wtorek, 10 kwietnia 2012

Szczęśliwe dni - Laurent Graff

Wśród tysięcy napotkanych książek, najbardziej cenię sobie te niepozorne. Skromna okładka, niewielki format i to jedno zdanie, które sprawia, że z miejsca mamy ochotę się w nią zatopić. Taka też jest powieść Laurenta Graff’a. Na pierwszy rzut oka książka bardzo depresyjna, bo cóż innego można powiedzieć o fabule skupionej na śmierci i przemijaniu. Tym czasem to, że osiemnastoletni Antoine wykupuje sobie miejsce na cmentarzu, a w wieku trzydziestu pięciu lat przeprowadza się do domu starców, staje się początkiem do dużo głębszych przemyśleń, dalekich od śmiertelnej powagi.

Dekadentyzm głównego bohatera wcale nie jest posępny ani przygnębiający. Wręcz przeciwnie. Jego spostrzeżenia na temat codziennych czynności są proste, a przy okazji bardzo trafne i wielu miejscach okraszone absurdalnością poszczególnych sytuacji. To, że zamieszkał wśród staruszków i postanowił „oddać się” umieraniu nie oznacza, że ten proces rzeczywiście zdominował jego życie. Niewątpliwie Antoine właśnie tego by chciał, ale  jak to w życiu bywa, nie zawsze dostajemy to czego byśmy chcieli, a śmierć też  lubi płatać psikusy. 

Przepadam za czarnym humorem i poruszaniem spraw pozornie zakazanych. Szczęśliwe dni to bardzo specyficzna powieść, która w pełni wkomponowała się w mój gust. Nie wiem czy to dlatego, że jest taka dobra, czy po prostu dawno nie czytałam podobnej historii. Faktem jest, że pochłonęłam ją za jednym zamachem, chociaż starałam się wolno przekładać kolejne strony. Smakowałam każde słowo. Nie spieszyłam się z lekturą. Pozwoliłam aby losy Antoine same się dopełniały. I czuję się nimi w pełni usatysfakcjonowana. 


Laurent Graff „Szczęśliwe dni”
Ilość stron: 128
Wyd. W.A.B.
Ocena: 5,5/6

17 komentarzy:

  1. Raczej nie przeczytam, za ciężka lektura jak dla mnie, a przecież mamy wiosnę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. wręcz przeciwnie, książka wcale nie jest ciężka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niezwykle oryginalna fabuła, jeszcze nie czytałam takiej książki, ale jeśli wpadnie mi w ręce to chyba nie odmówię. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O proszę, taka dobra! Ale aż żal, że tylko 128 stron, prawda? Z chęcią zapoznam się z tą książką. Bardzo mnie zachęciłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj szkoda, szkoda, ale lepszy niedosyt niż przesyt formy nad treścią.

      Usuń
  5. Też lubię gdy w danej powieści wpleciony jest czarny humor, dlatego dam szansę poznania książce „Szczęśliwe dni”.

    OdpowiedzUsuń
  6. muszę ją mieć! zachwyca mnie okładka!! i tematyka tu przedstawiona. pierwszy raz o niej słyszę, a już mam na nią ochotę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miałam podobną reakcję, gdy ją pierwszy raz zobaczyłam, a potem szybko weszłam na allegro ;)

      Usuń
  7. Czytałam i miałam podobne odczucia. Inne niż wszystkie, specyficzna, świetna! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To jest pewnie jedna z tych książek, po które sięgnęłabym w księgarni. Skromna okładka- bo pod takimi najczęściej kryją się pozycje bez patosu. Chętnie sięgnę :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Takich ksiązek poszukuję, za takowymi tęsknię :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. O, ja się na nią piszę:)
    A okładka na początku skojarzyła mi się z Muminkami... Nie wiem, dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muminki to moi ulubieńcy od czasów dzieciństwa (nie na darmo mam Muminka w banerze - i przy kluczach ;) - więc może podświadomie również miałam takie skojarzenia i temu mnie tak do Szczęśliwych dni gnało...

      Usuń
  11. Niespotykana, więc warta przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię takie książki, które pochłania się jednym zamachem i smakuje każde słowo - jak to pięknie napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń