piątek, 29 lipca 2011

Cztery dni w styczniu - Jordi Sierra I Fabra

Rok 1939. Ludność uwięziona w okowach wojny. Brak pożywienia, prądu, ogrzewania. W tej rzeczywistości trudno pamiętać nawet o własnym człowieczeństwie, a co dopiero dbać o życie innych. Inspektor Miquel Mascarell Folch nie opuszcza jednak ani swej służby, ani osób w potrzebie. Kiedy zgłasza się do niego kobieta, której córka zaginęła, pomimo braku sił i chęci do samotnej walki, postanawia sprawdzić, co też się mogło z nią stać.

Gdy na drugi dzień ciało matki zostaje znalezione przed jej domem, wszyscy sądzą, że było to samobójstwo z rozpaczy. Doświadczony policjant potrafi jednak zauważyć drobne nieścisłości, które jasno dowodzą, że kobiecie ktoś pomógł wypaść z okna. Dręczony wyrzutami sumienia, postanawia teraz bardziej przyłożyć się do pracy i wbrew wiszącemu nad nim widmu okupacji, odnaleźć winnych popełnionej zbrodni, a także dowiedzieć się, gdzie zapodziała się Merche. 

Mimo licznych obaw związanych z tematyką wojny, książkę tę czytało mi się zaskakująco szybko i przyjemnie. Spora w tym zasługa literackiego stylu autora, który jest oszczędny, wyważony, a przy tym stara się niczego nie przedłużać. Opisy poczynań na frontach, prasowe artykuły, czy audycje radiowe są zwięzłe, konkretne i co najważniejsze nie przytłaczają szczegółami.

Jak sam tytuł wskazuje, akcja powieści toczy się w ciągu czterech styczniowych dni. Dni mroźnych, posępnych i decydujących dla losów Barcelony oraz jej mieszkańców. Prowadzone tu śledztwo dalekie jest od tych z seriali kryminalnych. Inspektor Miquel raczej stara się dowiedzieć czegokolwiek, niż iść konkretnie obranym tropem. Doskwiera mu brak zespołu ludzi, którzy pomogliby, nawet nie tyle w szukaniu odpowiedzi, co stawianiu pytań. A do tego otaczające go społeczeństwo jest niechętne do podjęcia z nim współpracy. Ludzie boją się o własne życie i nie w głowie im mieszanie się jeszcze w jakieś niejasne śledztwo, dlatego rozwikłanie zagadki będzie wymagało od niego naprawdę wielu wyrzeczeń.

Sytuacja w mieście staje się dla Mascarelliego coraz gorsza. Etyka zawodowa zdaje się zupełnie nie mieć sensu, a żal i ogromna rozpacz po stracie syna, co rusz dają o sobie znać. Schorowana żona siedzi w domu sama, a on ma czelność zabawiać się w „policjantów i złodziei” i to na dodatek w czasach, kiedy tysiące ludzi ginie w bezsensownej walce na froncie. Czy wobec ich dramatu, śmierć jednej kobiety ma jeszcze w ogóle jakieś znaczenie?

Książka Jordiego Sierry zaskakuje nie tylko umiejscowieniem swej akcji w konkretnym czasie i przestrzeni, lecz również próbą opisania tego, co dzieje się w ludzkich duszach osaczonych szponami wojny. Temat ten z pewnością nie należy do najłatwiejszych, ale myślę, że autor dość dobrze sobie z nimi poradził. Dla mnie Cztery dni... jako całość szalenie porywające niestety nie były, niemniej jestem pewna, że znajdą wielu zwolenników, choćby wśród sympatyków Marka Krajewskiego.


 Książę otrzymałam od serwisu Kostnica, za co bardzo dziękuję.  

Jordi Sierra I Fabra „Cztery dni w styczniu”
Ilość stron: 320
Wyd. Albatros
Warszawa 2011
Ocena: 4,5/6

czwartek, 28 lipca 2011

W pogoni za świetlikami - Charles Martin

Chase Walker zostaje wyznaczony do napisania artykułu, na temat chłopca znalezionego przy drodze. Zauważono go dokładnie dzień po zderzeniu się samochodu osobowego z pociągiem, w którym to wypadku zginęła młoda kobieta. Nikt nie wie jak to dziecko się nazywa, skąd pochodzi, ani jak się dostało w pobliże torów. Na jego ciele można za to zauważyć ślady po przypalaniu papierosem oraz blizny świadczące o długoletnim maltretowaniu.

Koszmar który go spotkał, spowodował blokadę. Chłopiec niewiele pamięta i stał się niemową, ale za to ma wyjątkowy talent. W notesie z niezwykłą starannością oraz masą detali rysuje obrazki. Jest to jego jedyny sposób na porozumiewanie się z otoczeniem. Czy Chase’owi uda się przełamać barierę i odkryć kim naprawdę jest to dziecko? Bez wątpienia sprawa nie będzie prosta, ale może dzięki niej dziennikarz odnajdzie też samego siebie.

Powieść Charlesa Martina wywołała we mnie dwa skrajne uczucia. Z jednej strony zainteresowanie losami chłopca, a z drugiej znużenie historycznymi wywodami na temat rodowodu McFarlandów i dziejów miasteczka. Faktem jest, że opisy te przybliżają nam całą sytuację i lepiej rozumiemy powody kłótni między opisywanymi tu braćmi, ale na początku jest ich zbyt wiele, przez co zniechęcają do dalszej lektury. Samo życie Chase’a i zazębiające się z nimi losy odnalezionego dziecka są jednak na tyle wciągające, że już w połowie książki zapominamy o jej nudnawym początku i dajemy się porwać historii.

Chase Walker wychował się w rodzinie zastępczej. Ze swojego dawnego życia w zasadzie nic nie pamięta. Nie wie gdzie się urodził, ani jak wyglądali jego rodzicie. Pracując nad sprawą chłopca, któremu nadał przydomek Sketch (ang. szkic), wspomina swój własny pobyt w domu dziecka, rodzinach zastępczych oraz ciepło i miłość, którą ostatecznie obdarowali go wujek Willle i ciotka Lorna. Doskonale rozumie przez co teraz przechodzi jego podopieczny i stara mu się w tym pomóc, nieświadomie powracając do własnego dzieciństwa. 

W pogoni za świetlikami to przejmująca historia o porzuceniu, samodzielności oraz próbie odnalezienia własnych korzeni. Na jej stronach znajdujemy dowód na to, że prawdziwą rodzinę możemy spotkać właściwie wszędzie, a brak biologicznych rodziców niczego nie determinuje. Do tego w jej tle ciągle przewija się sprawa oskarżenia o morderstwo – konfliktu między braćmi, zagadkowej śmierć ich ojca oraz wielkiego spadku i braku winnego popełnionej zbrodni – czyniąc z tej powieści nie tylko melancholijną podróż w głąb ludzkiej duszy, ale i coś na miarę dobrego kryminału o zaskakującym finale.

Na początku lektura ma trochę słabych punktów, ale jeżeli uda nam się przez nie przebrnąć, to zostaniemy wprowadzeni w bogaty świat rodzinnych relacji i wdzięczności za okazaną pomoc. Prosty, ale za to bardzo chwytliwy język, dobrze skrojona historia, żywe dialogi, a do tego liczne znaki zapytania, gwarantują mile spędzone wakacyjne popołudnie. 


 Książkę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa WAM.

Charles Martin „W pogoni za świetlikami”
Ilość stron: 396
Wyd. WAM
Kraków 2011
Ocena: 4,5/6




Patrząc na to, co dzieje się za oknem, trudno uwierzyć, że jeszcze parę godzin temu niebo było błękitne, a słońce przyjemnie grzało. Dlaczego po dwóch tygodniach nieustannego deszczu nie może być nawet jednego dnia sensownej pogody?






Wiem, że zrzędzę, ale ta wilgoć mnie dobija....






 


A to mały dowód na to, że czasem nie warto wstawać z leżaka, bo po powrocie może już nie być dla nas miejsca ;)

środa, 27 lipca 2011

Drżenie - Maggie Stiefvater

W dobie wampirycznych powieści rodzi się nowa moda, tym razem na wilkołaki. Jak do tej pory historie te wypadają bardzo korzystnie i nie inaczej jest też w przypadku Drżenia –  pierwszego tomu trylogii wydanej już w ponad trzydziestu krajach, której popularność myślę, że jest w pełni uzasadniona.

