wtorek, 6 marca 2012

Defekt pamięci - Krzysztof Bielecki

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o motywie przewodnim tej książki, z miejsca nasunęły mi się skojarzenia z serialem Lost. Tam wciskano guzik by uniknąć końca świata, tu pisze się dwie strony tekstu by uniknąć nieszczęśliwych wypadków. Obie wersje mają mnóstwo znaków zapytania i równie zaskakujące zakończenie.

Gdyby Kool Autobee wiedział, jaki będzie finał remontu kuchni, nigdy by się go nie podjął. Ten przewrotny wybraniec losu, na nocnej szafce znalazł kartkę na której widniało tylko jedno zdanie: „musisz napisać dwie strony tekstu”. Początkowo polecenie to nie zrobiło na nim większego wrażenia. Ot, jakaś zbłąkana wiadomość, która przypadkiem trafiła w jego ręce. Jednak gdy skojarzył ilościowe braki tekstu z liczbą katastrof na świecie, nie miał wątpliwości, że to jego sprawka. A wszystko to z powodu niepozornej rurki pod zlewem, której trzeba było nigdy nie ruszać.

Historia, tak jak jej krótki opis, jest szalona i pozytywnie zakręcona. Przyznam, że z początku podeszłam do niej  z wielką rezerwą – bez konkretnych oczekiwań i wyobrażeń. Tym czasem otrzymałam brawurową opowieść, która z wielkim dystansem przedstawia coś więcej niż tylko motyw tekstu i związane z nim następstwa.

Znajdziemy w niej odniesienia do wielu gatunków literackich. Odkryjemy siłę słowa pisanego oraz jego wielki wpływ na ludzki umysł. Przekonamy się, jak głęboko można wejść w tworzoną historię i przy okazji poznamy następstwa takiej sytuacji.  A cały ten miszmasz, autor zmieścił na stu pięćdziesięciu stronach tekstu.

Uwielbiam nietuzinkowe pomysły i niezależnie od ich realizacji, ta książka już na starcie miała mu mnie ogromny plus za koncepcję. Mimo to Defekt pamięci nie potrzebuje żadnych forów, bo świetnie broni się własnymi rękami. Dlatego jeżeli lubicie książki o pisaniu, którym nie brakuje świeżości, to serdecznie ją polecam.


Krzysztof Bielecki „Defekt pamięci”
Ilość stron: 154
Warszawa 2012
Ocena: 4,5/6

14 komentarzy:

  1. Książka już za mną widzę, że mamy podobne wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dużo osób chwali tę książkę. Zdaje się, że coś jest na rzeczy i trza kupić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również mam wielką ochotę na tę książkę :)
    Zazdroszczę Ci jej :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dwie strony tekstu i rura pod zlewem? Ale że co? ;) Książka wydaje się fantastyczna, lubię takie pokręcone rzeczy. Ciekawe, czy jest równie zakręcona jak "Rock'n'roll, bejbi" Rogoży ;) Na pewno jednak będzie mądrzejsza.

    Chyba mnie przekonałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rock'n'roll'a mam w domu. wkupiłam w ciemno, ale już widzę, że mi się spodoba. a Defekt na prawdę wart jest poznania.

      Usuń
  5. Książka mimo tego że wydaje się być nieprzewidywalna to jakoś mnie nie zaciekawiła.

    OdpowiedzUsuń
  6. Taaaaak, książka rewelacyjna. Z pewnością będę do niej wracać :D

    OdpowiedzUsuń
  7. zapowiada się ciekawie, chętnie przeczytam ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. mmm ta rurka to już w ogóle szczyt ;) chętnie zapoznałabym się z ksiażką ;d
    u mnie nius, zapraszam ;)
    [pamietnik-czytania]

    OdpowiedzUsuń
  9. Poluję na nią od jakiegoś czasu. Na pewno sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Od czasu gdy przeczytałam opis "Defektu pamięci" czekam kiedy zdarzy się okazja by zapoznać się z książką.

    OdpowiedzUsuń
  11. "Defekt..." jest tak dziwną i nieprzewidywalną książką, że od razu przypadł mi do gustu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wydaje się baaaardzo interesująca, strasznie chciałabym przeczytać :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeszcze zobaczę. Chętnie bym przeczytała, ale mam mało czasu.

    OdpowiedzUsuń