wtorek, 21 sierpnia 2012

Zło budzi się wiosną - Mons Kallentoft

Przyjemne, wiosenne popołudnie. Ludzie umilają sobie czas w przydrożnych kawiarenkach, na straganach oczy spacerowiczów cieszą kolorowe kwiaty. Zewsząd słychać pogodny gwar zwiedzających, gdy nagle sielanka ta zaczyna zmieniać się w prawdziwy koszmar. Niebo przysłania ogromna łuna światła, a w powietrzu unosi się kurz.

W zamachu bombowym w centrum miasta giną dwie sześcioletnie dziewczynki, a ich matka zostaje ciężko ranna. Świadkowie zeznają coś o ładunku podłożonym pod miejscowy bankomat, jednak policji brakuje jasnego motywu w tej wersji wydarzeń. W tym samym czasie, na drugim końcu miasta, Malin Fors żegna się nad trumną ze swoją matką, próbując wzbudzić w sobie smutek, którego nie czuje. Zdezorientowana nową sytuacją, szuka zapomnienia w rozpoczętym dochodzeniu. Tym razem odkrycie prawdy będzie dla niej nie tylko kwestią honoru, ale przede wszystkim milowym krokiem w relacjach z nastoletnią córką.

Zło budzi się wiosną to nie tylko dobrze skrojony kryminał, ale też w znacznej mierze też historia kobiety i jej dzieci. Opis toczonej przez nią walki o niezależność oraz własne przekonania. Na ponad czterystu stronach autor łączy ze sobą wartką akcję z pytaniami o znacznie szerszym, społecznym zakresie. Ile jesteśmy w stanie poświęcić dla pieniędzy? Jaką wartość ma w obecnych czasach nasza rodzina? Czy można kogoś porzucić w dobrej wierze?

Kallentoft ma bez wątpienia talent do snucia tego typu historii. W tej części jednak bardziej interesowały mnie reakcje Malin, niż sama zagadka kto zabił. Walka, jaka rozgrywa się wewnątrz młodej komisarz, z książki na książkę robi się bardziej dramatyczna Tu już od dawna nie chodzi o jej uzależnienie od alkoholu, czy przygodne znajomości z mężczyznami. Teraz ważą się losy jej relacji z córką, ojcem, a nawet matką, choć na wielkie zmiany jest już stanowczo za późno.

Mimo, że bardziej ufam Skandynawii mroźnej i spowitej grubą warstwą śniegu, to wiosna w jej wykonaniu też nie zawodzi. Zło… trudno jest nazwać książką przy której wstrzymuje się oddech, ale ma w sobie coś, co sprawia, że ostatnie strony przewracamy z prędkością błyskawicy. Jest w niej jakiś niepokój, napięcie… aż szkoda, że Piąta pora roku ma być już być ostatnią.


Mons Kallentoft „Zło budzi się wiosną”
Ilość stron: 444
Wyd. Rebis
Ocena: 5/6

30 komentarzy:

  1. Czy trzeba przeczytać wszystkie bo są jakoś ze sobą powiązane ? czy można zacząć np. od tej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. policyjne dochodzenie za każdym razem jest zupełne inne, więc w gruncie rzeczy można je czytać w dowolnej kolejności. jeżeli kogoś interesuje jednak przemiana Malin (i następstwa z nią związane), to polecam zacząć lekturę od Zimy :)

      Usuń
  2. Chciałam zadać to samo pytanie co retro :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że ostatnio jest moda na kryminały skandynawskie i zupełnie jej nie rozumiałam, dopóki nie przeczytałam książki Yrsy ;) I chyba zaczynam rozumieć co też takiego jest w tych powieściach - z Yrsy dało się wyciągnąć takie fajne, życiowe wnioski i tu widzę, że tak samo. Czytałam już kilka bardziej współczesnych kryminałów, ale zazwyczaj podchodziły one pod sensację i nie były ani trochę wartościowe. No cóż, muszę sięgnąć po więcej tych skandynawskich :)

    PS. Jakie cudne to drugie zdjęcie. Do tego z kawałkiem kota <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w przypadku tego kota, jego obecność na zdjęciach nie jest niczym trudnym. uwielbia leżeć na książkach i gazetach - najlepiej na tej stronie, którą aktualnie czytam ;)

      Usuń
  4. Mnie jakoś ta seria nie potrafi do siebie przekonać. Okładki są moim zadaniem ohydne, takie mroczne i w ogóle fabuła mnie jakoś nie interesuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszystko zależy od upodobań. dla mnie okładki to akurat jedna z mocniejszych stron tej serii.

      Usuń
  5. Ja za kryminałami nie szaleję, więc podziękuje :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam jeszcze żadnej części z tej serii, ale bardzo chcę i ta część czeka u mnie na półce. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ohydne? Mój wzrok przykuła najpierw właśnie okładka, może jestem dziwny (może? na pewno!) :)
    Szkic fabuły i recenzja sprawiły, że będę się za tą serią bacznie rozglądał. Jakoś dotychczas nigdy nie wpadła mi na celownik.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem w posiadaniu wszystkich tomów o Malin Fors. Piątą na pewno też kupię, a że uczę się szwedzkiego to poszukam jeszcze w oryginale.
    Przeczytałam na razie trzy pierwsze. Ta czeka w kolejce, a potem to już z górki, bo tylko "Piąta pora roku".
    Świetna recenzja, cudne zdjęcie *.*
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja jako fanka wszystkiego co skandynawskie, aż dziwne że nie czytałam wcześniej nic tego autora. Dlatego jak tylko będę mieć okazję to przeczytam najpierw wcześniejsze części cyklu, a potem zabiorę się za "Piątą porę roku"

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam okazję czytać "Jesienną sonatę" z tej serii i średnio przypadłyśmy sobie do gustu, niemniej jednak jestem pod dużym wrażeniem okładek - są fantastyczne! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje pierwsze spotkanie z Monsem też nie należało to zbytnio udanych, ale teraz nie oddałabym tych książek za żadne skarby ;)

      Usuń
  11. Nie czytałam nic Kallentofta jeszcze, ale mam na półce coś i czeka na swoją kolej. Bardzo fajnie, że okładki jego książek są utrzymane w jednej konwencji - strasznie mi się podobają.

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetne i wyraziste są okładki książek tego autora, a że lubię skandynawskie kryminały, i ten przeczytam z wielką chęcią:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ta książka od jakiegoś czasu kusi mnie okładką. Spróbuję na pewno.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wstyd się przyznać, ale serii jeszcze nie miałam okazji poznać. Skandynawskie kryminały lubię, więc i ta seria pewno mnie nie zawiedzie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Już dawno się zainteresowałam tą serią, tylko coś się za nią zabrać nie mogę. I właśnie chciałabym po kolei czytać. Znając mnie, to zgarnę wszystkie pięć i przeczytam ciągiem :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Od dłuższego czasu próbuje zebrać się w sobie i poznać ową serię, ale zawsze coś stoi na przeszkodzie, jak nie brak czasu, to pieniędzy. Muszę jednak zebrać się do ,,kupy'' i nadrobić zaległości, gdyż po twojej recenzji widzę, że warto.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ooo nie wiedziałam, że to seria... dlatego mnie przykuła okładka, bo "Pąta pora roku" ma coś w ten deseń. Kryminałów nie lubię, ale ten ma coś w sobie.

    Ps: Właśnie do Posłańca też mam zamiar się przymierzyć;d

    OdpowiedzUsuń
  18. nie znam autorki, ale mnie zaciekawiłaś; okładka książki makabryczna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kallentoft jest facetem, ale i tak warto poznać jego książki :)

      Usuń
  19. Jak widzę, to seria jest. Na razie nie mam czasu, ale spróbuję kiedyś zapoznać się z tymi książkami. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Okładka jest bardzo interesująca.

    OdpowiedzUsuń
  21. A ja kiedyś wypatrzyłam tę książkę w empiku i tak bardzo przyciągnęła mój wzrok, później zainteresowała, kiedy zbytnio nie mogłam się doczytać o czym ona wgl jest. A teraz dowiaduję się, że to po prostu jedna część z większej serii? Smutne, bo w takim wypadku pewnie prędko po nią nie sięgnę.

    written-by-bird.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Czytałam tylko Jesienna sonatę i muszę przyznać, że książka średnio na jeża mi się podobała, teoretycznie nie można było się do niej przyczepić, ale coś mi w tym nie grało. Ne wiem czy zabiorę się za kolejne tomy.
    Okładki książek są przepiękne :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ta okładka jest po prostu... doskonała. Naprawdę. Te kwiaty i krew. bardzo działa na emocje. Po książkę sięgnę - nie mam innego wyjścia, skoro polecasz :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja jeszcze nie zaczęłam tej serii - ale mam już dwie pierwsze części.

    OdpowiedzUsuń