Grace miała jedenaście lat, kiedy bawiąc się na podwórku, została zaatakowana przez stado wilków. Zaciągnięta do lasu i sparaliżowana strachem, nie była w stanie sama się obronić. Leżała na śniegu otoczona przez wygłodniałe bestie czekając na to, co nieubłaganie miało nadejść, gdy wtem nieoczekiwanie ktoś ją uratował. Wybawicielem okazał się jeden z przedstawicieli watahy, osobnik o niezwykłych, złotych oczach. Od tamtej pory zarówno ten wzrok, jak i samo wspomnienie wilka, nieustannie jej towarzyszą. Każdej zimy wypatruje go przed swoim domem, marząc jednocześnie by móc go dotknąć.

Sześć lat po tym wydarzeniu, miejscowość Marcy Falls obiega informacja, że zwierzęta znowu kogoś zaatakowały. Tym razem ofiarą padł Jack, chłopak ze szkoły Grace. Po jego śmierci w mieście szaleje panika, a władze rozpoczynają mobilizację, mającą swój finał w na polowaniu. Kiedy jedna z kul trafia wilczego przyjaciela Grace, szuka on pomocy pod drzwiami jej domu. Jednak ku zaskoczeniu dziewczyny, okazuje się, że ma przed oczami już nie wilka, ale człowieka...

Przedstawione tu wydarzenia poznajemy z dwóch perspektyw. Jednej widzianej oczami Grace oraz drugiej postrzeganej przez Sama. Ich relacje wzajemnie się dopełniają, sprawiając, że książka Maggie Stiefvater staje się powieścią bardziej skupioną na relacjach i uczuciach, niż fascynacji ciałem czy zdolnościami poszczególnych bohaterów. Sam, w przeciwieństwie do swych odpowiedników w literaturze, nie jest postacią o nadzwyczajnych umiejętnościach, które przysparzają mu sławy i uwielbienia. Jego życie od chwili przemiany staje się praktycznie pasmem samych nieszczęść, a świadomość, że kiedyś bezpowrotnie utraci swe człowieczeństwo dodatkowo go przygnębia. 

Drżenie to historia daleka od bezmyślnej opowiastki, powstałej na fali gatunkowej popularności. Jej bohaterowie ukazani zostali bez przesadnej słodkości oraz popadania w zbędne dramaty. Ich życie jest bardzo przekonujące i choć nie ma w nim zbyt wiele akcji, to w trakcie lektury jakoś się tego nie dostrzega. Nie jest to bardzo ambitna literatura, ale czyta się ją z przyjemnością, a autorska interpretacja mitu dodatkowo w tym pomaga.

Tutejsze wilkołaki nie mają bowiem zbyt wiele wspólnego ze starożytnymi legendami. Nie są to krwiożercze potwory grasujące przy pełni księżyca, tylko ludzie zamienieni pod wpływem zimna w leśne wilki. W większości nie stanowią oni zagrożenia, lecz są wśród nich osobniki pragnące władzy i uwolnienia się od przekleństwa, na drodze do których nie ma dla nich przeszkód nie do pokonania.

Drżenie to typowy przedstawiciel paranormal romans, ale w przeciwieństwie do wielu książek tego gatunku, nie jest on dla czytelnika drażniący swoją naiwnością. Nie znajdziemy tu wysokiej klasy języka, ani skomplikowanej fabuły. Historia toczy się prostolinijnie – najważniejsi są Sam i Grace – ale nie jest do bólu przewidywalna. Dlatego jeżeli lubicie lekkie, rozrywkowe powieści o uczuciach, owiane dodatkowo odrobiną magii, to książka Maggie Stiefvater nie powinna was zawieść.


 Książę otrzymałam od serwisu Kostnica, za co bardzo dziękuję. 

Maggie Stiefvater "Drżenie"
Ilość stron: 464
Wyd. Wilga
Warszawa 2011
Ocena: 5/6

sobota, 23 lipca 2011

Zaopiekuj się moją mamą - Shin Kyung – Sook

Ona. Matka. Rodzicielka. Z pozoru osoba niezwykle bliska, ale jak to jest w rzeczywistości? Czy faktycznie wiemy o niej tak wiele, służymy pomocą, darzymy szacunkiem? Prawda na co dzień jest niewidoczna. Potrzeba nam impulsu, trwogi, a nawet dramatu żeby ją dostrzec. Właśnie w takiej sytuacji znalazła się pewna rodzina, w której matka nagle gdzieś zaginęła.

Seul. Dworzec metra. Ojciec i matka jadą odwiedzić swoje dzieci. Nigdy jeszcze sami nie podróżowali, ale wierzą się uda im się trafić na miejsce bez większych problemów . Tłum ludzi. Ścisk. Ojciec wsiada do wagonu i spostrzega, że jest sam. Gdzie się podziała jego żona? 

Oni. Pokój. Przekrzykiwania. Cała rodzina zebrała się, aby zredagować ogłoszenie o zaginięciu. Ile osób tyle wersji. Każdy pamięta co innego, ale nikt nie ma pomysłu jak skutecznie rozpocząć poszukiwania.

Zaopiekuj się moją mamą to historia zbudowana z czterech części. Każda napisana jest z perspektywy innej osoby: córki, syna, męża, a końcu i samej matki. Relacjonują oni przebieg wydarzeń, ale także wplatają własne przemyślenia oraz żal z nimi związany. Książka sprawia, że na zwyczajne czynności matki spoglądamy zupełnie inaczej. Pranie, sprzątanie, przygotowywanie posiłków. Wydaje się, że to kuchnia powinna być sercem domu, co jednak, jeśli tego serca brak u jego mieszkańców? Ciągły pośpiech, miliony spraw na głowie, brak czasu na zwykły telefon i rozmowę z rodzicami.

Powieść uwalnia w nas ogromne pokłady emocji i wprawia w nastrój do autorefleksji. Nie ważne czy jesteś osobą, która ma rodzicielkę nadopiekuńczą, czy wręcz przeciwnie wyjątkowo beztroską. I tak o niej myślisz i pytasz samego siebie co byś zrobił w identycznej sytuacji, jak ta z książki. Jej bohaterowie oskarżają się wzajemnie o różne przewinienia, a w tym samym czasie kobieta błąka się po mieście. Czy uda im się ją odnaleźć?  Do jakich dojdą wniosków?

Shin Kyung – Sook stworzyła uniwersalną opowieść o uczuciach, pragnieniach i trudach rodzicielstwa. Opisuje rodzinne życie z koreańskiej perspektywy, ale nie przeszkadza to w jej rozumieniu. Można nawet powiedzieć, że orientalizm w tym pomaga, bo daje poczucie dystansu. Tym sposobem Zaopiekuj się moją mamą staje się okazją do spotkania z samym sobą oraz uświadamia gorzką prawdę, że tak naprawdę „nic nie wiemy o własnej matce”...


 Książkę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Kwiaty Orientu.
 
Shin Kyung – Sook „Zaopiekuj się moją mamą”
Ilość stron: 176
Wyd. Kwiaty Orientu
Skarżysko – Kamienna 2011
Ocena: 5/6

piątek, 22 lipca 2011

Klaudyna w Paryżu - Colette

Klaudyna w Paryżu to już drugi tom przygód energicznej dziewczyny, okrzykniętej nastoletnią gorszycielką z końca XIX wieku. Wyszedł on spod pióra Sidonie – Gabrielle Colette i tak, jak w minionym stuleciu, również teraz bawi oraz wprawia w zdumienie tłumy wiernych czytelników.
           
Klaudyna opuszcza ukochane Montigny i wyjeżdża do Paryża. Początkowo pomysł ten nie przypada jej do gustu, jednak z czasem oraz w związku z przebytą chorobą zaczyna się do nowego miejsca może nie tyle przekonywać, co adaptować. Pomaga jej w tym ciotka, siostra jej ojca oraz Marcelek, urodziwy kuzyn, który od tej pory staje się jej powiernikiem oraz wiernym towarzyszem.

Stare obyczaje, siostra mówiąca do brata per „pan”, początki emancypacji. Można uznać tę powieść za pewnego rodzaju wehikuł czasu, który pozwoli nam się na chwilę przenieść do dawnego Paryża. Miasta elegancji, szyku, ale też prostego życia i nie zawsze sensownych zasad. Panienki noszą suknie z kołnierzykami, kawalerowie całują je po rękach, a damsko-męskie związki z o wiele starszym partnerem, nie są niczym niezwykłym.

Najbliższe otoczenie nazywa Klaudynę „nieujarzmioną ekspansywnością”. Dziewczyna pragnie zadziwiać innych, pozbawiać ich spokoju, a jej spostrzeżenia oraz prostolinijność wprawiają wielu słuchaczy w zakłopotanie. Nasza bohaterka nie jest w stanie usiedzieć zbyt długo w jednym miejscu, a także bez wahania mówi to co myśli, czym zaskarbia sobie sympatię czytelnika. Jej historia pełna jest subtelnego humoru, a przy opisach osób i przedmiotów zabawnie wypada porównywanie wszystkiego do poszczególnych Ludwików. Kominek jest jak Ludwik XIII, nos à la Ludwik XV, a fotel XVI. Mnie osobiście za wiele to nie mówi, ale być może Francuzi dużo lepiej znają swoich władców ;)

Z jednej strony przyjemnie jest przeczytać coś zupełnie innego, nie tylko tematycznie, ale również stylistycznie, jednak mnie ten wszechobecny archaizm trochę męczył. Książka w ogólnym rozrachunku wypada bardzo pozytywnie, ale trzeba być w odpowiednim nastroju na tego typu literaturę. Powieść Colette polecam przede wszystkim miłośnikom dawnych epok, energicznych bohaterek, czy paryskiej atmosfery. Zaskoczy, rozbawi i pozostawi miłe wspomnienia.


 Książkę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa W.A.B.

Sidonie – Gabrielle Colette „Klaudyna w Paryżu”
Ilość stron: 236
Wyd. W.A.B.
Warszawa 2011
Ocena: 4/6

czwartek, 21 lipca 2011

Jesienna sonata - Mons Kallentoft

Mons Kallentoft powraca. Szwedzki pisarz zdobył już uznanie czytelników dwiema książkami z serii Cztery pory zbrodni, a jej trzeci tom – Jesienna sonata udowadnia, że autor jest w znakomitej formie. Czego niestety nie można powiedzieć o jej bohaterce, Malin Fors, która wpada tym razem w nie lada tarapaty.    

Po upalnym lecie Linköping nadal nie może zaznać spokoju. Tonące w strugach deszczu miasto, po raz kolejny staje się areną morderczych porachunków. W pochmurny październikowy ranek, ciało Jerry’ego Peterssona zostaje znalezione w fosie okalającej jego zamek. Cień podejrzenia pada na wcześniejszych właścicieli posiadłości, będącej niegdyś chlubą rodu Fågelsjö. Podjęte śledztwo stoi jednak w martwym punkcie przez ogrom papierkowej roboty. Media szukają sensacji, a na komisariacie brakuje rąk do pracy. Jedyne co udaje się ustalić, to że z pozoru porządnemu biznesmenowi nie brakowało wrogów, a jego interesy dalekie były od praworządnych.

Główna bohaterka, Malin, jest świetną policjantką, ale także bardzo zagubioną kobietą. Niecały rok po porwaniu jej córki, wciąż mocno to przeżywa i błądzi w zrodzonych przez tą sytuację uczuciach. Wytchnienia od trosk szuka w butelce tequili, co zaczyna mieć coraz bardziej opłakane skutki. Nieudany powrót do byłego męża, przeprowadzka Tove, romans z dziennikarzem, powoli ją przerastają. Częściowym wybawieniem okazuje się być sprawa miejscowego milionera, która pozwala skupić myśli na czymś innym. Ratunek jest jednak tylko pozorny, a komisarz zaczyna zatracać się w szponach uzależnienia.

Literacki styl Kallentofta nie należy do tych łatwych i z miejsca czarujących. Nie można powiedzieć by źle się go czytało, ale wymaga od nas większego skupienia oraz spokojniejszego tempa lektury. Jest także bardzo emocjonalny, nawet jeśli w przypadku kryminału brzmi to dość dziwnie. Najmocniejszym jego punktem są, jak ja to nazywam – „wewnętrzne przemyślenia ofiary”. Wplecione w fabułę wypowiedzi, w tej części Jerry’ego, którego świadomość towarzyszy poczynaniom poszczególnych bohaterów. Są one zawsze pełne bólu, samotności i zagubienia. Stanowią coś w rodzaju rachunku sumienia, a zarazem przybliżają czytelnikowi postać, która w normalnych okolicznościach, nic już o sobie opowiedzieć by nie mogła.

I chociaż obecnie Malin bardziej pretenduje do tytułu antybohatera, to odbiorca nie jest w stanie jej potępić. Co rusz irytujemy się kolejnymi działaniami tej kobiety, ale liczymy też, że w końcu uda się jej wyjść na prostą i nie popełniać błędów rodziców. Czy do tego dojdzie? Musicie sprawdzić sami. Ja jestem wielką fanką tej niezależnej babki, która sporo namieszała w świadku przeznaczonym dotychczas wyłącznie dla mężczyzn. 

Zacieram też ręce na kolejny tom, bo teraz „zło obudzi się wiosną”, a chodzą i słuchy, że będzie piąta pora  roku..

 Książę otrzymałam od serwisu Kostnica, za co bardzo dziękuję.

Mons Kallentoft „Jesienna sonata“
Ilość stron: 464
Wyd. Rebis
Poznań 2011
Ocena: 5/6

środa, 20 lipca 2011

Stos

Z recenzjami mam trochę zaległości, jednak pogoda za oknem nie sprzyja ani intelektualnym wysiłkom, ani nawet wstaniu w łóżka. Dlatego teraz sterta, a opinia mam nadzieję wieczorem. Wzmocniona cukrem biorę się do roboty :)


od serwisu Kostnica:

Maggie Stiefvater "Drżenie"
Jordi Sierra I Farba "Cztery dni w styczniu"
Mons Kallentoft "Jesienna sonata"

od wydawnictwa Akcent:

Jan Costin Wagner "Milczenie"   recenzja

od wydawnictwa Kojro:

Hjalmar Söderberg "Zabłąkana"

od serwisu Na kanapie:

Teresa Anna Aleksandrowicz "Cudowne życie Staśka i innych aniołów"   recenzja

 od serwisu Sztukateria:

Colette "Klaudyna w Paryżu"
Joyce Maynard "Długi wrześniowy weekend"
Shin Kyung - Sook "Zaopiekuj się moją mamą"
Charles Martin "W pogoni za świetlikami"

od wydawnictwa Galeria Książki:

 Rick Riordan "Zagubiony heros"
Cinda Williams Chima "Król Demon"

prezent: 

Beata Pawlikowska "Blondynka na językach"

nagroda w konkursie na recenzje tygodnia:

Defoe "Fortunne i niefortunne przypadki sławetnej Moll Flanders"
William Shakespeare "Romeo i Julia, Hamlet, Makbet" - strasznie podoba mi się to wydanie

z biblioteki:

Leonie Swann "Triumf owiec"
Leonie Swann "Sprawiedliwość owiec"   recenzja
Sylwia Chutnik "Dzidzia"

wtorek, 19 lipca 2011

Milczenie - Jan Costin Wagner

Skandynawski kryminał robi ostatnimi czasy ogromną furorę. Zafascynowani jego klimatem oraz bezlitosnym podejściem do tematu zbrodni, czytamy go z wypiekami na twarzy. Co jednak wyniknie z połączenia niemieckiej natury i surowego fińskiego powietrza? Bez wątpienia rzecz niezwykła, czyli dokładnie taka, jak Milczenie Jana Costina Wagnera.

Pia została zgwałcona i zamordowana w lesie, niedaleko swojego domu. Miało to miejsce trzydzieści trzy lata temu i pewnie do tego czasu większość ludzi zdążyła by już o tym zapomnieć, gdyby nie jedno wydarzenie – zaginięcie Sinikki. Dokładnie w tym samym miejscu, gdzie wcześniej odnaleziono Pię, leżał rower i torba, ale po dziewczynie nie było śladu. Zdarzenie to wyprowadziło z równowagi zarówno policję, jak i media. Do sprawy przydzielony został komisarz Kimmo Joentaa, sam naznaczony przez los piętnem rodzinnej tragedii. Wszyscy mają nadzieję, że Sinikka jeszcze żyje, choć podobieństwo do zbrodni z przeszłości jest aż nadto uderzające.

Jan Costin Wager urodził się w Niemczech. Studiował historię i germanistykę, a na żonę wybrał sobie rodowitą Finkę. Z tego też powodu pisząc o Skandynawii spogląda na nią trochę inaczej. Zachowuje wobec niej spory dystans, a zarazem zwraca większą uwagę na zachowanie jej mieszkańców oraz szczegóły często dla nich niezauważalne. Taka też jest jego powieść. W ogólnym założeniu kryminał z krwi i kości, ale gdyby tak uważniej mu się przyjrzeć to pełno w nim elementów dramatu i psychologii, które sprawiają, że odbiera się go w zupełnie inny sposób.

Milczenie nawet fabułę ma zbudowaną w dość niekonwencjonalnie. Śledztwo jest dwutorowe, obejmuje zbrodnię sprzed trzydziestu trzech lat i tą popełnioną współcześnie. Już na początku wiadomo, że sprawców pierwszej było dwóch, z czego jednego od tamtej pory dręczy poczucie winy. I chyba po raz pierwszy historia bardziej skupia się na sprawcy, jego życiu, myślach, niż na policjantach go ścigających. Jednak nie tylko on jest tu ważnym ogniwem. W tej powieści nie koncentrujemy się wyłącznie na przestępcy i jego działaniach. Poznajemy także osobistą historię każdego z bohaterów począwszy od ofiary po jej rodzinę, policjantów aż do okolicznych mieszkańców.

Książka zdobyła moje uznanie nie tylko psychologicznym rysem przestępcy, ale przede wszystkim zakończeniem, dość odmiennym od standardowych rozwiązań. Milczenie, napisane bardzo przystępnym oraz sugestywnym językiem staje się w ten sposób nie tylko świetnym sposobem na popołudniową rozrywkę, ale i wnikliwym obserwatorem życia, które wokół nas przemija.



Książkę otrzymałam od wydawnictwa Akcent, za co bardzo dziękuję.  

Jan Costin Wagner „Milczenie”
Ilość stron: 248
Wyd. Akcent
Warszawa 2011
Ocena: 5/6

poniedziałek, 18 lipca 2011

Lovely Blog Award

Dzięki uprzejmości blogerek: Lenalee, Miqaisonfire, Sil, Immora, Tristezza, Diana xD, Dominika Anna, dagusia1149, Zaczytana oraz zostałam nominowana do nagrody Lovely Blog Award - bardzo Wam dziękuję. Teraz moim zadaniem jej wytypowanie 16-tu szczęśliwców, których spotka ten sam zaszczyt :)
 
Zasady:

- napisz u siebie podziękowania i wklej link blogera, który cię nominował,
- napisz o sobie siedem rzeczy,
- nominuj szesnaście innych, cudownych blogerów (nie można nominować osoby, która cię nominowała),
- napisz im komentarz, by dowiedzieli się o nagrodzie i nominacji. 
7 rzeczy o mnie:

  • Pierwszą książką jaką wypożyczyłam z biblioteki był "Pilot i ja" Adama Bahdaja - byłam wówczas w pierwszej klasie podstawówki i aż dziwne, że tak mi to utkwiło w pamięci :)
  • Nie znoszę matematyki i liczenia, dlatego gdzie tylko można posługuje się kalkulatorem. 
  • Nie przepadam za zimnem i deszczem, ale najbardziej fascynuje mnie Anglia i Skandynawia. Marze o tym by zwiedzić je wzdłuż i wszerz, choć bez kataru i masy innych dolegliwości się pewnie nie obejdzie ;)
  • Lubię pisać piórem.
  • Mam prawo jazdy i własny samochód, ale i tak gdzie tylko się da jeżdżę na rowerze lub chodzę pieszo - śmieszą mnie ludzie, którzy nie przejdą 100 metrów, bo się "zgrzeją", albo tłumaczą, że to już "za daleko na takie wyprawy".  
  •  Uwielbiam koty.
  •  I godzinami mogę oglądać Gilmore Girls :)

A teraz moja lista szesnastu blogów (kolejność przypadkowa):

12. swiatinny 

Wspaniałych blogów jest co najmniej dwa razy więcej, a ilość miejsc została ograniczona dlatego niestety nie byłam w stanie wypisać ich wszystkich...
Na koniec jeszcze zaznaczę, że udział w zabawie nie jest obowiązkowy, więc się nie obrażę kiedy ktoś z niej zrezygnuje :)

niedziela, 17 lipca 2011

Łaska utracona - Bree Despain

Łaska utracona, to drugi tom przygód Grace Divine – nastoletniej córki pastora, która za sprawą swojego przyjaciela Daniela oraz brata Jude’a przekonała się czym jest klątwa wilkołactwa.

Wydarzenia kończące poprzednią część, wymagały od Grace wielkiego poświęcenia, i to nie tylko z racji przemiany, ale też utraty ukochanego brata. Obecnie sytuacja w której się znalazła również nie wygląda najlepiej. Nowo nabyte moce nie chcą się jej słuchać, w domu atmosfera jest wyjątkowo napięta, a jakby tego było mało, miasteczko ponownie staje się ofiarą dziwnych ataków.

Co noc ktoś plądruje okoliczne sklepy i napada na niewinnych ludzi. Jedyny racjonalny trop prowadzi do nocnego klubu o nazwie Depot, gdzie wstęp mają tylko nieliczni. Odpowiedzi na pytanie, co się kryje za jego drzwiami może udzielić Talbot – nowy mieszkaniec miasta, który staje się dla Grace mentorem na drodze jej rozwoju. Dokąd dokładnie zaprowadzi ją ta znajomość? I co się dzieje w podziemiach klubu?

Kiedy czyta się jakąś serię wydawniczą, na ogół kolejne jej części wypadają coraz słabiej. W przypadku cyklu o Grace Divine sprawa ma się dokładnie odwrotnie. I o ile pierwszy tom miał mocno katolicki oraz prorodzinny wydźwięk, o tyle drugi bardziej pretenduje do miana książki przygodowej o mocno zarysowanym wątku akcji, niż familijnej opowiastki. Pełno w nim scen walki, dynamicznych przejść między wątkami, a przede wszystkim napięcia. Grace musi stawić czoła nie tylko dawnym wrogom, ale też swej dwoistej naturze, a wilk nie jest stworzeniem, które łatwo daje o sobie zapomnieć.

Język literacki i styl pozostał ten sam – lekki, swobodny, może niezbyt wyszukany, ale z pewnością daleki od banalności. Stworzony świat jest bogaty w szczegóły oraz starannie oddany. Nie brakuje w nim też poczucia humoru, szczególnie w kwestii kreowania wizerunku superbohatera, w czym spory udział ma przyjaciółka Grace – April. Wizualnie powieść wydaje się być dość obszerna, jednak w trakcie jej czytania stron ubywa coraz szybciej, w efekcie czego można ją przeczytać nawet w trakcie jednego dnia.

Trzeba przyznać, że jeżeli pani Despain nadal będzie szła w aktualnie obranym kierunku, to ma szansę stworzyć naprawdę bardzo dobrą serię nie tylko dla czytelników w każdym wieku, ale też i obojga płci. Przesunięcie akcentu z miłosnej historii na wątek niemalże spiskowy, w tym przypadku okazało się strzałem w dziesiątkę. A wśród bohaterów o coraz to dziwniejszym pochodzeniu, wilkołaki zaczynają zyskiwać siłę prostoty i wyrazu.


 Książkę otrzymałam od wydawnictwa Galeria Książki, za co serdecznie dziękuję.

Bree Despain „Łaska utracona”
Ilość stron: 480
Wyd. Galeria Książki
Kraków 2011
Ocena: 5/6

piątek, 15 lipca 2011

Sprawiedliwość owiec - Leonie Swann

Milczenie owiec to bułka z masłem. Prawdziwy koszmar zaczyna się wtedy, gdy one wszystkie zaczynają mówić...

Glennkill – mała wioska ,o  jak się okazuje złowróżbnej nazwie, położona nad brzegiem malowniczego morza. Kraina otoczona rozległymi pastwiskami, słowem, istny raj dla turystów i stada owiec, które zmuszone zostało spojrzeć śmierci w oczy oraz sprawić, aby sprawiedliwość zatriumfowała.

Matylda, Chmurka, Biały Wieloryb, Panna Merple... to imiona zwierząt i to jeszcze jakich. Każda z nich ma jakiś talent. Jedna bardzo dobry węch, inna wzrok, kolejna jest niezwykle mądra. Wszystkie one, tak jak całe stado, muszą nagle wytężyć swe umysły, bo oto stała się rzecz straszna. Ich pasterz, poczciwy George Glenn został znaleziony w trawie z wbitym w pierś szpadlem. Kto jest winny tej śmierci? Dlaczego w ogólne się to stało? I co teraz będzie z owcami?

Książka bardzo wdzięcznie opisuje ludzki świat widziany oczami stada owiec. Ich niewiedza oraz drobna naiwność tłumaczy, z tylko im przypisanym urokiem, zaobserwowane zjawiska. Analizują je w oparciu o wiedzę zasłyszaną z książek, które o zgrozo były tylko trzy: pierwsza o chorobach, druga kryminalna, a trzecia to romans o niejakiej Pameli – z tego też powodu, wyciągane przez zwierzęta wnioski będą dla czytelnika niemałym zaskoczeniem i powodem do radości.

Hasło z okładki głoszące, że jest to filozoficzna powieść kryminalna przysporzyło mi małego dylematu. Filozofii nie znoszę, ale kryminał ze zwierzęcą obsadą brzmiał bardzo zachęcająco. W ogólnym rozliczeniu trzeba przyznać, że filozofii – szczególnie tej górnolotnej i najbardziej dla mnie niedorzecznej – jest tutaj nie wiele, bądź została ona tak sformułowana, że wyjątkowo nie drażni. A co do kryminału, to nie można traktować go dosłownie, ale intryga i śledztwo zostało bardzo pomysłowo skonstruowane. Jedynym minusem tej historii jest zbyteczne przedłużanie niektórych opisów oraz sytuacji. Ciągłe powtarzanie się sekwencji: pobudka, jedzenie, spanie za którymś razem zaczyna nudzić, lecz prócz tej drobnej niedogodności akcja postępuje dość szybko i jako całość nie męczy.

Sprawiedliwość owiec to oryginalna, barwna i mądra w swym przesłaniu opowieść nie tyle o „kryminalnym” dochodzeniu, ile o ludzkim świecie. Bawi czytelnika, skłaniając go jednocześnie do refleksji, a jej zakończenie dla większość może być sporym zaskoczeniem.


Leonie Swann „Sprawiedliwość owiec”
Ilość stron: 264
Wyd. Amber
Warszawa 2006
Ocena 4/6

czwartek, 14 lipca 2011

Cudowne życie Staśka - Teresa Anna Aleksandrowicz

Kto powiedział, że jesień życia musi być nudna? Czy ludzie starsi powinni tylko siedzieć w domu i klepać paciorki? Nic z tych rzeczy. Pani Aleksandrowicz z uśmiechem na ustach pokaże Wam, na co stać seniora.

Natalia, Marysia i Wanda to leciwe emerytki, a zarazem najlepsze przyjaciółki wspierające się w każdych trudnościach. Jedna kocha książki, druga gotowanie, a trzecia... swoje choroby. Mieszkają skromnie i choć liczą się z każdym groszem, nie przeszkadza im to w czerpaniu z życia tego, co najlepsze. Same nie posiadają zbyt wiele, a i tak pomagają ludziom takim jak Stasiek – filozof ulicy, który ma dobre, lecz niestety łatwowierne serce. Kiedy Natalia poznaje Michała, a Stasiek dokonuje wielkiego znaleziska, ich wspólne losy zaczynają przybierać zupełnie nową postać.

Cudowne życie Staśka to historia, która zaskakuje na każdym kroku. Opowiedziana w sposób dostępny, bardzo dowcipny i po prostu uroczy, pochłania czytelnika bez reszty. Bohaterowie – wzorowani na prawdziwych osobach – przedstawieni są bardzo drobiazgowo, przez co z miejsca zaskarbiają sobie naszą sympatię. Ich z pozoru nieistotne rozmowy telefoniczne, drobne sprzeczki czy też niepohamowany zapał do działania, wprawią odbiorcę w dobry nastrój i niemałe zdumienie.

Książka udowadnia, że anioła można spotkać wszędzie. Odnajdziemy go w leciwej staruszce, bezpańskim psie, a nawet bezdomnym człowieku. Nie jest to jednak naiwna opowiastka o dobroci. Pełno w niej gorzkiej codzienności, gdzie głupota miesza się ze zrozumieniem, a nienawiść z obojętnością. W tym świecie, ludzie starsi budzą politowanie i niestety częściej uważa się ich za niepotrzebny bagaż, niż skarbnice mądrości. Oni się jednak tym nie przejmują i dalej walczą o własne szczęście, traktując drobne złośliwości jako swą siłę napędową.

Myślę, że sama autorka (pracująca jako nocna pielęgniarka) jest takim aniołem w ludzkiej skórze, i dlatego tak trafnie oraz z ogromnym wdziękiem przedstawiła opisaną tu historię. Mnie ona szczerze się spodobała i w końcu mogę powiedzieć, że powstała książka o pokoleniu naszych dziadków bez depresyjnego biadolenia. Sięgnijcie po tą niezwykłą przypowieść, a obiecuje wam, że Posterisan i Aspiryna będą wam się od tej pory kojarzyć, wyłącznie pozytywnie :)

 
Książkę otrzymałam od serwisu Na kanapie, za co bardzo dziękuję.

Teresa Anna Aleksandrowicz „Cudowne życie Staśka i innych aniołów”
Ilość stron: 432
Wyd. Prószyński i S-ka
Warszawa 2011
Ocena: 5/6

wtorek, 12 lipca 2011

Siła perswazji - Lee Child

Siła Perswazji to już siódma odsłona przygód Jack’a Reachera – byłego żandarma armii Stanów Zjednoczonych, a zarazem człowieka, który ma ogromny talent do pakowania się w tarapaty. Trzeba przyznać, że dla Lee Child’a siódemka okazała się szczęśliwa, a jego książka w pełni zasługuje na uwagę naszych czytelników.

Zachary Beck jest handlarzem dywanów, który legalność zarobków postrzega bardzo subiektywnie. Jego szemrane interesy przykuwają uwagę FBI, a Reacher staje się dla federalnych istotnym elementem prowadzonej gry. Jack jednak nie od razu zgadza się wziąć w niej udział. Dopiero gdy na ulicy spotyka „żywego trupa” – Francisa Xaviera Quinna, który od dziesięciu lat powinien być martwy, a jak się okazuje obecnie związany jest z  interesami Zachary’ego, postanawia z pomocą rządu rozliczyć swe dawne porachunki. Po sfingowanym porwaniu syna Beck’a – Richarda, trafia jako bohater za mury jego posiadłości starając się w ten sposób rozwikłać zagadkę tej rodziny. Jakie będą efekty prowadzonego śledztwa? Czy uda się odnaleźć zaginioną agentkę i ujawnić prawdę?

Ta książka to moje drugie spotkanie z twórczością Lee Child’a i kolejny raz muszę stwierdzić, że było warto. Autor już od pierwszych stron wie jak przyciągnąć uwagę czytelnika. Świetnie skonstruowany początek powieści nadaje jej dynamiki, a dalsza jej część utwierdza w przekonaniu, że mamy do czynienia z pisarzem o wszechstronnych zdolnościach. Barwne postacie, ciekawe dialogi, a co najważniejsze opisy, które nie tylko nie nudzą, ale dają odbiorcy możliwość poznania interesujących faktów, to jej główne zalety. Właściwie trudno doszukać się tutaj słabych elementów. Być może zdolności, jakie posiada główny bohater są nieco wyolbrzymione, lecz biorąc pod uwagę całe jego przygotowanie oraz wcześniejsze życie, stają się poniekąd prawdopodobne i zdatne do zaakceptowania.

Treść książki koncentruje się wokół intrygi uwikłanej przeciwko Jack'owi, którą snują poboczne postacie, mające do odegrania istotną rolę w utrudnieniu mu życia. Atrakcyjnie wypada również wątek retrospekcyjny z czasów służby Reacher’a w armii. Jego wspomnienia uzupełniają obraz i przedstawiają powody, dla których postanowił wziąć udział w tej nielegalnej akcji, zaplanowanej przez agentów federalnych.

Siła Perswazji już wcześniej gościła na naszym rynku, jednak dopiero teraz, gdy wydawnictwo Albatros postanowiło dokonać jej wznowienia, ma ona szansę dotrzeć do większej liczby czytelników. Osobiście polecam ten cykl fanom dobrej sensacji i tym, którzy cenią sprawnie skonstruowaną fabułę. Naprawdę warto.


  Książę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od serwisu Kostnica.

Lee Child  „Siła Perswazji”
Ilość stron: 488
Wyd. Albatros
Łódź 2011
Ocena: 5/6

poniedziałek, 11 lipca 2011

Rozwiązanie konkursu

Mamy 11 lipca, zatem przyszła pora na rozwiązanie konkursu związanego z powieścią Shin Kyung-Sook "Zaopiekuj Się Moją Mamą".

Zadanie polegało na uzasadnieniu, dlaczego ta książka ma trafić właśnie do was. W zabawie udział wzięło 26 osób - co bardzo Wam dziękuję, a nagrody wędrują do...  



 Pierwszy egzemplarz książki w ręce Kahlan84 za piękną, prostą i życiową odpowiedź:

„Napisałaś, że książka: "Stanowi chwytającą za serce sentymentalną podróż świadomości, która doprowadza cię do spotkania twarzą z twarz z gorzką prawdą - że nie wiesz nic o swojej matce". Coś mi to przypomina..., kiedyś często słyszałam, "jak zostaniesz matką, to zrozumiesz". Wydawało mi się to wówczas niezwykle idiotycznym stwierdzeniem i nic niemówiącą odpowiedzią. W lutym urodziłam synka i wiele się zmieniło, na część rzeczy patrzę odmiennie, zmieniły się moje priorytety i paradoksalnie na część pytań znalazłam odpowiedź sama, bo zostałam mamą. Inaczej tez patrzę na swoją, ale długo by o tym pisać. Dlaczego książka miałaby trafić do mnie? Bo uwielbiam książki, które coś wnoszą, dają do myślenia. Powodów jest wiele i pewnie jak wszyscy tu piszący mam na nią ochotę. Pozdrawiam, Kahlan84 „

 

Kolejne dwa zdobyły:
mostly.marta@gmail.com

A filmy dvd trafiają do:
kamacz4@wp.pl

Gratuluję i proszę o przesłanie mi swoich adresów na: varia-blog@gg.pl  :)

MINĄŁ TYDZIEŃ OD OGŁOSZENIA WYNIKÓW, A OSOBA POSŁUGUJĄCA SIĘ ADRESEM kamacz4@wp.pl NADAL SIĘ ZE MNĄ NIE SKONTAKTOWAŁA, DLATEGO JEJ WYGRANĄ PRZEJMUJE 86scholastyk@gazeta.pl.

Za możliwość zorganizowania konkursu dziękuję serwisowi Sztukateria oraz wydawnictwu Kwiaty Orientu.

sobota, 9 lipca 2011

Zwerbowana miłość - Paweł Szlachetko

Za historią nie przepadam, ale okres PRL-u zawsze w szczególny sposób mnie intrygował. Czasy kolejek, małych fiatów, paczek zza granicy. Wielkich przemian i jeszcze większych absurdów. Pan Szlachetko zaprezentował je w tak wdzięczny i pełen humoru sposób, że Zwerbowana miłość staje się dla czytelnika źródłem niezwykle mądrej rozrywki.

Przełom roku 1988-89. Za oknami mroźna zima i świat w którym komunizm chyli się ku upadkowi. Jest to czas wielkich przemian nie tylko w życiu rzeczpospolitej, ale też i Anny, warszawianki pracującej jako „dama do towarzystwa”. Kobieta śpiesząc się na sylwestrowe przyjęcie, staje się uczestniczką wypadku. Winny całemu zajściu jest przystojny agent SB, dla którego pełniona służba jest tylko przykrywką, a wobec Anny ma już bardzo konkretne plany. 

Teczki, donosicielstwo, wszechobecne przekręty. Polityka wkrada się wszędzie, nawet do obywatelskich łóżek. Czy Anna uwierzy, że Andrzej jest miłością jej życia? Dlaczego wybór agenta padł właśnie na tą kobietę? Kto w tej grze okaże się katem, a kto ofiarą?

Na początku powieść jawi się jako jeden wielki mętlik. Nagromadzenie postaci, wątków i zdarzeń chwilami bywa przytłaczające. Jednak kiedy miniemy pierwsze dwa rozdziały oraz zorientujemy się w sytuacji, otworzy się przed nami niecodzienny i wielowymiarowy świat. Tutaj nikt do końca nie jest tym, za kogo się podaje. Porządni ludzie prowadzą szemrane interesy, prostytutki mają dyplomy wyższych uczelni. Każdy czegoś szuka, dokądś dąży. Powietrze gęstnieje, lecz nikt nie wie dlaczego.

Wszystko to opisane zostało za pomocą bardzo żywego i barwnego języka, którego uzupełnienie stanowią sugestywne opisy ówczesnych mieszkań i „przerażających” zasobności sklepowych półek. Wartka akcja, a do tego specyficzna nuta obyczajowości tego okresu, tworzą razem niebanalną całości.

To nie jest książka polityczna, miłosna, ani nawet obyczajowa. Zwerbowana miłość to opowieść o życiu, które lubi płatać figle. Nigdy nie wiadomo kogo spotkamy za najbliższym rogiem, ani kim okaże się nowo poznamy jegomość. Dlatego jeżeli chcecie poczuć klimat tamtych czasów, a do tego poznać po prostu dobrą historię, ta pozycja was nie zawiedzie.


 Książkę otrzymałam od wydawnictwa Muza, za co bardzo dziękuję.

Paweł Szlachetko „Zwerbowana miłość”
Ilość stron: 368
Wyd. Muza
Warszawa 2010
Ocena: 4/6

piątek, 8 lipca 2011

Tajemnica czarnej róży - Sylwia Adamiak

Dwór d’Lour, dawna posiadłość pięknej Danaidy, w żyłach której zgodnie z przekazywanymi legendami, płynęła nieśmiertelna krew. To stare domostwo bezgranicznie fascynuje Cornelię, siedemnastolatkę, która właśnie zamieszkała u swej babci w niewielkim miasteczku  - Dacezville. Dziewczyna, podobnie jak dawna właścicielka domu, posiada na ramieniu znamię w kształcie róży. Przypadkowy zbieg okoliczności, czy może symbol czegoś znacznie większego? Nowo poznana czwórka przyjaciół okaże się być bardzo pomocna w rozwikłaniu tajemnicy, a koło jej wyników nikt nie będzie w stanie przejść obojętnie.

Cornie to sympatyczna i pewna siebie dziewczyna, która kiedy coś postanowi, to wytrwale dąży do celu. Nie straszny jej kurz, pająki ani nocne ciemności. Z uporem maniaka odwiedza opuszczoną posiadłość, chcąc dowiedzieć się o niej czegoś więcej. W jej umyśle senne mary przeplatają się z rzeczywistością, a z czasem odróżnienie jednych od drugich zaczyna być coraz trudniejsze.

Pani Adamiak stworzyła historię, której atutem jest oryginalność. Niby jest to kolejna pozycja traktująca o wampiryzmie, ale próżno doszukiwać się w niej do cna oklepanych schematów. Nawet motyw grupy przyjaciół i młodzieńczej miłości został tak przeobrażony, że zyskał zupełnie nowy wyraz.

Niestety jest to w zasadzie jedyny mocny punkt tej powieści. Jestem świadoma, że książka z racji poruszanej tematyki, przeznaczona jest dla młodszej części odbiorców, ale jej styl jest aż za nadto uproszczony. Czytając ją czułam się jakbym przedzierała się przez bajkę dla dzieci, a nie pozycję dla nastolatków.

Podobnie z jej budową. Nie przepadam za długimi opisami, ale ta lektura to praktycznie sam dialog, co nie jest dobrym rozwiązaniem. Przeszkadza to w jej odbiorze, bo sytuacje za szybko się zmieniają, a w pamięci nie pozostaje nic więcej prócz strzępków informacji. W ten sposób ciężko jest wyobrazić sobie miejsca i występujących tu bohaterów. Nawet dwór d’Lour, który jest kluczowym punktem powieści, jawi mi się jako zapuszczona posiadłość, ruina i nic więcej.

