Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arnaldur Indriðason. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arnaldur Indriðason. Pokaż wszystkie posty
Ciemna rzeka - Arnaldur Indriðason

08:24

Ciemna rzeka - Arnaldur Indriðason

Arnaldur Indriðason wraca z kolejnym tomem Islandzkich przygód, niestety bez Erlendura Sveinssona, ale w końcu z napięciem, bo autor trafia na właściwe tory.

Podejrzewają, że był wtedy z kobietą.  Że podał jej pigułkę gwałtu, że podstępem zwabił do domu. Nie wiedzą, tylko jak to się stało, że wkrótce sam stał się ofiarą, a dozorca znalazł go na podłodze z poderżniętym gardłem. 

Detektyw Elinborg kompletując fragmenty układanki zaczyna odkrywać podwójne życie ofiary. Czy spokojny i niewzbudzający podejrzeń monter urządzeń elektrycznych, mógł być seryjnym gwałcicielem? Dlaczego w jego gardle znaleziono rohypnol, a przede wszystkim, gdzie się podziała kobieta z którą wtedy był? 

Ciemna rzeka to synonim okoliczności, w których to, co na pozór miało być proste, znika w mętnym gąszczu poszlak. Śledztwo prowadzone bardziej na wyczucie niż na dowody, małe miasteczko, paskudna pogoda - trudno mówić tutaj o grozie, ale klimat, oj, klimat jest.

Świetna rozrywka. Czyta się lekko, szybko i najważniejsze - wciąga.

Arnaldur Indriðason "Ciemna rzeka"
Ilość stron: 320
Wyd. W.A.B.
Ocena: 5/6 
Hipotermia - Arnaldur Indriðason

13:22

Hipotermia - Arnaldur Indriðason

Zabawa życia ze śmiercią. Na uniwersytecie medycznym grupa studentów prowadzi eksperymenty na temat życia pozagrobowego. Wprowadzają kolegę w stan śmierci klinicznej, lecz nie dowiadują się w ten sposób niczego nowego. Wiele lat później, Maria popełnia samobójstwo. Nikt tego faktu nie neguje, ale też nikt nie potrafi w to uwierzyć. Jedyne wątpliwości rodzą się w Erlendurze, komisarzu, który uruchamia prywatne śledztwo.

Hipotermia to kolejny tom serii o Islandzkim policjancie - kto nie czytał wcześniejszych, sporo straci na wątku osobistym, ale sama sprawa przykuje jego uwagę. Mamy tu problemy z byłą żoną, uzależnioną córkę i komisarza, który twardo stąpa po ziemi, najważniejsze w tym wszystkim jest jednak dochodzenie - seansy spirytystyczne oraz wiara w możliwość nawiązania kontaktu z drugą stroną.

Hipotermia klimatem przypomina mi prozę Yrsy Sigurðardóttir, krajanki Arnaldura, w której granice między oboma światami są mocno zatarte. Równolegle do wątku samobójstwa prowadzona jest sprawa zagięcia sprzed lat, a sposób przeplatania wątków podbija napięcie.   

Indriðason to zapomniane nazwisko, które za sprawą Hipotermii ma szanse znowu stać się głośne. Świetny pomysł i dobre pióro - czegóż chcieć więcej.

Arnaldur Indriðason "Hipotermia"
Ilość stron: 320
Wyd.W.A.B.
Ocena: 5/6
Głos - Arnaldur Indriðason

10:23

Głos - Arnaldur Indriðason

Święta Bożego Narodzenia to czas magiczny. W oknach migoczą kolorowe światełka, w powietrzu unosi się zapach igliwia, a ludzie oddają się radosnej krzątaninie. Okazuje się jednak, że nie wszyscy, bo na Islandii nawet Mikołaj może stać się ofiarą zbrodni.

Mała suterena, ulokowana w podziemiach hotelu. W środku mężczyzna o licznych ranach kłutych, a wśród nich ta śmiertelna, prosto w serce. Na imię miał Gudlaugur i pracował jako miejscowy portier, dorabiając w czasie świąt rolą świętego Mikołaja. Od dawna zamieszkiwał tu darmowy pokój, imając się przy tym różnych zajęć i służąc wszystkim pomocą. Z zewnątrz postrzegany jako człowiek spokojny, zdawać być by się mogło nikomu nie wadzący. Jak widać tylko pozornie, bo ktoś znalazł powód wart od niego najwyżej zapłaty.  

