środa, 22 lutego 2012

Stroiciel ciszy - Wojciech Szyda

Wojciech Szyda znany jest z tego, że wydaje swoje powieści niezwykle rzadko, ale gdy już czytelnicy doczekają się tego momentu, urasta ono do rangi małego święta. Ja sama, jako postronna obserwatorka wydarzeń w nurcie science fiction, muszę przyznać, że pan Szyda wypracował sobie osobliwy, acz niezwykle ciekawy sposób prezentacji.

Stroiciel ciszy to brawurowa i co by nie mówić, nieco szalona wariacja na temat wiary. Ubrana w formę dziesięciu opowiadań szerzy „dobrą nowinę” w konwencji kosmicznej eskapady. Poznamy tu historię o rycerzu poszukującym świętego Graala. O wyznawcach Kościoła Danych Osobowych oponujących przeciwko powszechnej jawności, a nawet o misjonarzu, który staje twarzą w twarz z klonem Chrystusa. A to wszystko, mimo ziarna szaleństwa, jest zaledwie ułamkiem najnowszych pomysłów pana Wojciecha.

Stroiciel ciszy to bez wątpienia książka dziwna i bardzo surrealistyczna nawet jak na swój gatunek. Chwilami można powiedzieć, że staje się wręcz obrazoburcza, gdyż osoby religijne mogą odczuć przy niej niemałe zawirowania. Jednak tym co sprawia, że całość staje się akceptowalna jest jej staranne dopracowanie.

Wyszukany język i odważna forma czynią z tej pozycji antologię, którą warto poznać z czystej ciekawości. Mnie science-fiction w zasadzie mało interesuje, a mimo to czułam się nią szczerze zaintrygowana. Co prawda nie mogę też powiedzieć by lektura ta była czystą przyjemnością, ale obyło się bez większych zgrzytów, co w moim przypadku już jest sporym sukcesem.

Tym samym jeżeli lubicie odważne historie o zagadkowym brzmieniu, a przy tym i głębszym przesłaniu, zachęcam do poznania Stroiciela ciszy. Świetna pozycja dla czytelników nie bojących się przekraczania granic – tych dosłownych jak i metaforycznych.


Wojciech Szyda „Stroiciel ciszy”
Ilość stron: 304
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 3,5/6

16 komentarzy:

  1. Zdecydowanie nie dla mnie. Gdy pojawiają się obrazoburcze tematy to mam wrażenie, że autor chce po prostu szokować, wylansować się na tej kontrowersji, a nie przekazać coś ważnego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię science-fiction, dlatego od razu mówię, iż nie zamierzam szukać tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja pod postami koleżanek spokojnie mogłabym się podpisać. Dodam od siebie, że z surrealizmem mi nie po drodze:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak będę miała okazje to przeczytam , masz świetny szablon, obserwóję i było by mi miło gdybyś też obserwowała mój blog. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Brzmi ciekawie, a recenzja interesująco przybliża książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba nie, raczej nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O nie, raczej nie moja bajka :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie przepadam za antologiami, ale ten tekst o przekraczaniu granic bardzo mnie zaciekawił. Wpisuję na listę rzeczy do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  9. Może przeczytam. Zapraszam na koknurs na moim blogu http://ksiazkaaurelii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety tym razem spasuję. Jakoś nie mam specjalnie ochoty na tę książkę.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. przyznaję, że jak na razie kompletnie mnie ona nie przekonuje, więc raczej sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Science fiction to kompletnie nie moja działka. Zbyt futurystyczne :).

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam SF, ale ten surrealizm brzmi niezbyt dobrze... W sumie tego właśnie się spodziewałam po opisie tej książki, który nie jest zbyt zachęcający.

    OdpowiedzUsuń