Pomysł na fabułę jest całkiem niezły, ale niestety w moim poczuciu zabrakło autorce warsztatu, lub inicjatywy, by wyłuskać z niego wszystko to co najlepsze. Powieść czyta się niezwykle szybko, ale po jej zakończeniu cała treść gdzieś umyka. Jako lektura rozrywkowa pewnie spełni swoje zadanie, ja jednak trochę się  na niej zawiodłam.



Książkę otrzymałam od wydawnictwa Novae Res, za co serdecznie dziękuję.

Sylwia Adamiak „Tajemnica czarnej róży”
Ilość stron: 292
Wyd. Novae Res
Gdynia 2011
Ocena: 3,5/6

czwartek, 7 lipca 2011

Lustrzane odbicie - Tana French

Tana French to amerykanka mieszkająca na stałe w Irlandii, gdzie ukończyła teatrologię i kierunek aktorski na uniwersytecie w Dublinie. Z zawodu jest aktorką, z zamiłowania pisarką. Jej pierwsza powieść – Zdążyć przed zmrokiem – zdobyła prestiżową nagrodę Edgara, a druga – Lustrzane odbicie – z miejsca stała się bestsellerem.

Cassie Maddox – niegdyś tajna agentka, obecnie policjantka wydziału przemocy domowej. Od zawsze osoba o wyjątkowej spostrzegawczości i zmyśle obserwacji. Pewnego dnia zostaje wezwana przez dawnych szefów na miejsce osobliwej zbrodni. Ofiarą okazuje się być młoda kobieta i nie było by w tym nic niezwykłego, gdyby nie jej wygląd i dokumenty. Denatka nie tylko wygląda tak jak Cassie, ale nawet nosi to samo nazwisko, które używała jako swoje alter ego podczas jednej z tajnych akcji.

Chcąc rozwikłać zagadkę, Cassie, zaopatrzona w odpowiednie informacje, strój i zachowanie, wnika jako wciąż żywa Lexie Madison do środowiska studentów oraz dość specyficznej grupy przyjaciół. Czy uda jej się sprowokować mordercę do ponownego ataku? I jak przyjmą ją jej nowi, starzy znajomi?

Lustrzane odbicie to thriller psychologiczny, ze świetnie zarysowanym wątkiem podwójnej tożsamości. Główna bohaterka rozbita na dwie, tylko z pozoru sprzeczne ze sobą postacie,  zaczyna gubić się w pełnionych rolach. Z jednej strony jest świadoma celu, jaki przyświeca jej misji, a z drugiej uczucie sympatii do współlokatorów zniekształca widziany obraz sytuacji. Nowo poznany świat okazuje się być dla niej aż nadto kuszący, ale nie może zapominać, że morderca wciąż czai się w ukryciu.

Książka jest dość obszerna – ponad 500 stron drobnym drukiem – ale co ciekawe, nie dłuży się i mimo licznych opisów nie jest dla czytelnika nużąca. Co prawda, jak na powieść o policyjnym dochodzeniu trochę za mało w niej napięcia, ale w ogólnym rozrachunku wypada jako coś zupełnie nowego. Fanom szybkich zwrotów akcji, czy mrożących krew w żyłach pościgów pewnie się nie spodoba, ale dla mnie ta odmiana była całkiem przyjemna.

Nie da się ukryć, że tak naprawdę to nie śledztwo jest głównym wątkiem historii, ale to co się dzieje z człowiekiem, gdy znajdzie się w nowej, w tym wypadku ekstremalnej, lecz aż nadto komfortowej sytuacji. Drobne gesty, półsłówka, pozwalają Cassie nie wypaść ze swej roli, ale nie od dziś wiadomo, że to wspólny wróg zbliża ludzi najbardziej. Powieść opisuje małomiasteczkową mentalność, siłę plotki i rodzące się z niej uprzedzenia. Czy okoliczni mieszkańcy mają słuszność, w żywieniu nienawiści do grupy młodych ludzi? 

Tania French z racji swego wykształcenia kreuje nie tylko wyjątkowo sugestywnie postacie, ale też ich zachowanie i najbliższe im otoczenie. Jeżeli jesteście ciekawi, jak to jest wniknąć w skórę innego człowieka, sięgnijcie po Lustrzane odbicie. Być może dojrzycie w nim samego siebie...



 Książę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od serwisu Kostnica.

Tana French „Lustrzane odbicie
Ilość stron: 552
Wyd. Albatros
Warszawa 2011
Ocena: 4/6

wtorek, 5 lipca 2011

Liczy się tylko wynik! / Twoje dzieci to twoja wina - Larry Winget

Larry Winget - mówca, trener rozwoju osobistego, autor poradników i filmów motywacyjnych, a przede wszystkim człowiek sukcesu. Każde życiowe doświadczenie to dla niego cenna lekcja przedsiębiorczości, którą chętnie dzieli się z odbiorcami.

W Liczy się tylko wynik! Larry przygląda się sprzedaży, obsłudze klientów oraz kierowaniu zespołem ludzkim, czyli temu, co nie tylko służy nam, ale czym my bardzo często służymy innym. Jak zdobyć awans? Zmobilizować się do efektywniejszej pracy? Sprawić by inni cię słuchali? Ta lektura wskaże ci drogę by to osiągnąć.

Z jej stron wypływają wnioski, że sukces firmy w której pracujemy to także nasz sukces, a nasza reputacja, to marka o którą należy dbać. Każde podjęte działanie ma określone konsekwencje – właściwe posunięcia mogą przynieść ogromne korzyści, a te błędne zrujnować całą karierę. Jak uniknąć tych drugich? Larry wie najlepiej.

Na okładce możemy przeczytać, że „książka napisana jest w lekkim, pogodnym stylu i dotyka spraw ważnych dla większości czytelników”. Co do ważności tematu nie mam żadnych obiekcji, bo któż by nie chciał, żeby jego praca była właściwie wykonywana i doceniana. Jednak co do samego stylu, to pogody ducha akurat za wiele w nim nie dostrzegam. Wytykanie błędów oraz odzieranie ze złudzeń nie jest ani lekkie, ani tym bardziej przyjemne, choć nie zmienia to rangi jego ważności i zapotrzebowania. Liczne odwołania do przykładów z życia rozładowują nieco atmosferę, ale ostrzegam, że ogólne wnioski dla większości odbiorców mogą nie być zbyt sympatyczne.

I o ile do samej treści nie mam zastrzeżeń, o tyle do jej autora wręcz przeciwnie. Jest tu masa denerwujących fragmentów, do których zaliczyć można te, w których Larry opisuje stojące do niego kolejki po autograf, okazywane mu gromkie oklaski, czy owacje na stojąco. Wszystko to byłoby jeszcze do zniesienia, gdyby nie wszechobecny ton wypowiedzi pod tytułem „jestem najlepszy, a ta książka jest genialna”. Facet głupi nie jest, ale trochę skromności i pokory z pewnością by go nie zabiło. 

Liczy się tylko wynik! To pozycja skierowana do liderów, pracodawców, managerów i tych, którzy na co dzień mają kontakt z innymi ludźmi. Niemniej, jakby się tak dobrze zastanowić, to tak naprawdę każdy z nas jest swoim własnym szefem, więc każdy może z tej książki wynieść coś dla siebie. Jasno wyznaczony cel, znajomość mocnych i słabych stron oraz świetna organizacja zawsze prowadzą na szczyt, dlatego :

„Odkryj swoje wyjątkowe cechy i naucz się je wykorzystywać do służenia innym, a z pewnością osiągniesz sukces, szczęście i powodzenie”.*
                                                                                       Larry Winget


Larry Winget „Liczy się tylko wynik!”
Ilość stron: 212
Wyd. IPS
Warszawa 2010
Ocena: 4/6
* s. 107


Dzieci – z jednej strony spełnienie marzeń każdego rodzica, a z drugiej ogromne wyzwanie, często okupione latami morderczej pracy, by pociechy wyrosły na porządnych ludzi. No właśnie – wyrosły, ale jak to z dziećmi bywa, nic co wydaje się proste, w rzeczywistości takie nie jest. Każde zachowanie i podjęta przez nas decyzja, będzie miała wpływ na ich dalsze życie. Jak w takim razie, w tym labiryncie pełnym pułapek nie popełnić błędu? Podpowie książka Larry’ego Wingeta.         

Nie ma ona charakteru podręcznika – nie tłumaczy jak zmieniać pieluszki, karmić czy nakłaniać dziecko do sprzątania. Ona wyaśnia czego uczyć, a o czym nigdy nie wspominać. Nie poznamy w niej dydaktyki idealnej, ale dowiemy się na jakich przesłanka powinna się ona opierać. Są tutaj działy poświęcone ogólnej komunikacji, dyscyplinie i wyciąganiu konsekwencji, a także zbiór najważniejszych lekcji, jakich rodzice powinni udzielić swoim dzieciom. Pieniądze, seks, wygląd, a nawet samochody i planowanie sukcesu, dla Larry’ego tabu nie istnieje.

Autor opisuje błędy, które popełnił jako rodzic i wskazuje czego się na ich przykładzie nauczył. Nie jest to jednak pozycja o tym, jak sprowadzić dziecko na właściwą drogę. To poradnik pomagający naprawić swój tok postępowania, a tym samym dać podopiecznemu odpowiedni przykład.

Jeżeli ktoś zna wcześniejsze literackie dokonania autora, to jest świadom tego, co może go tu spotkać. Proste, szczere komunikaty, odzierające ze złudzeń, a nawet bezczelnie wskazujące palcem i głoszące „to twoja wina”, są tu normalnością. Dla Winget’a nie ma czegoś takiego jak półśrodki, bądź delikatne podejście. Dla niego liczy się prawda, tylko prawda i nie owijanie w bawełnę. Bez wątpienia nie da się zgodzić ze wszystkim co tutaj przeczytamy, ale to chyba dobrze. Zostajemy w ten sposób skłonienie do przemyśleń i autorefleksji, a przecież w książkach tego typu właśnie to jest najważniejsze.

Twoje dzieci to twoja wina pomoże rodzicom zaplanować proces wychowawczy i skutecznie go zrealizować. Dlatego jeżeli stoisz na wychowawczym rozdrożu i nie wiesz, co powinieneś zrobić, Larry poda ci pomocną dłoń.


Larry Winget „Twoje dzieci to twoja wina”
Ilość stron: 278
Wyd. IPS
Warszawa 2010
Ocena: 4/6

Książki otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa IPS.

niedziela, 3 lipca 2011

Konkursy Sztukaterii

Konkurs z wydawnictwem Kwiaty Orientu

 Czas trwania: Lipiec- Październik 2011

Konkurs adresowany jest do wszystkich powyżej 15 roku i polega na napisaniu eseju na temat książki „Zaopiekuj się moją mamą” Shin Kyung-Sook.

Uczestnicy konkursu zobowiązani są nadesłać/przynieść prace w terminie do 30 września, pod następujący adres:

Wydawnictwo Kwiaty Orientu
Adres : Ul. Konopnickiej 12/41
26-110 Skarżysko-Kamienna

Adres mailowy: pytanie@kwiatyorientu.com
Z DOPISKIEM „Konkurs - Wakacyjna miłość?”

 W ramach konkursu Uczestnik może nadesłać tylko jedną pracę.

Na odwrocie każdej nadesłanej pracy musi znaleźć się: imię i nazwisko uczestnika oraz jego wiek. 

Organizator nie przewiduje możliwości rozpatrywania zgłoszeń, które dotrą do niego po 31 września 2011 roku.

Konkurs "Tutaj jestem"

Zgłoszenie uczestnictwa w konkursie ślemy na:konkurs@sztukater.pl z dopiskiem: "Tutaj Jestem"

W treści prosimy zamieścić oprócz w formie dowolnie wykonanej prezentacji Waszych zainteresowań oraz pasji również imię i nazwisko oraz niezbędne dane adresowe, pod które ewentualna wygrana zostanie przesłana.


 Więcej o konkursach znajdziecie na stronie serwisu 

piątek, 1 lipca 2011

Dziedzictwo mroku - Bree Despain

Bree Despain jest pisarką amerykańskiego pochodzenia, która swą przygodę z literaturą rozpoczęła dość nietypowo, bo od studenckiego urlopu. Zdobyty w ten sposób czas, wykorzystała na pisanie i reżyserowanie sztuk teatralnych dla nastolatków. Potem przyszła kolej na powieść i tak powstało Dziedzictwo mroku – pierwsza książka o Grace, córce pastora, która musi stawić czoła mieszkającemu wokół niej złu. 

Grace Divine jest przeciętną nastolatką. Ma oddaną przyjaciółkę, szkolne problemy oraz wielką pasję, jaką jest rysowanie. Życie lubi jednak płatać figle i nagle po trzech latach nieobecności do miasta powraca jej dawny przyjaciel – Daniel. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby  osoba Daniela nie stała się od chwili ucieczki jej rodzinnym tabu. Zniknięcie chłopaka w jakiś sposób łączy się z dniem, w którym Grace znalazła przed domem swojego brata Jude’a, nieprzytomnego i skąpanego we krwi. Co się wówczas wydarzyło i dlaczego cała jej rodzina podchodzi do Daniela z taką nienawiścią? Czy między nim, a  zbrodniami od lat popełnianymi na terenie miasta istnieje jakiś związek?

Wbrew początkowym przypuszczeniom, powieść Bree Despain nie jest jednowymiarową historią o młodzieńczej miłości. Prócz łamigłówki z Danielem, jest to także opowieść o trudach przyjaźni, relacjach między rodzeństwem oraz zdolności do przebaczania, owiana atmosferą starożytnych legend i mrocznych sekretów. Wiele pojawiających się tu postaci skrywa swe prawdzie oblicza, w efekcie czego akcja staje się bardziej zagadkowa i niejednoznaczna. Mniej więcej od połowy, powieść zaczyna nabierać wyrazu i w porównaniu z jej początkiem, który jest bardzo przewidywalny, stopniowo buduje konflikt oraz zaskakujące zakończenie.

Książka napisana została wyjątkowo przystępnym językiem, dlatego czyta się ją błyskawicznie i z nieskrywaną przyjemnością. Nie da się ukryć, że momentami fabuła bywa banalna, ale nie brakuje też scen, gdzie będziemy zdumieni kolejnością oraz rezultatem zdarzeń. Po literaturze tego typu z góry wiadomo czego się spodziewać, zatem narzekanie na jej prosty styl, czy umiejscowienie akcji na terenie szkoły w moim odczuciu nie powinno mieć tu miejsca.

Czym mnie jednak Dziedzictwo mroku mile zaskoczyło, to brakiem scen opisujących „boskie ciała” bohaterów, które to stały się swego czasu, głównym powodem mniej nieskrywanej irytacji. Było tu co prawda coś o torsie bez koszulki, ale rzeczy tego typu spokojnie można zliczyć na palcach jednej ręki, a to ogromny plus. Niestety są także minusy, bo nie ukrywam, że drażniło mnie nienaganne usposobienie rodziny Divine. Rozumiem, że pastor powinien troszczyć się o innych, ale ciągłe organizowanie zbiórek, niesienie pomocy i rezygnacja np. z telefonu komórkowego, bo inni mają gorzej, w mojej ocenie trąciło sztucznością.

Reasumując. Bree Despain stworzyła książkę, wprawdzie nie rewelacyjną, ale naprawdę niezłą w swym gatunku. Mnie osobiście nieustannie kojarzyła się ona z serialem Siódme Niebo, a to wszystko za sprawą pastora, jego przedsiębiorczej żony oraz sporej gromadki dzieci. Obie historie są bardzo wyidealizowane, ale na szczęście powieść jest dużo mroczniejsza, a w ogólnym rozliczeniu też i bardziej trzymająca w napięciu. Z tego też powodu, jeżeli lubcie lektury lekkie, przyjemne, a przy tym nie pozbawione sensu Dziedzictwo mroku z pewnością was nie zawiedzie.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Galeria Książki, za co serdecznie dziękuję.

Bree Despain „Dziedzictwo mroku”
Ilość stron: 430
Wyd. Galeria Książki
Kraków 2010
Ocena: 4,5/6