Prowadzący śledztwo komisarz Erlendur, po raz kolejny ma trudny orzech do zgryzienia. Wstępne przesłuchania ujawniają, że nikt z hotelowej obsługi nie ma żadnych informacji na temat Gudlaugura, a można nawet powiedzieć, że był on dla nich kompletnie anonimowy. W przypadku, gdy ktoś spędza w jednym miejscu przeszło dwadzieścia lat, jest to co najmniej zastanawiające. Takich faktów jest znacznie więcej, a największym odkryciem dla dochodzenia okazuje się być poszlaka, że ofiara była za młodu gwiazdą chłopięcego chóru. Czy ta wiadomość wystarczy by złapać mordercę i dowiedzieć się kim jest tajemniczy Henry?

Kryminalna intryga, do czego zdążył nas już Indriðason przyzwyczaić, jest naprawdę dobrze skonstruowana, ale tym razem autor pokusił się też o coś nowego, a mianowicie, wykorzystanie czarnego humoru. Cięte riposty oraz zabawne wtrącenia stają się od tej pory zdobnikiem policyjnych dialogów i rozładowują momentami wyjątkowo napiętą atmosferę.

Tak jak w poprzednich częściach, również tutaj poruszone zostały kwestie społeczne i obyczajowe. Przemoc wobec najmłodszych, obarczanie ich własnymi marzeniami, czy odbieranie dzieciństwa to klamry łączące ze sobą dwie, tylko z pozoru odrębne historie. Morderstwo portiera oraz pobicie małego chłopca są sprawami, w których ucierpiały niewinne dzieci, a ukaranie winnych staje się w tym wypadku priorytetem. Te zbrodnie nie tylko zastanawiają i budzą odrazę, ale też stawiają pytania natury moralnej, na które sami musimy sobie odpowiedzieć.

Arnaldura cenię za niezwykle dobry smak. W jego powieściach próżno doszukiwać się wyuzdania czy zbędnej przemocy, a mimo to są one dla czytelnika bardzo szokujące. Tutaj przeraża zwykły człowiek. Osoba po której najmniej spodziewalibyśmy się krwawych zapędów i właśnie to jest kluczem do sukcesu. Prostota oraz prawdopodobieństwo, których Głosowi odmówić nie można. Jednym słowem – polecam!


 Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa W.A.B.

Arnaldur Indriðason „Głos”
Ilość stron: 344
Wyd. W.A.B.
Warszawa 2011
Ocena: 5/6
Grobowa cisza - Arnaldur Indriðason

15:19

Grobowa cisza - Arnaldur Indriðason

Grobowa cisza, to drugi tom serii o komisarzu Erlendurze, której akcja toczy się w mroźnej i mało życzliwej dla obcych, Islandii. Tym razem nasz bohater stanie przed trudnym zadaniem rozwikłania zagadki sprzed lat oraz zmierzy się z rodzinnym dramatem. 

Trwają przygotowania do budowy nowego osiedla – sprowadzono ciężki sprzęt, robotnicy wytrwale przekopują ziemie. Tymczasem kilka ulic dalej trwa przyjęcie urodzinowe. Brat jednego z uczestników w małym, białym przedmiocie, którym bawi się niemowlę, rozpoznaje ludzką kość. Dochodząc skąd się wzięła, wędrują do pobliskiego placu budowy, na którym odnajdują dawno pochowane zwłoki. Zaalarmowana znaleziskiem policja z miejsca rozpoczyna dochodzenie.

Choć dotarcie do świadków jest obecnie bardzo trudne, stopniowo odkrywamy tajemnice i  poznajemy przerażającą historię sprzed siedemdziesięciu lat. Jedyny racjonalny trop prowadzi do „krzywej” kobiety, ale czy to wystarczy by poznać winnych tej zbrodni?

Literaturę skandynawską cenię za bezkompromisowość i nie uznawanie ideałów. Próżno szukać tu pięknych policjantów o wyjątkowych umiejętnościach, czy też sprzętu rodem z Jamesa Bonda. Taki już mój gust i poglądy, że w supermanów nie wierzę. Dużo bardziej przekonują mnie przeciętniaki w wymiętym ubraniu i licznych problemach osobistych, czyli dokładnie ktoś taki jak Erlendur. Jego dylematy są bardzo przyziemne: była żona, która wciąż go nienawidzi, dwójka uzależnionych dzieci – w tym walka o życie jednego z nich – oraz znaleziony na budowie szkielet.

Tym razem, prócz kryminalnej zagadki, zgłębiamy też prywatne życie głównego bohatera. Poznajemy historię jego małżeństwa i to jak doszło do rozwodu. Jakie były emocjonalne skutki tej decyzji, a przede wszystkim dramat ojca, który jest bezsilny wobec sytuacji, która go spotkała. Ktoś mógłby narzekać, że za mało tu akcji, pościgów i broni palnej, ale nie ja.

W prozie Indriðasona podoba mi się to, że wybiega on daleko poza ramy klasycznego kryminału. Żadna z poznanych dotąd historii, nie była wyłącznie zapisem policyjnego dochodzenia. W dużej mierze jest to opowieść o problemach islandzkiego społeczeństwa, które tak naprawdę nie wiele różnią się od naszych. A jedyne na co mogę ponarzekać to słabszy klimat powieść. W bagnie, jak sam tytuł sugerował, wszystko było brudne, złe i podejrzane. Tu mi tego brakuje. Z Grobową ciszą nie ma źle, ale pod tym względem nie wiele różni się ona od innych książek tego gatunku.

Podsumowując, drugi tom wypada nieco słabiej od debiutu, jednak wciąż zaliczam Indriðasona do swych ulubieńców, a najnowszy jego Głos, już do mnie woła z domowej biblioteczki.


Arnaldur Indriðason „Grobowa cisza”
Ilość stron: 328
Wyd. W.A.B.
Warszawa 2010
Ocena: 5/6
W bagnie - Arnaldur Indriðason

14:15

W bagnie - Arnaldur Indriðason

Arnaldur Indriðason obecnie uważany jest za jednego z najpoczytniejszych autorów islandzkiego pochodzenia. Z wykształcenia historyk, z zawodu dziennikarz i krytyk filmowy. W latach 2002/2003 laureat Szklanego Klucza – nagrody literackiej dla najlepszej skandynawskiej powieści kryminalnej. W bagnie to pierwsza książka autora przetłumaczona na język polski.

Ciało starszego mężczyzny znalezione zostaje w należącym do niego mieszkaniu. Najprawdopodobniej został on zamordowany, lecz brak jest jakichkolwiek świadków. Przypuszczalnym narzędziem zbrodni staje się popielniczka, a dowodem udziału osób trzecich dziwna wiadomość zostawiona na kartce papieru. Sprawę prowadzi komisarz Ernerdur Sveinsson. Policjant w średnim wieku, mający tyle samo zmartwień w życiu zawodowym co osobistym.

W toku dochodzenia udaje się ustalić, że ofiarą jest niejaki Holberg, kierowca ciężarówki, postać wyjątkowo mało sympatyczna, za to mająca bardzo wiele na sumieniu. Co wiąże go z gwałtem na młodej kobiecie, śmiercią małej dziewczynki i zaginięciem kolegi sprzed lat?  Jaka jest w tym wina policji i co ma to wspólnego ze starym zdjęciem grobu?

W książce mamy do czynienia ze zbrodnią związaną z grzechami przeszłości i nie ma co ukrywać: kryminalna literatura zawsze opiera się na tych samych założeniach. Jest ofiara, nie ma winnego, ale za to pojawia się mnóstwo pytań. Można też powiedzieć, że w temacie tym nie da się wprowadzić już nic, co by zadziwiało i dostarczało czytelnikowi nowych emocji. A jednak istnieje rzecz, która to wszystko zmienia i jest nią powieści Arnaldura Indriðasona.

Każdy element tu zaskakuje. Od wielowątkowej zbrodni po samo zakończenie historii. Nic nie jest tu proste, nic się dobrze nie kończy. Niby ostatecznie sprawa zostaje rozwiązana, a tak nie ma komu gratulować. Wszystko jest tu szemrane i na swój sposób brudne. Każda postać tonie w jakimś bagnie, czy to uzależnienia, zbrodni czy niedopowiedzenia. Nawet wśród policjantów znajdują się typy spod ciemnej gwiazdy - opryskliwi, niewarci zaufania, aroganccy. I to właśnie ten klimat czyni książkę wyjątkową. Islandia została tu ukazana jako kraj mroczny i złowrogi. Każdy wydaje się być podejrzany, każdy z mieszkańców coś ukrywa.

Może zbrodnia sama w sobie szczególnie porywająca tu nie jest, ale i tak nie zmienia to faktu, że powieść czyta się naprawdę świetnie. Nawet główny bohater, Erlendur nie jest do końca pozytywną osobą. Rozwodnik będący w ciągłym konflikcie z byłą żoną. Ojciec dwójki dzieci: narkomanki Evy Lind oraz alkoholika Sindriego Snaera. Sam nie stroniący od butelki.

Po powieści skandynawskie sięgamy zazwyczaj zafascynowani ich szorstkością i surowością. Szukamy czegoś nowego, dzikiego, nieznanego. W bagnie odnajdziemy to wszystko podane ze zdwojoną siłą. Jest to zarówno mroczna,  zapadająca w pamięć historia zbrodni, jak i wnikliwa analiza ludzkiej mentalności. Dla wszystkich czytelników rzecz naprawdę warta poznania.


Arnaldur Indriðason „W bagnie”
Ilość stron: 304
Wyd. W.A.B.
Warszawa 2009
Ocena: 6/6
Copyright © Varia czyta , Blogger