czwartek, 13 września 2012

Wiadomość ze Sztokholmu - Janusz Grabowski

Zawijający do portu statek zahacza dziobem o makabryczne znalezisko – okaleczone zwłoki młodej kobiety. Zaalarmowana przez kapitana policja, w ciągu pięciu minut pojawia się na miejscu zbrodni. Na czele dochodzenia staje nadkomisarz Ewa Wichert, uparta rozwódka, która mimo trudnych doświadczeń, wciąż zna swoją wartość. Dzieląc obowiązki pomiędzy pracą i opieką nad synem, odważnie stawia czoła szefom agencji towarzyskich. Szukając mordercy przemierza ciemne zaułki Trójmiasta, aż w końcu wiedziona przeczuciem trafia do Sztokholmu. Czy to właśnie tu wszystko się zaczęło?

Sięgając po tę lekturę nie miałam wątpliwości, że powstała ona na fali popularności skandynawskich kryminałów. Autor wyraźnie inspiruje się tym nurtem, nie kopiując go jednak bezmyślnie. W tym przypadku bardziej skupiamy się na historii miasta oraz jego architekturze, niż obyczajowości mieszkańców. Akcja wiernie trzyma się podjętego tropu i tylko miejscami porusza miłosne sprawy pani nadkomisarz.

Zaletą Wiadomości ze Sztokholmu jest ciekawie skonstruowany wątek główny, dzięki któremu do samego końca trudno odkryć kto stoi za morderstwami. Błądzimy od jednego śladu do drugiego, ciągle dając się zwodzić na manowce. Patrząc na powieść przez pryzmat literackiego debiutu prezentuje się ona dość przyzwoicie. Niestety zabrakło mi w niej najważniejszego: emocji i poczucia niepokoju.

Wszystko działo się jakby poza mną. Fabuła biegła w jedną stronę, myśli w drugą. Nie wiem czego to wina. Zbytniego skupienia się na szczegółach, czy może za małej ilości dynamicznej akcji? Nie porwało mnie to, ani nie wzruszyło. A szkoda, bo miałam nadzieję na dobrą rozrywkę.


Janusz Grabowski „Wiadomość ze Sztokholmu”
Ilość stron: 304
Wyd. Marginesy
Ocena: 3/6

19 komentarzy:

  1. może zła pora na czytanie tej książki? Fabuła wydaje się być interesująca.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na razie chyba sobie odpuszczę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam autora i chyba się nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja zdecydowanie wolę jeśli autor bardziej skupi się na fabule niż na opisywaniu architektury, więc raczej się nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chętnie poznam polski kryminał wzorujący się na skandynawskich :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tam wolę oryginalne skandynawskie kryminały:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, że zabrakło w tej książce emocji, gdyż sam pomysł na fabułę uważam za świetny.

    OdpowiedzUsuń
  8. Po opisie, który zawarłaś na początku, wydawało mi się, że dalej będziesz książkę chwalić, bo pomysł wygląda bardzo interesująco. Szkoda więc, że to nie jest tak dobra powieść, jak można się było spodziewać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tez o niej ostatnio pisałam. Fakt, szału nie ma ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. A właśnie zastanawiałam się nad tą książką... Na razie odpuszczę ją sobie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie moja bajka, tematyka nie należy do moich ulubionych, a i minusy mnie od niej odstraszają...
    Pozdrawiam, Klaudia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie moja bajka. Wolę coś... spokojniejszego :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Skoro jakoś specjalnie nie zachwyca, raczej nie sięgnę po tę książkę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Z chęcią przeczytałabym tą książkę ponieważ fabuła wydaje się ciekawa ale, twoja recenzja zniechęciła mnie i na razie chyba sobie odpuszczę. Pozdrawiam i zapraszam do mnie na http://kulturalna-rzeczywistosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Hm, jestem rozdarta, chyba na jakiś czas odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  16. Szkoda, ale niestety nie mam zaufania do polskich kryminałów. Może dlatego, że ogólnie nie czytam tego gatunku zbyt często. O tej książce słyszę/czytam pierwszy raz i chyba na tym zakończę, bo nie zamierzam po nią sięgać.

    OdpowiedzUsuń