioną od leków alkoholiczną. Amber to z kolei wytwór producentów i maszynka do zarabiania pieniędzy. Dziewczyny nie mają chwili wytchnienia, żeby zastanowić się nad własnym życiem, w efekcie czego bardzo łatwo można nimi manipulować. Niegdyś bliskie sobie siostry, stają się w ten sposób przeciwniczkami w walce o zwodnicze pragnienia, a czasu na ratunek dla nich jest coraz mniej.

Zemsta to fabularyzowana mieszanka bogatych doświadczeń Sharon Osbourne. Ona sama, jako córka znanego z brutalnych metod prowadzenia interesów menedżera muzycznego, doskonale wie, co to znaczy wychowywać się w takim świecie. „Trzeba mieć dobrze poukładane w głowie i nie dopuszczać do siebie całego tego g...”* - mówi. Czy bohaterki jej książki będą w stanie się pod tym podpisać?

Powieść obnaża ułudy życia pod publiczkę. Jest szczera, zwariowana i bardzo pikantna – zupełnie jak jej autorka. Dochodzi w niej do kilku zaskakujących wydarzeń. Wychodzą na jaw różne sekrety z przeszłości... Nie spodziewałam się tego, ale historia jest napisana w naprawdę solidnym stylu, a liczne nawiązania do ludzi oraz wydarzeń z pierwszych stron gazet dodają jej wiarygodności.

Jeżeli lubicie mieszkankę dramatu, burleski, a przede wszystkim dobrej zabawy, to serdecznie polecam. Wystarczy, że nie zrazicie się okładką jak z taniego romansu, a Sharon z pewnością was zaskoczy.

Sharon Osbourne „Zemsta”
Ilość stron: 400
Wyd. Telbit
Ocena: 5/6
*  s. 147

czwartek, 30 sierpnia 2012

Konkurs - zgarnij książkę

Dawno temu obiecałam Wam małą rozdawajkę, więc oto ona :)


Aby zdobyć powyższy zestaw wystarczy:
  •  zgłosić się pod tym postem
  • zmieścić się w terminie do 12.IX.2012r.
  • napisać jaka jest Wasza ulubiona książka - szukam wyjątkowej historii, może ktoś z Was mnie zainspiruje :)

Zwycięzcą zostanie ten, którego polecony tytuł wyda mi się najbardziej interesujący.

Powodzenia!

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Geim - Anders de la Motte

Henrik HP Petterson to znany ze swojego próżniactwa, egoistyczny typek. W dniu, kiedy znaleziona przez niego komórka zaprasza go do wzięcia udziału w interaktywnej grze, nie przypuszcza, że wpląta się w coś więcej niż dobrze płatną rozgrywkę.

Wkraczając w alternatywną rzeczywistość, HP otrzymuje za pomocą telefonu misje do wykonania. Każda z nich jest oceniana, a ilość punktów przeliczana na pieniądze. Wraz z ich trudnością, rośnie też popularność gracza, którego akcje są filmowane i zamieszczane w internetowym rankingu. Dla Henrika nagła sława i uwielbienie ze strony fanów, stają się jak narkotyk. Z dnia na dzień pragnie ich coraz więcej, nie zastanawiając się, jaką cenę przyjdzie mu za to zapłacić. 

Motyw technologii, za pomocą której wywołuje się nastrój grozy i chaosu, towarzyszy literaturze od dobrych kilkunastu lat. Wielu pisarzy światowej klasy go wykorzystało, ale Anders de la Motte też poradził sobie z nim znakomicie. Stworzony przez niego Geim to świetne źródło rozrywki. Odważnie napisana powieść o wciąż aktualnym przesłaniu, gdzie z jednakową siłą intryguje nas zarówno sama akcja, jak i kreacja bohaterów.

Henrik to raczej mało sympatyczny gość. W głębokim poważaniu ma co dzieje się z jego „ofiarami”, a najlepszego kumpla traktuje co najmniej protekcjonalnie. Mimo to polubiłam tego nieudacznika. Jest w nim jakiś trudny do opisania urok, który sprawia, że HP nawet w leśnej głuszy potrafi wpakować się w zabawne tarapaty.

