wtorek, 31 marca 2015

W cieniu - A.S.A. Harrison

Jak to jest, gdy się prowadzi podwójne życie, romansując i uwodząc córkę najlepszego przyjaciela? Co zrobi Jodi, gdy się o tym dowie i jak niechciana ciąża, zaważy na dalszym życiu jej oraz Todda?

Mimo że związek z Toddem nigdy nie należał do łatwych, udało im się stworzyć przyjemne i spokojne życie. W momencie, kiedy miraż się rozpada, źródłem bólu nie jest jednak fizyczna nieobecności męża, ale utrata rutyny i stabilności, który dawał jej wypracowany przez lata porządek. Nie ważne, że ją okłamywał, a ona wierzyła w opowiadane jej codziennie bajeczki. Przejrzenie na oczy zawsze związane jest z szokiem, również dla kogoś, kto z zawodu sam jest psychoterapeutą.

A.S.A. Harrison w ciekawy w sposób ukazała problem porzucenia oraz mechanizmy obrony, przez uświadomienie sobie tego stanu rzeczy. Trudno jednak W cieniu dopatrywać się choćby znamion thrillera, czy przyrównywać go do Zanim zasnę, który swym geniuszem wmurował mnie w ziemię. Tu historia rozwija się niespiesznie, absorbując osobowością postaci, nie zaś dynamiką zdarzeń czy pytaniami, które rodzą się w głowie. 

Autorka nie powaliła mnie pod względem atmosfery, a nawet zawiodła, bo S.J. Watson jest z niej niestety żaden. Jedyne, co jest w stanie obronić dla mnie W cieniu, to psychologiczne aspekty poruszanego problemu i odnoszenie się w fabule do rożnych nurtów psychologii.

Ciekawa, ale pokrzywdzona hasłami z okładki, opowieść o męskim kryzysie wieku średniego i kobiecie, której bierność pobiła wszystkie rekordy świata.


A.S.A. Harrison "W cieniu"
Ilość stron: 352
Wyd. Znak
Ocena: 2,5/6

sobota, 28 marca 2015

Historia wewnętrzna. Jelita - Giulia Enders


Jedna z najbardziej fascynujących książek, jakie w życiu czytałam! 

Jelita to temat drażliwy i rzadko kiedy poruszany. Wstydzimy się tego, co dzieje się w łazience, sprawdzamy czy nikt nas nie widzi i nie słyszy. O problemach gastrycznych nie rozmawiamy, nie myślimy nawet o tym, gdzie wędruje pokarm, który wyląduje w naszym żołądku. Tym czasem okazuje się, że podróż śniadania od kęsa do pożegnania w dniu następnym, to proces żmudny, złożony i przypominający taniec baletnicy ;) 

Język, którym operuje Giulia od razu skojarzył mi się z Mary Roach, plasując się w ten sposób w czołówce naukowych tytułów, które stoją na mojej półce. Przepadam za ludźmi, którzy potrafią w zabawny sposób przekazywać wiedzę, a pasją zarażać już z poziomu książki.

"Jelita to (...) gigantyczny Matrix, który rejestruje nasze życie wewnętrzne i oddziałuje na podświadomość". W parze z kłopotami trawiennymi może iść poczucie winy i ponury nastrój. Znane wszystkim burczenie nie jest wcale objawem głodu i nie pochodzi z żołądka, są to odgłosy wydawane przez "sprzątające" się właśnie jelita. Poduszka może być lekiem na nadkwasotę, a podnóżek w toalecie pomocnikiem przy zaparciach...

Umiejętność zaprezentowania w zabawny sposób swojej wiedzy, to dar na wagę złota. Giulia go ma, a od Historii Wewnętrznej nie sposób się oderwać! Gorąco polecam!


Giulia Enders "Historia wewnętrzna. Jelita"
Ilość stron: 304
Wyd. Feeria
Ocena: 5/6

środa, 25 marca 2015

Serena - Ron Rash

Męski świat drwali, nigdy nie uznawał półśrodków. Praca od świtu do zmroku, na deszczu i w siarczystym mrozie, zarezerwowana była tylko dla wytrwałych. W powieści Rona Rasha, to jednak nie mężczyźni toczą najbardziej zacięte spory, tylko dwie układne i zrównoważone z pozoru kobiety - tytułowa Serena, partnerka inwestora oraz młodziutka Rachel, która niedawno urodziła mu syna.  

Póki rywalki trzymały się osobno, nie stanowiło to dla Sereny problemu, kiedy jednak dociera do niej, że nigdy nie będzie w stanie dać mężowi syna, a jedynym spadkobiercą staje się nieślubny bachor, Serena bierze sprawy w swoje ręce. 

Ron Rash stworzył postać kobiety, która mocno zapada czytelnikowi w pamięć. Jest waleczna, wie jak radzić sobie z mężczyznami, grzechotnikami, zna się nawet na wycince drzew. Byłam pod jej niemałym wrażeniem, a co najważniejsze, mimo że wad ma tysiące, trudno ją znienawidzić. Wręcz przeciwnie, rozumiałam jej racje i podziwiałam hart ducha. 

Będzie to wyolbrzymieniem, jednak pod względem siły Serena nie odstępuje w moim poczuciu Lisbeth Salander. Historia stworzona przez Rasha do Millenium się nie umywa, za to żeńska bohaterka, jak mało która, jest zadziorna i wyrazista. 

Karolina Północna u progu XX wieku oraz próby stworzenia imperium drzewnego, to temat wąski i mało interesujący, ale Serenę polecam ze względu na główną bohaterkę. To ona jest trzonem i siłą napędową tej historii, a cała reszta się nie liczy.  


Ron Rash "Serena"
Ilość stron: 352
Wyd. Świat Książki
Ocena: 4,5/6

niedziela, 22 marca 2015

Lichotek i Dragodon - Ian Ogilvy


Po szczęśliwym zakończeniu poprzedniej historii, ciemne chmury ponownie zbierają się nad Lichotkiem. Z gruzów domu Bazyla Deptacza, grupa Czarnoksiężników wyławia niebezpieczny przedmiot z pomocą którego, mają zamiar zniszczyć całą rodzinę Stubbsów. Chłopiec z rodzicami, spędza tym czasem, urodziny w wielkim parku rozrywki i nie spodziewa się niczego złego. 

Porwania, zaniki pamięci i Niania uzbrojona w magiczne fasolki. Tym razem Lichotek w starciu z ciemnymi mocami, będzie potrzebował wszelkiej pomocy, a wyprawa na Wyspę Śmiechów nie będzie wcale zabawna. 

Ian Ogilvy po raz kolejny podbił moje serce. W jego książce tylko część zdarzeń obdarzona została ilustracjami, ale czyta się ją i przeżywa, niczym dobrze rozrysowany komiks. Przygody Lichotka działają na wyobraźnię i sprawiają, że dzień z nim spędzony mija niezwykle szybko. Poczucie humoru autora też nie ma sobie równych, bo na przykład umiejscowienie "osi zła", jaką jest Dragodon w figurce ogrodowego krasnala, to zabieg mocno nietypowy. 

Przyjemna, zabawna i mam wrażenie, że jeszcze lepsza niż część pierwsza. 


Ian Ogilvy "Lichotek i Dragodon"
Ilość stron: 300
Wyd. Literackie
Ocena: 5/6
Premiera: 9 kwietnia 2015

sobota, 21 marca 2015

Astrid Lindgren - Margareta Strömstedt

Kto miał w rękach biografię Tove Jansson, temu z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że książka o Astrid Lindgren, to kontynuacja, mam nadzieję, rodzącej się właśnie serii. Ten sam pomysł z grafiką, staranne wykonanie i mnóstwo osobistych zdjęć autorki, sprawiają, że w życie pisarki wgłębiamy się z wielką przyjemnością.

Przez lata Astrid była dla mnie kobietą, która stworzyła Pippi Långstrump i Dzieci z Bullebryn. Wiedziałam, że pisała idylliczne bajki dla dzieci, że jako jedyna zapłaciła w Szwecji rekordowo wysoki podatek, ale na tym cała wiedza szybko się kończyła. Teraz śmiało mogę dodać, że życie kobiety wcale nie było usłane różami, ale miała odwagę angażować się zarówno politycznie, jak medialne.

Tysiące ciekawostek czekają na was w relacji Margarety Strömstedt, która w pewnym momencie, zdecydowała się ponownie zredagować biografię Astrid Lindgren. Szkoda jedynie, że opisuje obszar dotykający głównie jej twórczości i historii rodzinnych, a nie prywatnego życia autorki, bo to codzienne, małe sprawy zmieniają nasz sposób postrzegania wielkich ludzi.

Zobaczcie ile prawdy, skryło się w książkach Lindgren i w jak wdzięczny sposób, pozostała ona dzieckiem.

Piękna i barwna, szkoda tylko, że jednotorowa biografia.


Margareta Strömstedt "Astrid Lindgren"
Ilość stron: 336
Wyd. Marginesy
Ocena: 4/6

środa, 18 marca 2015

Ene due śmierć - M.J. Arlidge


Wyobraź sobie, że spędzasz czas ze swoją połówką. Że z kolegą z pracy jedziesz do innego miasta, albo po prostu siedzisz spokojnie we własnym pokoju. Wtem posłuszeństwa odmawia samochód, łapie cię ulewa, albo ktoś obcy puka do drzwi…

Powieść M.J. Arlidge to wyliczanka między życiem i śmiercią. Nieznana kobieta w biały dzień porywa ludzi i zamyka ich w odosobnionym miejscu. Nie mają oni jedzenia ani picia, ale mają telefon z nagraną wiadomością, że jedna z osób musi zginąć, aby druga mogła żyć. Wybór ułatwi im pistolet, nabity pojedynczą kulą oraz głód, który coraz silniej miesza pojmanym zmysły. 

O seryjnych mordercach czytałam już sporo. Przerabiałam powieści i dokumenty, aby choć trochę zrozumieć, jak zbudowany jest ich umysł, ale forma "zabawy", to w literackim świecie dla mnie zupełna nowość. Pierwsze skojarzenia oczywiście dotyczyły wątków z Piły, jednak zapewniam was, że takiej masakry tutaj nie ma, poza tym sprawa opiera na zupełnie innych kwestiach.

Ene Due Śmierć to pierwszy tom cyklu o Helen Grace, brytyjskiej policjantce z lektury którego, jestem mega zadowolona. Nie chodzi w nim bowiem, tylko o złapanie przestępny, ale też o odpowiedź na pytanie, co popełniona zbrodnia robi z człowiekiem. Mimo podbramkowej sytuacji, w jakiej znaleźli się ci ludzie, trudno jest wybaczyć im to co zrobili. Wiadomo, że odkładając broń, to oni znaleźliby się w grobie, tylko czy przetrwanie równoznaczne będzie w tym przypadku z życiem? 

Świetnie napisana, poprowadzona i rozegrana historia. Brawo panie Arlidge! Czekam już na wrzesień i kolejny tom serii. 


M.J. Arlidge "Ene due śmierć"
Ilość stron: 440
Wyd. Czwarta Strona
Ocena: 5/6

poniedziałek, 16 marca 2015

Pajączek na rowerze - Ewa Nowak

Nazwisko Ewy Nowak, to dla mnie gwarant dobrej literatury dla dzieci i młodzieży. Nie tak dawno autorka zachwycała mnie Bransoletką, a dziś, dzięki wznowieniu wydawnictwa Egmont, Pajączek na rowerze ponownie zdobywa księgarniane półki.

Wakacje mają się ku końcowi, lecz Ola nawet nie chce o tym myśleć. Wypiera ze świadomości zbliżającą się szkołę, w czym skutecznie pomaga jej nowy kolega na osiedlu - Łukasz. Łukasz jest totalnym przeciwieństwem Oli, dlatego spokojny, małomówny chłopak nie przypada jej do gustu. Pech chciał, że ich matki jednak dobrze się znają, więc dziewczynka, jako jego nowa koleżanka, ma zaopiekować się nim gdy przyjdzie do szkoły.

Pajączek na rowerze, to jak na historię dla dzieci, bardzo dojrzała opowieść o przyjaźni i miłości. Uczy by nie sądzić ludzi po pozorach, bo ci co z początku wydawali się być wrogami, mogą na końcu stać się bratnią duszą.

Książka ma już swoje lata, ale jedyne co się zmieniło od dnia jej premiery, to chyba wyłącznie nasze podwórka. Próżno doszukiwać się dzieci zgromadzonych wokół trzepaka, jednak przyjaźnie i niesnaski pozostały te same.

Brawurowo opowiedziana historia, która z upływem lat, nic nie straciła na swej uniwersalności. 


Ewa Nowak "Pajączek na rowerze"
Ilość stron: 192
Wyd. Egmont
Ocena: 4/6

piątek, 13 marca 2015

Amerykańska sielanka - Philip Roth

"Najpospolitszym rodzajem złudzeń są te, które nostalgia podsuwa starcom".

Ulubieniec sportowej publiczności, Seymour "Szwed" Levov, prosi znajomego ze szkoły o pomoc w skomponowaniu wspomnień o swoim ojcu. Siadając przy restauracyjnym stoliku, wychodzi jednak na jaw, że powód spotkania jest zupełnie inny, bo Szwed do ojca nie nawiązuje nawet słowem. Jakiś czas później na szkolnym zjeździe absolwentów, Natan Zuckerman poznaje prawdę o swoim idolu. Dostrzega głębokie rysy na jego obrazie i widzi, że sielanka stworzona przez Seymoura, jest wyłącznie zmyślną kreacją. 

Powieść Philipa Rotha, to z jednej strony bezlitosny obraz starzenia się człowieka i tego co czas robi z naszym ciałem, a z drugiej (gdy już się przetrwa zagmatwany początek) świetnie rozpisany związek ojca ze zbuntowaną córką. 

Merry, z jakiegoś powodu, wysadza w powietrze budynek i morduje człowieka. Levov nie może zrozumieć, co sprawiło, że jego pociecha stała się terrorystką i całe życie się tym zadręcza. Zuckerman, próbuje odtworzyć historię i doszukać się w jej wnętrzu, jakichś odpowiedzi. Szybko dociera do niego, że ideał rodziny był tylko złudzeniem, a perfekcyjny na pozór Szwed, miał wiele problemów.

Mawiają, że Philip Roth jest pewniakiem do otrzymania któregoś dnia Nagrody Nobla i wcale tej opinii się nie dziwię. Podobnie jak inni pisarze, naznaczeni tym zaszczytem, nie tworzy on powieści prostych, ale takie po których człowiekowi rzeczywiście otwierają się oczy.

Amerykańska sielanka to moja pierwsza styczność z autorem i jestem pod wrażeniem jego umiejętności. Początek książki, co prawda mnie nie porwał, ale gdy Zuckerman odsunął się na bok, a do głosu doszedł przede wszystkim Seymour, zrobiło się baaardzo ciekawie.

Mądra, zaskakująca i świetnie czytająca się powieść. Gorąco polecam!  


Philip Roth "Amerykańska sielanka"
Ilość stron: 608
Wyd. Literackie
Ocena: 5/6

środa, 11 marca 2015

Analfabetka która potrafiła liczyć - Jonas Jonasson


Jonas Jonasson po raz drugi zdobywa szczyty absurdu, podbijając jednocześnie moje serce.

Nombeko Mayeki urodziła się i wychowała w Republice Południowej Afryki. Pracowała w miejskiej latrynie za marne pieniądze, gdzie nożyczkami wbijanymi w udo, broniła się od natrętnych gamoni. Nikt jej w tym czasie nie uczył pisać ani czytać, jednak talentem do liczb, utorowała sobie niezwykłą drogę kariery. A, że nieoczekiwanie stała też posiadaczką bomby atomowej w asyście, której trafiła w końcu do Szwecji... cóż, przecież nikt z nas nie jest idealny.

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął miał słabe punkty – za pomysł dałam mu szóstkę, jednak historyczne retrospekcje zanadto spowalniały akcję. W Analfabetce problem ten został rozwiązany, a "skomplikowane teorie", zapowiedziane na okładce stały się niczym innym, jak jej zabawnym uzupełnieniem.

Jonasson idealnie dopasowuje życie swoich bohaterów do realnych wydarzeń na świecie. Znając choć trochę historię Szwecji, wyłapiecie wątki otrucia księcia, zmiany ruchu drogowego, a nawet referendum na temat wstąpienia kraju do Unii Europejskiej. Poza tym to, co u innych pisarzy mogłoby mnie denerwować, w przypadku Jonasa staje się właściwie atutem. Mamy tu dwóch Holgerów (braci bliźniaków), nadprogramową bombę, próbę obalenia Szwedzkiej monarchii oraz Chinki specjalizujące się w masowej produkcji antyków. 

Nie będę przedłużać, takie książki trzeba chwalić i reklamować, a odkrywanie ich tajemnic zostawić nowym czytelnikom. Fantastyczna powieść o mądrej i zaradnej dziewczynie, przy której będziecie się wyjątkowo dobrze bawić.


Jonas Jonasson "Analfabetka która potrafiła liczyć"
Ilość stron: 414
Wyd. W.A.B.
Ocena: 5/6

wtorek, 10 marca 2015

Hania Humorek. Wielka Księga Psot - Megan McDonald

Hania Humorek rzadko kiedy się nudzi. Razem z przyjaciółmi przeżywa co chwilę niezwykłe przygody, ale w Wielkiej Księdze Psot jej dobry nastrój, wystawiony zostaje na kolejną próbę. 

Najpierw najlepsze wakacje, okazują się być jednak nudne i samotne. Wszyscy znajomi gdzieś wyjechali, a jedynym towarzyszem zabaw staje się jej młodszy brat Smrodek. Kiedy indziej Hania dostaje od babci szczęśliwą monetę, za pomocą której zdobywa większość rzeczy o jakich sobie zamarzy. Niestety, w najważniejszej chwili amulet ją opuszcza, a pomyślność dla dziewczynki szybko się kończy.

W towarzystwie różnych stworzeń - świnki, żaby… nawet Wielkiej Stopy, Hania Humorek wprawia odbiorcę w wyjątkowo dobry nastrój. Jej opowieści są żywe i pełne energii. Dziewczynka nie boi się ryzyka, uwielbia współzawodniczyć, właściwie sama napędza spotykające ją przygody.

Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Sporych rozmiarów litery ułatwią dzieciom zadanie, a piękne ilustracje Petera Reynoldsa na długi czas przykują je do lektury. 

Lubię, gdy bohaterowie bajek są trochę niesforni. Mimo młodego wieku mają na siebie jakiś pomysł i uparcie go realizują. Taka postawa uczy odwagi i udowadnia, że z drobną pomocą wszystko możemy zdobyć.


Megan McDonald "Hania Humorek. Wielka Księga Psot"
Ilość stron: 378
Wyd. Egmont
Ocena: 4/6

niedziela, 8 marca 2015

Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej: Robert i Róża - Małgorzata Klunder

Pewnego dnia, Robert Niziołek będąc jeszcze dzieckiem, dowiedział się od matki, że Tolkienowskie hobbity są nikim innym, jak niziołkami właśnie. To przypadkowe zdarzenie stało się początkiem jego wielkiej przygody z Shire, a zamiłowanie do pisarza, wyznaczyło mu drogę przez dorosłe życie. 

Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej to wesoła opowieść o tym, jak książka naznacza losy dwojga, zakochany w sobie ludzi. Znalazłam w niej fragmenty z których mocno się uśmiałam (różne wezwania do szkoły i uwagi w dzienniku), ale niestety także i takie, gdzie słabo pojmowałam, co autorka miała na myśli. 

Mam wrażenie, że do pełnej frajdy z lektury, zabrakło mi jakiś dziesięciu lat życia. Klundera naszpikowała swą opowieść aluzjami do literatury, i gdybym dorastała w czasach szczytowej formy Chmielewskiej albo więcej uwagi poświęciła Jeżycjadzie, sprawa z Niziołkami wyglądałaby zapewne inaczej. Skoro jednak czas spędzałam głównie z H. Potterem, to nić porozumienia złączyła mnie dopiero z dziećmi bohaterów, a to stanowczo za mało by dobrze ją ocenić. 

Tak oto, choć entuzjazm wobec Niziołków był na początku spory, nie podołałam narracji Małgorzaty Klundery. Za mało wiem o Tolkienie, a ekranizację Władcy widziałam zaledwie dwa razy. Jeżeli jednak są na sali pasjonaci wszelkiej maści fantastyki, to myślę, że z Niziołkami szybko się dogadacie. Mnie zabrakło cierpliwości i zainteresowania, by dobrze się z nimi bawić. 

Oryginalna i niezwykle wygadana rodzina, jednak ich bzik na punkcie Tolkiena mocno mnie przeraził.


Małgorzata Klunder "Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej: Robert i Róża" 
Ilość stron: 352
Wyd. Replika
Ocena: 2,5/6
Premiera: 18 marca 2015

czwartek, 5 marca 2015

Stos na marzec

Nowy miesiąc i nowe lektury, o których już niedługo będzie głośno na blogu. Wyczekiwana od tygodni Analfabetka Jonasa Jonassona oraz biografia Astrid Lindgren. Wznowienie Philipa Rotha, wychwalane Służące Zdobywam zamek. Trochę literatury dziecięcej dla zresetowania umysłu i Smaki z Fjällbacki w oczekiwaniu na nowym tom serii. 

Znowu przoduje literatura północna, ale rodzime nowości na stosie również się znalazły. Wielki zbiór opowiadań Janusza Wiśniewskiego - blisko 600 stron tekstu! Zadziwiająca swymi obserwacjami Dorota Masłowska i Joanna Bator, której nikomu myślę przedstawiać nie trzeba. 


Nie ma co ukrywać - mój marzec zapowiada się wybornie.   

środa, 4 marca 2015

Moje historie prawdziwe - Janusz Leon Wiśniewski

O Januszu Wiśniewskim pisałam już sporo. W zasadzie każdy jego tytuł otrzymuje na tej stronie zaszczytne dla siebie miejsce, dlatego tym razem, nie mogło być inaczej.

Moje historie prawdziwe to kolekcjonerskie wydanie opowiadań Wiśniewskiego, które ukazały się do tej pory pod szyldem Wydawnictwa Literackiego. Podzielone tematycznie na trzy działy: on, ona i oni, opisują różne stany emocjonalne i przybliżają nam istotę życia każdego człowieka.

Dziewięć zbiorów w jednym, pięknie zapowiadającym się tomie, to niesamowita gratka dla wszystkich wielbicieli pióra Janusza Wiśniewskiego. Trochę szkoda, że nie miałam jeszcze okazji pozachwycać się jego pełnym wydaniem - dysponuję póki co "szczotką" przygotowaną na potrzeby promocji, ale jedno mogę wam już powiedzieć - konsekwencja z jaką pogrupowano teksty i ich stopniowe zagłębianie się w duszę człowieka, to świetnie przemyślany zabieg.

Antologia oprawiona zostanie twardą okładką, a jakości zamieszczonych w niej tekstów, chyba nikomu nie muszę przedstawiać. Jest tu moja ulubiona Intymna teoria względności i Czy mężczyźni są światu potrzebni?, jest Los powtórzony i Molekuły emocji. Jest literacka uczta i przyjemnie spędzone chwile. Moment zadumy, uśmiech zatrzymany na twarzy.

Odradzam raczenie się nimi wszystkimi za jednym zamachem, ale w Moich historiach na pewno znajdziecie dla siebie miejsce.


Janusz Leon Wiśniewski "Moje historie prawdziwe"
Ilość stron: 560
Wyd. Literackie
Ocena: 5/6
Premiera: 18 marca 2015

poniedziałek, 2 marca 2015

Lichotek i czarnoksiężnik - Ian Ogilvy


Już jako dziecko lubiłam się bać. Oglądałam Gęsią skórkę i Archiwum X, z biblioteki wynosiłam kilogramami Szkołę przy Cmentarzu, za to dziś dzięki książce Iana Ogilvy, znów mogę poczuć ten dziecięcy dreszczyk emocji.

