czwartek, 26 maja 2011

Zaproszenie na kimchi - Lena Świadek

Lena Świadek – absolwentka filologii angielskiej, podróżniczka i redaktor naczelna GoodLifePoland. W 2004 roku wyjechała na trzy lata do Korei Południowej. Zaproszenie na kimchi to opis przygód, jakie spotkały ją w tamtym miejscu.

Korea to kraj daleki i przeciętnemu Europejczykowi raczej mało znany. Gdyby mnie ktoś przed lekturą zapytał, z czym mi się on kojarzy, powiedziałabym tylko, że z Azją i Kim Jong-il’em. Teraz wiem, że Kim twardą ręką rządzi Koreą Północą, czyniąc ją krajem dość smutnym i ponurym. Za to Korea Południowa, to państwo rozwoju i możliwości w którym, po przeczytaniu tej pozycji, bardzo chętnie bym się znalazła.  

Ta książka to literacki odpowiednik albumu na zdjęcia. Zbiór relacji portretujących konkretne sytuacje, miejsca i ludzi. Możemy otworzyć go w dowolnym miejscu i zaczytać się w opisach nocnych ulic tętniących życiem, beztroskim losie studentów czy niezwykłych łaźniach, gdzie każdy czuje się swobodnie. Autorka niczego nie krytykuje i nie stara się tłumaczyć na siłę. Prezentuje nam zastaną rzeczywistość taką jaka jest, bez opinii i narzucania swoich poglądów.

Dowiadujemy się od niej, że Koreańczycy to naród niezwykle otwarty, pogodny i uczciwy. Jeżeli zdarzy nam się zostawić w jakimś miejscy portfel, to możemy być spokojni, bo na drugi dzień o nadal będzie tam na nas czekać. Z drugiej strony mieszkańcy Korei są tak pochłonięci pracą i nauką, że nic dziwnego, iż nie w głowie im rozboje. Już małe dzieci mają starannie zaplanowany cały dzień, a gdy wracają wieczorem do domu ich obowiązki się nie kończą.

Jedyne co mogę zarzucić tej książce, to trochę za dużo w niej zachwytu autorki nad własną urodą, czy też dowodów na jej potwierdzenie – co kilka stron czytamy o tym, jak to mężczyźni, kobiety i dzieci byli pod wrażeniem jej koloru włosów, wzrostu czy figury. Nie ujmuję pani Lenie urody, ale tak częste jej podkreślanie w pewnym momencie zaczyna nużyć.

Nie mniej całość czyta się przyjemnie i z nieskrywaną w moim przypadku fascynacją. Lektura wydana została na kredowym papierze z mnóstwem barwnych fotografii, co czyni ją dodatkowo ucztą nie tylko dla ducha ale i oka. Emanuje z niej optymizm i dobre samopoczucie, udzielające się czytelnikowi już od pierwszych jej stron.

Nie ukrywam, że do większości książek podróżniczych podchodzę nieufnie. Przytłaczają mnie ilością szczegółów etnologiczno-geograficznych i monotonnym, niemalże naukowym językiem. Wolę, gdy ktoś opisuje swoje wrażenia i uczucia, a nie tylko to kogo spotkał, jak wyglądał i dokąd się dalej udał.

Jeżeli i wy cenicie barwne opowieści z dużą ilością humoru oraz chcecie poczuć odrobinę orientu na własnej skórze, przyjmijcie Zaproszenie na kimchi. Z pewnością nie pożałujecie. 


Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Kwiaty Orientu.


Lena Świadek „Zaproszenie na kimchi”
Ilość stron: 96
Wyd. Kwiaty Orientu
Skarżysko Kamienna 2008
Ocena: 5/6

14 komentarzy:

  1. Korea? Z przyjemnością wybiorę się w tak egzotyczną podróż:). Dopisałam do listy "chcę przeczytać":)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja jakoś nie lubię takich egzotycznych klimatów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z Dominiką. Orientalne klimaty to niestety nie dla mnie i też mam podobne podejście do książek podróżniczych. Jakoś mnie nie przekonują...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie brzmi ciekawie, a jako, że nie czytałem chyba żadnych podróżniczych książek, to mógłbym spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio robicie mi ochotę na to, żeby wziąć się za lektury opisujące kraje, o których nie mam zielonego pojęcia... Fajnie, że to książka polskiej autorki :)
    Pozdrawaim

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę że ta książka może wzbudzić moje zainteresowanie :"-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Brzmi ciekawie :) Rozbawiłaś mnie tym samozachwytem autorki ;) Nawet z ciekawości wygooglowałam sobie jej zdjęcia ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Książki o podróżach to nie moja bajka... A do tego polski autor - to już w ogóle komplet.

    OdpowiedzUsuń
  9. Z chęcią dowiem się czegoś o tym dość odległym kraju :)

    OdpowiedzUsuń
  10. nie wiem czy by mi się spodobała.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ręczę nogą za tę książkę! :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Noooo jak tu nogą za nią ręczą xD A i recenzja zachęcająca ;)

    Poszukam, poszukam ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam serdecznie...dziękuję za ciepłe słowa na temat książki i naprawdę dobrą recenzję...podróż do Korei faktycznie była dla mnie takim oglądaniem fascynującego albumu ze zdjeciami, dodam, że niespotykanymi i początkowo dość niezrozumiałymi, bo mało kto w Korei mówi po angielsku. Wnoszę jednak sprostowanie: ani co pare kartek nie ma komentarzy co do mojej urody, i jeśli o coś można mnie posądzic to bardziej o kompleksy, a nie o samozachwyt;-) gwoli prawdy;-))) natomiast dlaczego było to takie znamienne, okazuje się zrozumiałe gdy do Korei się pojedzie i każdy biały-wysoki człowiek ( a nie w szczególności ja;-) otrzymuje tak gwałtowne i urocze komplementy (łapanie za nos, włosy) że zapada to w pamięć;-)
    Dziękuję za zainteresowanie...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń