niedziela, 9 lipca 2017

Przeklęty prom - Mats Strandberg

Okładka, tytuł, zarys fabuły – wszystko wywoływało pozytywne skojarzenia, gdy pierwszy raz zobaczyłam Przeklęty Prom. Do tego szwedzki autor, wyprawa przez Morze Bałtyckie – jak można się było oprzeć lekturze? 

Baltic Charisma wypływa w podróż ze Sztokholmu do Turku, zabierając na pokład ok. 1200 pasażerów. Każdy z nich jest inny, każdy ma jakiś ukryty lub jawny cel swojej podróży. Kilku z nich poznajemy w trakcie odprawy na terminalu, następnych na samym promie, wraz z obsługą. Jedni chcą się dobrze bawić, inni płyną trochę na siłę, a znajdzie się nawet taki, który będzie chciał się oświadczyć. Jednak na promie czai się też zło, dwie osoby, a może raczej potwory, które spowodują, że będzie trudno zapomnieć o tym kursie, a nawet dotrwać do jego końca. 

Mats Strandberg początkowo zbudował bardzo interesującą fabułę, czułam się dosłownie, jak pasażerka tego promu. Dokładne zarysy miejsca akcji, ciekawe główne postacie, szybko zmieniająca się akcja powodowały, że chciało się brnąć dalej. Potem pojawiła się groza i niestety od tego momentu zaczęło być już tylko poprawnie. To prawda - „potwory” są trochę inaczej przedstawione, niż w klasyce gatunku, ale nie pozwoliło to wyjść historii poza ramy standardowego thrillera-horroru. Powieść przestała zaskakiwać, stała się jednotorowa, ale ostatecznie wybroniła się na samym końcu swoją konsekwencją w dążeniu do celu. 

Przeklęty Prom zachęca swoją tematyką, generalnie nie zawodzi, ale też nie jest niestety niczym odkrywczym. 

Mats Strandberg "Przeklęty Prom" 
Ilość stron: 482
Wyd. Marginesy
Ocena: 4/6

1 komentarz:

  1. Hmm, takie trochę moje klimaty, mam nadzieję, że będę miała okazję przeczytać tę książkę w najbliższym czasie :)
    https://minniepisze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń