piątek, 4 kwietnia 2014

Sztuka bycia Elą - Johanna Nilsson

Ela uważa swoje życie za pasmo totalnych nieszczęść. Jej rodzice się rozstali, bratu urodziło się kolejne dziecko, winda ciągle się psuje, a świat coraz słabiej się o nią upomina.

Dziewczyna unika kontaktów z innymi ludźmi. Przyjaźni wystrzega się jak ognia. Im mniej rzeczy posiada, tym bardziej zdaje się ich potrzebować, a w relacjach osobowych widać to najdotkliwiej. Zaangażowana w sprawę sześcioletniej Klary, nawet nie przypuszcza, jak wielka determinacja w niej podskórnie drzemie.

Johannę Nilsson cenię sobie od lat. Autorka, jak mało kto, czuje młodzieńczą rzeczywistość, i chociaż łatwo popada w przesadę (chwilami za dużo tu złego) podziwiam emocje zawarte w tej historii.

Sztuka bycia Elą to książka, którą żałuję, że nie poznałam kilkanaście lat wcześniej. Na fali uznania dla powieści typu Dzieci z dworca zoo, czyli dorobku Barbary Rosiek, Nilsson wyróżnia się bijącą od niej  nadzieją. Nie zarzuca czytelnika samymi tragediami, nie stara się go zgorszyć. Opisuje drogę prowadzącą do wiedzy, do sztuki życia w zgodzie z samym sobą.

Moja sympatia do Johanny ciągle jest ogromna, jednak Kochający na marginesie celniej do mnie trafili.

Jeżeli macie nastoletnie rodzeństwo, dzieci albo znajomych – pomyślcie nad prezentem.

Johanna Nilsson „Sztuka bycia Elą”

Ilość stron: 288
Wyd. Replika
Ocena: 4/6

20 komentarzy:

  1. Och, więc chyba wiem co kupię szwagierce ;) Chociaż ona już jest w wieku licealnym, może już tak nie chwycić... W każdym razie na pewno sięgnę po książkę ;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i ja kupię swojej :D
      Ciekawie brzmi i oczywiście ja choć tyle czytam nigdy nie słyszałam :(

      Usuń
    2. dla licealistki nadal będzie odpowiednia. a jeżeli lubi społeczne tematy, może się okazać strzałem w dziesiątkę.

      Usuń
  2. "Kochających na marginesie" jeszcze nie czytałam, ale lekturę "Sztuki bycia Elą" wspominam dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przede wszystkim okładka jest śliczna. Autorki nie znam, jednak chętnie poznam, skoro trwafiają jej teksty do czytelnika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nilsson zawsze ma dobre okładki. oszczędne w formie, ale treściwe.

      Usuń
  4. Dla młodej osoby to rzeczywiście może być świetna lektura :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam tę książkę jakiś czas temu - bardzo przyjemną i momentami zabawna lektura.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem bardzo ciekawa, ostatnio bardzo się zainteresowałam literaturą młodzieżową, już umiem patrzeć na nią z dystansem i zobaczyć coś więcej niż historię, ocenić. O tej autorce nigdy nie słyszałam, a wydaj się pisać wartościowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Johanna porusza w swoich historia trudne tematy, ale wychodzi jej to nad wyraz zręcznie. powinna Ci się spodobać.

      Usuń
  7. Nie znam tej autorki, bardzo ciekawa tematyka, podoba mi się.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmmm, nie znam, ale po Twojej recenzji doszłam do wniosku, że warto poszukać.

    OdpowiedzUsuń
  9. "Dzieci z dworca zoo" mnie nie porwały, więc może "Sztuka bycia Elą" to zrobi? Przy najbliższej okazji sięgnę po tą książkę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja nie do końca poszłabym w stronę porównywania książek Nilsson do Christiane F. czy Rosiek.
    Czytałam "Kochających na marginesie" i "Sztukę bycia Elą" w oryginale, na półce czeka jeszcze jedna jej książka, z tego co wiem, niewydana jeszcze w Polsce. Bardzo podobał mi się język w powieściach - z jednej strony bardzo codzienny, potoczny, z drugiej jednak ozdobiony ciekawymi gierkami językowymi, pełen specyficznego humoru. Podobnie jak Ty - polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polski przekład niestety nie bawi się językiem, albo ja tego nie wyłapałam. a co się tyczy Rosiek i Zoo to chodziło mi o ogólny klimat historii - bohaterowie z problemami, osamotnieni itd.

      Usuń
  11. Mam nastoletnią, zbuntowaną bratanicę, więc myślę, aby jej sprezentować tę książkę. Może akurat przypadnie jej do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie znam autorki, ale tę książkę mam na półce od naprawdę dawna. Co prawda może było lepiej sięgnąć po nią dawniej, ale wierzę, że i teraz znajdę w niej coś dla siebie. A jeśli nie - zostawię dla potomnych. Z pewnością moje ewentualne dziecko będzie wielkim buntownikiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mój egzemplarz też "nabrał mocy". czekał chyba ze dwa lata, aż przyjdzie jego kolei - klasyczna klęska urodzaju.

      Usuń
  13. Z chęcią ją przeczytam. Zachęciły mnie twoje słowa.

    OdpowiedzUsuń
  14. Podoba mi się tytuł. Chociaż sama książka raczej nie dla mnie. Czuję się na nią trochę za stara;)

    OdpowiedzUsuń