Bohaterem, który mi to zapewnił jest Lichotek - dziesięcioletnia chudzina, mieszkająca w ponurym domostwie Bazyla Deptacza. Osobnika mającego się Lichotkiem opiekować, ale w rzeczywistości czyha on wyłącznie na jego pieniądze. Pewnego dnia chłopiec pragnie się pobawić jedyną ładną rzeczą, jaka znajduje się w tym domu - makietą z elektryczną kolejką. Nie wie, że skutki tej zabawy będą opłakane, a Bazyl nie jest wcale tym, za kogo się podaje.

Na strychu, osmolonego gmachu z czarnymi oknami, dzieją się rzeczy straszne. Żyją tam potwory i zaczarowani ludzie, w powietrzu cuchnie śniętą rybą i starymi materacami. Taki klimat panuje w świecie Bazyla, człowieka niezwykle mściwego i gotowego na wszystko.

Lichotek i czarnoksiężnik to bajka, jakie w zasadzie rzadko się spotyka. Skierowana do młodego czytelnika i niby optymistyczna w wyrazie, a jednak sporo scen może kogoś przerazić. Mnie – starą już babę - urzekły rysunki i złożoność historii. Bohaterowie z których każdy jest inny i ma określoną osobowość oraz oczywiste nawiązania do twórczości Tima Burtona (Żukosoczek!).

Straszna i zabawna, lekka a całkiem ambitna. Bajka dla małych, aby poczuli się duzi, i dla tych dużych, by choć przez moment znowu byli mali.


Ian Ogilvy "Lichotek i czarnoksiężnik"
Ilość stron: 208
Wyd. Literackie
Ocena: 4,5/6
Premiera: 12 marca 2015

niedziela, 1 marca 2015

Sztuka porządkowania - Dominique Loreau

Dominique Loreau poznałam za sprawą Sztuki minimalizmu, jednego z najpoczytniejszych poradników o życiu według zasady "mniej", ale gdy ta książka przekazywała mi wiele wartościowych treści, to Sztuka porządkowania już nic nowego w moje życie nie wnosi.

Autorka głosi, że bałaganiarze cierpią przez swoje roztrzepanie - są nerwowi, zabiegani, momentami wręcz depresyjni. Wielu podbramkowych sytuacji mogliby uniknąć, gdyby poświęcili swemu otoczeniu odrobinę więcej czasu i tu pojawia się szereg użytecznych rad. 

Należy zaopatrzyć się w pudełka i pojemniki, wyjąć wszystko z szafek na środek pokoju (idealny do tego celu okazuje się być dywan), a następnie segregować, etykietować i wyrzucać to, czego się nie używa.

Loreau dzieli się wskazówkami, jak przechowywać dokumenty, ubrania, naczynia i wszelkie przedmioty codziennego użytku, ale w zasadzie w jej słowach nie znajduje się nic nietypowego - z czego korzysta się rzadko dawać do tyłu, papiery przechowywać w tematycznych segregatorach, drobiazgi wkładać do woreczków - o tym wie chyba każdy człowiek. A już dzielenie pojemników ze względu na wielkość i tworzywo, uważam za nadgorliwość i traktowanie czytelnika, jak osobę niespełna rozumu. 

Sztukę minimalizmu mile wspominam, ale Sztuka porządkowania wypada przy niej strasznie kiepsko. Książka została ładnie wydana i zilustrowana, jednak nie sądzę by na etapie odgruzowywania życia, taki nabytek był mi absolutnie potrzebny. Kupcie Sztukę minimalizmu, tam w pigułce jest w zasadzie wszystko. 


p.s. gdyby ktoś był zainteresowany, pakiet obu tytułów jest u mnie przygotowany do podróży w świat - książki są nowe i nieczytane, w sprawie zakupu albo wymiany proszę o kontakt mailowy.

Dominique Loreau "Sztuka porządkowania"
Ilość stron: 160
Wyd. Czarna Owca
Ocena: 3/6