Nie wiem, czy do tego typu twórczości pasuje określenie „dojrzałość”, jednak książka jest naprawdę dobrze przemyślana, a autor świadomy celu jaki chce osiągnąć. Jestem bardzo mile zaskoczona tą lekturą. Znakomita historia, wybiegająca dużo dalej niż klasyczne pojęcie skandynawskiego kryminału. Serdecznie polecam.


Anders de la Motte „Geim”
Ilość stron: 408
Wyd. Czarna owca
Premiera: 19.09.2012r.
Ocena: 5/6

piątek, 24 sierpnia 2012

Ból kamieni - Milena Agus

Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam wsłuchiwać się w stare, rodzinne historie. Jak to było kilkadziesiąt lat temu? Czym kierowali się ludzie dokonując wyborów? Jak wyglądało ich ówczesne życie? W powieści Ból kamieni wnuczka, dzięki starym zapiskom swojej babci, ma możliwość poznać historię jej wielkiej miłości. Uczucia pełnego wyczekiwania i rozłąki, ale przez to nie mniej urokliwego.

Główna bohaterka wychodzi za mąż z desperacji. Dotychczasowi kandydaci o rękę uciekali od niej po kilku tygodniach zalotów, a ona pogrążała się w coraz większej rozpaczy. Szalona kobieta mówili. Wariatka pisząca brudne wiersze. W końcu pojawia się on, „dziadek”, a wraz z nim małżeństwo i chłód uczuć. Nieudane starania o dziecko sprowadzają „babcie” do uzdrowiska, gdzie poznaje Weterana i wszystko zamienia się w jeszcze większe szaleństwo.

Możecie mi zarzucić nieuwagę, ale nie przypominam sobie, żeby bohaterka choć raz została nazwana z imienia. Całkiem możliwe, że to ja sama je pominęłam, jednak nieustanne używanie zwrotu „babcia” dodaje tej książce uniwersalności. Nie ważne, że rzecz dzieje się we Włoszech. Jest czas wojny i zupełnie innych realiów życia. Ta powieść ujmuje swą prostotą, a zakończenie sprawia, że jeszcze długo siedzimy w fotelu i zastanawiamy się jak to było naprawdę.

Trudno mi dokładnie powiedzieć, co takiego ma w sobie Seria z miotłą, ale za każdym razem, gdy po nią sięgam, wiem, że poznam niezwykłe losy zwyczajnych kobiet. Ufam tym historią i wierzę, że mnie nie zawiodą. Póki co spisują się na medal, a moja kolekcja rośnie z dnia na dzień.


Milena Agus „Ból kamieni”
Ilość stron: 126
Wyd. W.A.B.
Ocena: 4,5/6

czwartek, 23 sierpnia 2012

Jeszcze jeden dzień - Fabio Volo

„Zabawa z przeznaczaniem” to hasło które idealnie oddaje sedno opisanej tutaj historii. Giacomo to stereotypowy trzydziestolatek. Singiel, imprezowicz, łowca kobiecych serc. Każdy wieczór jest dla niego okazją do łóżkowych ekscesów, ale mimo talentu do romansów nie potrafi nikogo prawdziwie pokochać. Boi się zaangażowania, obowiązków, a może tak naprawdę odtrącenia.

Wszystko zmienia się, gdy pewnego ranka spotyka w tramwaju szczególną dziewczynę. Obserwuje ją codziennie z coraz większym zainteresowaniem. Zapamiętuje drobne gesty, nawyki. Dni zamieniają się w tygodnie. Mijają miesiące, a on nadal  nie może zdobyć się na odwagę żeby zaprosić ją na kawę. W efekcie to Michel robi pierwszy krok, lecz ich upragniona randka okazuje się być równocześnie pożegnaniem.

Giacomo jest inteligentnym facetem, który totalnie nie zdobył mojej sympatii. Za dużo było w jego zachowaniu pozorów i kreowania się na zdobywcę. Przygodne znajomości, którymi nieustannie się szczycił, najpierw wzbudzały we mnie obojętność, jednak z czasem powodowały już tylko znużenie. Zupełnie inaczej ma się sprawa z Michel. W tym układzie to ona dyktuje warunki, na których ta znajomość będzie się opierać. Bardziej przypomina to zabawę w kotka i myszkę niż standardowy związek, ale obserwowanie jak Giacomo w końcu „ma pod górkę” jest bardzo pokrzepiające.

Jeszcze jeden dzień to coś więcej niż lekka, romantyczna historia. Nauczeni, że igranie z uczuciami rzadko miewa pozytywne skutki, jesteśmy z łatwością zwodzeni przez autora. Pomysłów na zamieszanie w fabule mu nie brak, ale czy w rzeczywistości taki bieg  wydarzeń byłby w ogóle możliwy? Ja niekoniecznie w to wszystko uwierzyłam, ale czym byłoby życie bez bajek...


Fabio Volo „Jeszcze jeden dzień”
Ilość stron: 254
Wyd. Muza
Ocena: 4/6

wtorek, 21 sierpnia 2012

Zło budzi się wiosną - Mons Kallentoft

Przyjemne, wiosenne popołudnie. Ludzie umilają sobie czas w przydrożnych kawiarenkach, na straganach oczy spacerowiczów cieszą kolorowe kwiaty. Zewsząd słychać pogodny gwar zwiedzających, gdy nagle sielanka ta zaczyna zmieniać się w prawdziwy koszmar. Niebo przysłania ogromna łuna światła, a w powietrzu unosi się kurz.

W zamachu bombowym w centrum miasta giną dwie sześcioletnie dziewczynki, a ich matka zostaje ciężko ranna. Świadkowie zeznają coś o ładunku podłożonym pod miejscowy bankomat, jednak policji brakuje jasnego motywu w tej wersji wydarzeń. W tym samym czasie, na drugim końcu miasta, Malin Fors żegna się nad trumną ze swoją matką, próbując wzbudzić w sobie smutek, którego nie czuje. Zdezorientowana nową sytuacją, szuka zapomnienia w rozpoczętym dochodzeniu. Tym razem odkrycie prawdy będzie dla niej nie tylko kwestią honoru, ale przede wszystkim milowym krokiem w relacjach z nastoletnią córką.

Zło budzi się wiosną to nie tylko dobrze skrojony kryminał, ale też w znacznej mierze też historia kobiety i jej dzieci. Opis toczonej przez nią walki o niezależność oraz własne przekonania. Na ponad czterystu stronach autor łączy ze sobą wartką akcję z pytaniami o znacznie szerszym, społecznym zakresie. Ile jesteśmy w stanie poświęcić dla pieniędzy? Jaką wartość ma w obecnych czasach nasza rodzina? Czy można kogoś porzucić w dobrej wierze?

Kallentoft ma bez wątpienia talent do snucia tego typu historii. W tej części jednak bardziej interesowały mnie reakcje Malin, niż sama zagadka kto zabił. Walka, jaka rozgrywa się wewnątrz młodej komisarz, z książki na książkę robi się bardziej dramatyczna Tu już od dawna nie chodzi o jej uzależnienie od alkoholu, czy przygodne znajomości z mężczyznami. Teraz ważą się losy jej relacji z córką, ojcem, a nawet matką, choć na wielkie zmiany jest już stanowczo za późno.

Mimo, że bardziej ufam Skandynawii mroźnej i spowitej grubą warstwą śniegu, to wiosna w jej wykonaniu też nie zawodzi. Zło… trudno jest nazwać książką przy której wstrzymuje się oddech, ale ma w sobie coś, co sprawia, że ostatnie strony przewracamy z prędkością błyskawicy. Jest w niej jakiś niepokój, napięcie… aż szkoda, że Piąta pora roku ma być już być ostatnią.


Mons Kallentoft „Zło budzi się wiosną”
Ilość stron: 444
Wyd. Rebis
Ocena: 5/6

czwartek, 16 sierpnia 2012

Ile kroków do domu - Dominik Rutkowski

Andrzejowi Kochańskiemu nie brakuje sprytu i upartości, ale za to wyjątkowo brakuje mu szczęścia. Kiedy jako małe dziecko wyjechał z matką do Francji nie sądził, że po powrocie do Polski będzie tak ciężko się z niej wyrwać. Mamy końcówkę lat 60-tych, „złoty okres” PRL-u. To w tych realiach przyszło żyć Kochanowi, Sysemu, Szczotce i Mańkowi - czwórce przyjaciół, która skoczyłaby za sobą w ogień.

Kiedy po odsłużeniu służby wojskowej, Andrzej dostaje odmowę przyznania paszportu, nie może wytrzymać w Polsce ani minuty dłużej. Czuje się oszukany i spoliczkowany przez kraj, wobec którego starał się być uczciwy. W takiej sytuacji słuszność przestaje mieć znaczenie, a do głosu dochodzi urażona duma. Chłopak razem z przyjaciółmi obmyśla plan ucieczki przez zieloną granicę. Chce przez Czechosłowację dostać się do Austrii, gdzie droga ku Francji stanie przed nim otworem. Z założenia pomysł wydaje się być strzałem w dziesiątkę, jednak w trakcie realizacji nie wszystko układa się po jego myśli.

Pamiętacie może film Wszystko co kocham? Oddając się lekturze cały czas miałam przed oczami jego bohaterów. Jeśli komuś produkcja jest bliżej znana, to możliwe, że książka wzbudzi w was podobne uczucia. Tutejsza czwórka chłopaków jest równie sympatyczna, co i beztroska. Żyją z dnia na dzień. Uganiają się za dziewczynami. Niestety, przy okazji nie myślą też o konsekwencjach stworzonego przez siebie planu. Mimo tej wady nie sposób ich jednak nie lubić. Co więcej, od pierwszych stron czujemy się coraz bardziej uwikłani w wymyślane przez nich historie i nerwowo czekamy jaki będzie ich finał.

Dominik Rutkowski może nie jest literackim mistrzem świata, ale potrafi stworzyć interesującą fabułę. Jego powieść skłania do refleksji nad wolnością wyboru, a przy tym naprawdę świetnie się ją czyta. Autorowi udało się oddać nastrój PRL-u oraz towarzyszących mu absurdów, nie zapędzając się w zbytnią drobiazgowość. Ile kroków od domu to udany „wehikuł”, którego puenta znakomicie oddaje specyfikę ówczesnych czasów. Pogodna, acz lekko nostalgiczna opowieść z poczuciem humoru i wielką dawką optymizmu. Czytajcie ją z lekkim przymrużeniem oka, a na pewno się nie zawiedziecie.


Dominik Rutkowski "Ile kroków do domu"
Ilość stron: 336
Wyd. Muza
Ocena: 5/6

piątek, 10 sierpnia 2012

Przełamać noc - Liz Murray

Uzależnieni rodzice, wieczna walka o pieniądze oraz marny kawałek chleba. Tak w skrócie można opisać życie Lizzie, dziewczyny której towarzyszmy od chwili narodzin, aż po dzień jej ogromnego sukcesu. Droga jaką przebyła jest tak zaskakująca, że wydaje się być wręcz nierealna. Bezdomna nastolatka zdobywa stypendium New York Times’a i dostaje się na Harvard. Gdyby ta rzecz nie wydarzyła się naprawdę, nikt by w nią nie uwierzył.

Przełamać noc to opowieść o utracie bezpieczeństwa i zbyt szybkim wkraczaniu w dorosłość. W pozornie lekkim tonie, wprowadza nas w realia nowojorskiego Bronx'u, gdzie dwie siostry stają oko w oko z chorobą niszczącą ich rodzinę. Narkotyki, alkohol, mieszkanie tak zapuszczone, że śmierdzi jak najgorsza melina. Dla dziewczynek jest to codzienność, w której trzeba jakoś funkcjonować.

Mimo tragedii jaka ją spotkała, biograficzna książka Liz Murray nie jest wołaniem o pomoc ani tym bardziej próbą autopromocji. To ogromna dawka bezinteresownej motywacji oraz namacalny dowód na to, że pochodzenie nie ma w naszym życiu większego znaczenia. Autorka bez ogródek porusza w niej temat wszystkiego co ją spotkało. Jest szczera, bezpośrednia, po prostu autentyczna w tym co robi.

I chociaż nie mogę powiedzieć, by jej historia dogłębnie mnie poruszyła, to jestem pełna podziwu dla determinacji, z jaką Lizzie walczyła o swoją przyszłość. Przełamać noc skonstruowane jest jak najlepsza powieść obyczajowa, a jednak po lekturze trudno od razu sięgnąć po coś innego. Ta historia z ogromną lekkością w nas zamieszkuje i zmienia na lepsze. Z każdą kolejną stroną...

Autorka prowadzi organizację Manifest Living, której celem jest inspirowanie dorosłych ludzi by uwierzyli, że mogą osiągnąć wymarzone cele. Na podstawie jej życiorysu powstał też film „Z ulicy na Harvard”, który staje się znakomitym uzupełnieniem napisanej przez nią książki. 


Liz Murray „Przełamać noc”
Ilość stron: 436
Wyd. Rodzinne
Ocena: 5/6                                 Książkę otrzymałam od serwisu:

wtorek, 7 sierpnia 2012

Chłopiec, którego pokochali bogowie - Eryk Ostrowski

Poezja to ciężki orzech do zgryzienia. Mnogość interpretacji oraz sposobów jej definiowania nie ułatwiają opisu, a i przeinaczenie intencji autora do trudnych nie należy. Za sprawą przypadku podjęłam, jednak kolejne wyzwanie. Tym razem wybór padł na pracę o zaskakującym wnętrzu i dającym do myślenia tytule. 

Chłopiec, którego pokochali bogowie to najnowszy, polsko-angielski tomik poezji Eryka Ostrowskiego – eseisty i krakowskiego animatora kultury.

W książce znalazło się blisko pięćdziesiąt utworów, które w równym stopniu łączą ze sobą zamiłowanie do ludzi, jak i świata przyrody. Autor, starając się wyrazić własne uczucia, odnosi się do nieba, leśnych stworzeń oraz wszechobecnej wody, jak gdyby podkreślając ich integralność z człowiekiem i jego stanami świadomości.

Ostrowski to poeta dojrzały, o wyrazistym stylu narracji, którego teksty są szczere, pogodne, a zarazem dalekie od przesadnej euforii. Towarzyszy im zaraźliwa aura melancholii oraz pierwiastek, którego nie rozumiemy, a który nie pozwala nam spokojnie odejść. 

Myślę, że nie tylko miłośnicy poezji będą w stanie odkryć potencjał Chłopca, którego pokochali bogowie.  Polecam. Sądzę, że warto.


Eryk Ostrowski „Chłopiec, którego pokochali bogowie”
Ilość stron: 140
Wyd. Miniatura
Ocena: 4/6                                                                                                                    

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Reckless: Kamienne ciało - Cornelia Funke

Książka Corneli Funke to współczesna baśń pełna dziwów i czarodziejskich stworzeń. Czytelnik na każdym kroku jest w niej bombardowany nie tylko opisami fantastycznych zdarzeń, ale też ilustracjami, które je przedstawiają. Autorka ujawniając swój talent plastyczny wprowadziła odbiorcę w zupełnie nowy wymiar. W świat, gdzie śpiąca królewna żyje naprawdę, a czary są czymś zupełnie naturalnym.

„Lustro otwiera się tylko dla kogoś, kto sam siebie nie widzi” to nie tylko sentencja umieszczona na starym zwierciadle, ale też przepustka do magicznego świata, kryjącego się tuż za nim. Kiedy Jakub Reckless odkrywa, co znajduje się po drugiej stronie lustra jest pewien, że to właśnie tu zapodział się jego ojciec. Przez długie lata chłopak w pojedynkę usiłował go odnaleźć, niestety bezskutecznie. Pewnego dnia bohater popełnia jednak ogromny błąd pozwalając, aby krok za nim podążył jego młodszy brat Will.

Nie znając zagrożeń, jakie czyhają za lustrem, Will pada ofiarą goylów, a jego ciało zamienia się w kamień. Jakub nie mogąc wybaczyć sobie, że do tego dopuścił, usiłuje za wszelką cenę odczynić zły urok. Przekupując kolejnych handlarzy oraz walcząc z coraz to potężniejszymi stworami, rusza w niebezpieczną podróż prosząc o ratunek dla brata.

Mimo, że z fantastyką rzadko mi po drodze, to uległam urokowi twórczości pani Funke. Seria Reckless i rozpoczynające je Kamienne ciało to źródło znakomitej rozrywki. Wielowarstwowa opowieść o braterskim oddaniu oraz świetnie przemyślanej scenerii, skradnie wam niejeden wieczór. Więcej nie zdradzę – trzeba przeczytać.


Cornelia Funke „Reckless - Kamienne ciało“
Ilość stron: 352
Wyd. Egmont
Ocena: 4/6

czwartek, 2 sierpnia 2012

Brzydka miłość - Jacek Getner

Czy można napisać wzruszające opowiadanie o wielkiej rybie? O maniaku komputerowym? O kawałku ziemi? Czy da się jeszcze stworzyć naprawdę wyjątkową parę zakochanych? Przypuszczam, że jakiego pytania byśmy nie zadali odpowiedź i tak będzie tylko jedna: Oczywiście, że tak i Jacek Getner wam to udowodni!

Brzydka miłość to z pozoru tomik jakich wiele. Trzydzieści opowiadań, każde o długości mniej więcej pięciu, sześciu stron. Niby nic takiego, ale gdy się wczytamy to odkryjemy, że są to nie tyle przygody różnych ludzi, co kolekcja doświadczeń samego autora.

Wszystko opisane w prosty, inteligentny sposób. Bez zadęcia, a raczej w przyjacielskim tonie rozmowy. Od banalnych przygód o podrywaniu, poprzez karkołomnych narciarzy, aż po bolesne zwierzenia. Tematyka jest bardzo szeroka, lecz mimo to między wierszami zawsze kryje się życiowa puenta oraz ujmująca za serce szczerość. 

Jestem świadoma, że opowiadania nie mają wśród odbiorców wielkiego grona zwolenników, ale wszelkie uprzedzenia bez choćby próby zajrzenia za okładkę, uważam za stratę okazji na poznanie czegoś naprawdę dobrego. Dla mnie Brzydka miłość okazała się „ratunkiem” w trakcie ostatnich dni, kiedy na zwykłą powieść nie miałam zwyczajnie czasu i wiecie co? Jej bohaterowie, mimo że liczni i różnorodni, są ze mną po dziś dzień. Co więcej zapewniam, że Adam i Ewa was też przez długi czas nie opuszczą, a w prezentowanym zbiorze każdy znajdzie coś dla siebie. 

Książka pana Getnera to owoc pasji i zainteresowań. Zapoczątkowana na internetowym blogu dowiodła, że chcieć, to znaczy móc.

Jacek Getner „Brzydka miłość”
Ilość stron: 184
Wyd. Najlepszy seler
Ocena: 4,5/6

środa, 1 sierpnia 2012

Pokuta - Olle Lönnaeus

Pokuta to znacznie więcej niż historia podwójnego morderstwa. To opowieść o małomiasteczkowej mentalności oraz bezgranicznej ludzkiej głupocie. Na przykładzie dziecka młodej emigrantki opisuje do jakich podłości zdolni są inni ludzie, kiedy ktoś im zwyczajnie nie pasuje. Ta historia w jednakowym stopniu was zszokuje jak i będzie denerwować. Można ją kochać lub nienawidzić, ale nie da się być obojętnym.

Wieść o śmierci przybranych rodziców zmusza Konrada do powrotu w rodzinne strony. W domu Hermana i Signe nie był od kilkudziesięciu lat, czyli od dnia swojej ucieczki. Nie ma z tym miejscem pozytywnych wspomnień, ale jak można zauważyć po jego mieszkańcach, pewne rzeczy nigdy się tu nie zmienią. Gnębiony za młodu Konrad również i teraz wzbudza powszechną niechęć. Podejrzenia o udział w morderstwie nie pomagają mu w nawiązywaniu znajomości, a wszelkiego rodzaju uszczypliwości są na porządku dziennym.

Książka Olle Lönnaeusa to kawał dobrej literatury, ale miłośnikom dynamicznej akcji może się wydać zbyt posępna. Nie należy jej traktować jako szablonowego kryminału, bo w rzeczywistości nie o morderstwo Jönssonów tutaj chodzi. Popełniona zbrodnia staje się tylko pretekstem do snucia refleksji nad ludzkim losem i sądzę, że najbardziej zadowoli pasjonatów psychologicznych kwestii, niż sensacyjnych zagadek.

Autor świetnie oddał panującą w Tomelilla wrogość. Drugoplanowi bohaterowie irytują nas jak żadni inni i to właśnie umiejętność gry na emocjach najbardziej mnie w niej zachwyciła.

Nie wiem co przyniesie z sobą kolejna książka Lönnaeusa, ale po Pokucie sięgnę po nią bez cienia wątpliwości.


Olle Lönnaeus „Pokuta”
Ilość stron: 380
Wyd. Rea
Ocena: 4,5/6