niedziela, 13 kwietnia 2014

Skandynawska wieża Babel - Jerzy Stypułkowski

Czy to, co wydaje się być żywcem wyjęte z serialu Alternatywy 4, w Szwecji stało się już normą? Pozorowane działania, ceremonia ważniejsza od celu. Kraj zza wielkiej wody, ukazany oczami Stypułkowskiego napawa mnie strachem. Zachowania bohaterów muszą być przerysowane, gdyż zdrowy rozsądek nigdy by na to nie pozwolił. Nie pozwoliłby... prawda?

K. jest polskim emigrantem, szukającym w Szwecji lepszego życia. Od dwudziestu lat, mimo że szczerze nienawidzi swojej pracy, siada za biurkiem, produkując kolejne strony nikomu niepotrzebnych spisów.

Instytucja w której pracuje, jest potężnym molochem podzielonym na wiele działów i pododdziałów, z czego połowa kadry, zdaje się piastować kierownicze stanowiska. Myli się jednak ten, kto sądzi, że K. pracuje w międzynarodowej korporacji. Zajmowany przez niego urząd mieści się w bibliotece. Bibliotece o której napisano pięćset stron tekstu, a gdzie nie pojawia się ani jedna wzmianka o odwiedzającym ją czytelniku.

Przykre to, ale coraz więcej absurdów wkracza w nasze życie. Rok analiz czy kable na podłodze rzeczywiście komuś przeszkadzają, szkolenia dla zabicia czasu, albo siedemdziesięcioletnie „modelki”. Pod tym względem straszna jest ta historia. Absurdalna, niedorzeczna, a tak bliska prawdzie.

Nie potrafię tylko powiedzieć, czy Wieża mi się podobała czy nie. Z początku nie mogłam wskoczyć w jej rytm, po 1/3 myślałam żeby w ogóle dać sobie spokój, jednak po dniu przerwy wszystko się zmieniło. Tkwi w tej historii, jakaś sadystyczna przyjemność. Ciekawość, która nas zżera i musimy do niej wracać. Gdyby tylko trochę ją skrócić i pozbyć się kilku zbędnych powtórzeń (jak np. sceny szybkiej toalety K.) stała by się na pewno łatwiej przyswajalna.

Mam świadomość, że jej gabaryty i tematyka grono ludzi zniechęcą. Sama, gdyby nie tytuł oraz północne powiązania, ominęłabym ją szerokim łukiem. Ale dla pomysłu i otoczki rodem z Barei myślę, że warto.

Jerzy Stypułkowski „Skandynawska wieża Babel. Studium udręki szwedzkiego urzędnika”
Ilość stron: 532
Wyd. Novae Res
Ocena: 4/6

20 komentarzy:

  1. Jakoś niespecjalnie czuję 'pociąg' do tej książki, kiepsko znam literaturę skandynawską i choć opisana przez Ciebie pozycja dotyczy polskiego emigranta, szukającego lepszego życia hen hen, to jakoś... uważam, że najpierw musiałabym wtopić się bardziej w skandynawskie powieści, potem zaś sięgać po historie takie, jak ja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o Szwecji oczami Szwedów sporo się już naczytałam. poglądy emigranta to oryginalna nowość, której lekturę szkoda byłoby przepuścić.

      Usuń
  2. Ja tam lubię takie cegiełki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Raczej nie dla mnie. Nie jestem zainteresowana tą książką.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tematyka nie przemawia do mnie, aczkolwiek myślę, że gdybym miał możliwość, to z przyjemnością przeczytałbym tą książkę. Co do ilości stron... często mam tak, że grube książki trochę mnie przerażają, ale raczej z przyjemnością po nie sięgam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, nie wiedziałam, że to ma aż tyle stron! Ja też mam swoje "powiązania" i w dodatku obraz Szwecji inny niż "standardowy"... Hm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ma, oj ma. i leżąc na półce już robi wrażenie.

      Usuń
  6. Mam ochotę na nią, ale przeraża mnie ilość stron. Pewnie dlatego, że ostatnio czytałam dwie dość grube książki i chyba póki co wyczerpałam cierpliwość dla takich grubych książek :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tematyka dość ciekawa, ale to typowa książka, dla zainteresowanych. Przeciętnemu czytelnikowi niekoniecznie musi się spodobać. Ja sobie ją odpuszczę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jest właśnie jej największy mankament - wąskie grono odbiorców.

      Usuń
  8. A mi się marzy ta książka. Od razu kojarzy mi się "Rok 1984" Orwella.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wydaje się być lekko depresyjna, więc z samym tytułem zapoznałabym się dopiero na jesień ;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. depresyjna nie, ale wymagająca czasu i skupienia.

      Usuń
  10. Ja mimo wszystko lubię takie książki. A te, które odpychają, a z drugiej strony nie dają o sobie zapomnieć i przyciągają lubię najbardziej, bo pokazują, jak wielką moc ma wykreowana historia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Już sobie zapisałam "dane" książki bo intryguje mnie każda pozycja związana z Szwecją. Dziękuję za jej polecenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. proszę bardzo, na mojej stronie znajdziesz dużo Skandynawskich rzeczy :)

      Usuń
  12. To jest książka zdecydowanie dla mnie, jej gabaryty mnie nie odstraszają ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. O! A ja zdeycydowanie czuję się zachęcona. Mam słabość do takich biurowych klimatów :D

    OdpowiedzUsuń
  14. W bibliotece? Normalnie ten fakt zachęciłby mnie do lektury, ale w tym przypadku...

    OdpowiedzUsuń