piątek, 27 maja 2011

Jesteś bez grosza na własne życzenie - Larry Winget


„Są trzy powody, dla których ludziom się nie powodzi.
Są głupi, leniwi albo mają wszystko gdzieś”.*


Nie ma co ukrywać, Lary Winget nie owija w bawełnę. Jest szorstki, rzeczowy. Tak jak jego książka. Jesteś bez grosza... to poradnik o oszczędzaniu, zarabianiu oraz wychodzeniu z długów. Ten w połowie podręcznik, w połowie zeszyt ćwiczeń, wymaga od odbiorcy czynnego udziału w procesie kształcenia. Autor zadaje liczne pytania i żąda na nie odpowiedzi – pisemnych.

Pierwsza jego część obala mit o złym losie oraz uświadamia czytelnikowi, że sam jest winien sytuacji w której się znalazł. Druga opowiada o tym, jak analizować finanse, ustalać plan ich naprawy oraz zabierać się do jego realizacji. A trzecia to historie ludzi, którym udało się już dorobić do fortuny.

Język książki jest prosty, niemalże wojskowy. Jasne, bliskie rozkazom komunikaty, nie szczędzą adresatowi słów goryczy. Zbyt brutalne? Według mnie nie. Jeżeli coś ma rzeczywiście trafić do ludzi i wywrzeć na nich wrażenie, musi zostać odpowiednio przekazane. W sytuacji, gdy ktoś wytyka nam błędy, momentalnie pojawia się wewnętrzny sprzeciw „wcale nie”, a to w oczywisty sposób skłania nas do działania.

Chwilami pewność autora na temat wartości tej książki, jak i jego talentu bywała drażniąca, ale w gruncie rzeczy znajdziemy tu parę mądrych słów. Przykładem może być cytat: „Jeśli karmisz mózg równie często jak żołądek, to nigdy nie będziesz musiał się martwić nakarmieniem żołądka, dachem nad głową czy ubraniem na grzbiet”.**

Z jednej strony jest to książka mogąca naprawdę komuś pomóc. Opierająca się na realnych podstawach, a nie naiwnym przeświadczeniu, że wystarczy czegoś bardzo chcieć, a na pewno się to ziści. Uczy, że bez ciężkiej pracy nic się nie osiągnie, a to już jakby nie patrzeć, całkiem sporo. Ale z drugiej, nie są to też żadne nowości. Facet nie sprzedaje nam jakiejś innowacyjnej metody, a jedynie porządkuje rzeczy w większości już dobrze znane. Pewnie gdyby się chwilę zastanowić, sami bez trudu byśmy do nich doszli.

Nie ukrywam, że poradniki to gatunek literacki do którego mam ogrom zastrzeżeń. Nie mniej, jeżeli pozycja ta pomoże choć jednej osobie wydostać się z problemów, to dobrze, że powstała.


Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa IPS.


Larry Winget „Jesteś bez grosza na własne życzenie”
Ilość stron: 166
Wyd. IPS
Warszawa 2010
Ocena: 4/6
* s. 40
** s. 34

16 komentarzy:

  1. Myślę że ta książka mi pomoże, ciągle jestem "pod kreską"

    OdpowiedzUsuń
  2. Zwykle nie czytam poradników, jednak ten wydaje się przydatny, więc gdy na niego trafię, z pewnością nie odmówię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja przez ciągłe kupowanie książek już dawno jestem na bakier z moim portfelem. Książka przyda mi się z pewnością:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Poradniki to dla mnie osobiście książki typowo zarobkowe. Nie umiem tego traktować jak książkę w pełnym tego słowa znaczeniu. We wszystkich piszą w sumie to samo tylko trochę innymi zdaniami więc jakoś nawet najciekawsze i najlepsza recenzja nie może mnie do nich przekonać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie lubię poradników, więc to nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Poradników nie lubię,biedy nie klepię,dobrze jest ;))

    Raczej nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. haha, ja na razie chyba nie zaglądnę, choć oszczędzać bym się mogła nauczyć :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Poradniki to lektura nie dla mnie, drażnią mnie. Pozdrawiam i zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie przepadam zbytnio za poradnikami chyba, że jest naprawdę interesujący ale jak dla mnie to ten się taki nie wydaje.

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka raczej nie dla mnie, rzadko czytuje poradniki ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. >> Bujaczek: ja też, ale mi kazali ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla mnie poradniki są takie troszkę... głupkowate. Powinniśmy sami dochodzić do rozwiązań, ewentualnie z pomocą bliskich.

    Ale jeśli ktoś je czyta, to pewnie ten mu przypadnie do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam nadzieję, że nigdy nie będę tak naprawdę na skraju bankructwa ... ale książka na pewno jest ciekawym poradnikiem :D

    + mamy widzę, podobne, wyrafinowane upodobania jeśli chodzi o "Pigmeja" :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Na całe szczęście nie potrzebują na codzień czytać takich dzieł w swoim życiu ;D Może czasem dorwę jakiś poradnik, ale na pewno będzie to książka o zupełnie innej tematyce niż ta, którą zaprezentowałaś ;) Chociaż muszę powiedzieć, że bardzo spodobał mi się cytat, który zamieściłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak dla mnie niektóre jego rady są beznadziejne i zdecydowanie nie polecam....Polakom. Tak - polakom. Ta książka jest skierowana dobamerykanów, którzy kupują drogi sprzęt do golfa, mają trzy samochody, 200 par butów, 10 kart kredytowych, jadają w kfc, nie pracują (!), nie umieję dobrze czytać i dziwią się, że nie wystarcza im kasy do 1-ego. Jako "normalny" człowiek nie mogłabym skorzystać z żadnej rady, np. zrezygnuj z jadania w restauracjach, przestań wykupywać karnet na siłownię skoro nie uczęszczasz na zajęcia, czytaj więcej książek. Dla mnie to jasne i oczywiste jak słońce i dziwi mnie, że ktoś musi o tym dopiero przeczytać żeby zrozumieć. Oczywiście są takie rady, które mi się spodobały i zakreśliłam kilka akapitów, ale to zdecydowanie za mało. Po prostu ta książka jest o zupełnie innej rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w końcu konkretny opis. dzięki

      Usuń