środa, 31 sierpnia 2011

Pewna forma życia - Amélie Nothomb

Korespondencja autora książek ze swoimi czytelnikami nie powinna nikogo dziwić. Odpowiadanie na listy, choć bywa żmudne i męczące, staje się świetnym sposobem na poznanie swych wielbicieli. Czasami zaskakują oni adresatów nie tylko tematyką listu, ale i samą osobą nadawcy. Taką niezwykłą przesyłkę otrzymała właśnie Amélie Nothomb, czyniąc z niej motyw przewodni swej najnowszej powieści. 

Melvin Mapple jest żołnierzem armii stanów zjednoczonych stacjonującym od sześciu lat w Iraku. Niebezpieczeństwo czyhające na niego na każdym kroku, przyczyniło się do powstania ogromnego stresu, a ten kolei przerodził się w jeszcze większe problemy. W chwili zaciągania się do wojska, Melv ważył niespełna pięćdziesiąt kilogramów. Był głodny, wychudzony i przerażająco biedny. Dziś jego tusza sięga blisko dwustu, a mężczyzna cierpi jeszcze bardziej. Szukając słów pocieszenia postanowił napisać do Amélie, pisarki, która jako jedyna jest w stanie go zrozumieć.

Pewna forma życia to zapis korespondencji pomiędzy dwójką bohaterów. Listy te są bardzo emocjonalne, naszpikowane ludzkim dramatem i wołaniem o pomoc. Nie ma wątpliwości, że głos Melvina jest tym decydującym. To on nadaje powieści tempo oraz szokuje kolejnymi faktami na temat swojego życia. Wydaje się nam, że amerykańscy żołnierze są odzwierciedleniem walecznych postaci z serii filmów i figurek G.I. Joe. Zawsze gotowi do ataku, świetnie wyszkoleni, i co najważniejsze – wysportowani. Sądząc po listach jednego z nich, takie wyobrażenia można włożyć jedynie między bajki.

Amélie Nothomb po raz kolejny udowodniła, że na stu stronach można zmieścić takie ilości emocji, jakie dla wielu starczyłyby na opasłą sagę. Historia otyłego szeregowca co rusz wprawia nas w zdumienie. Jesteśmy pełni współczucia wobec sytuacji w której się znalazł, a jednocześnie czujemy ironię jego dramatu. Drwiny, nietolerancja i brak szacunku do własnej osoby, stają się nagle problemami niezwykle istotnymi.

Książkę czyta się błyskawicznie, a niespodziewany zwrot akcji dodaje jej jeszcze więcej napięcia. Niestety, nie wszystko jest tu idealne. Nie spodobało mi się zakończenie całej historii. Dosłownie ostatnie 3-4 strony są dla mnie może nie tyle klapą, co drobną farsą. Widać, że autorka ma spory dystans do swojej osoby, ale jeżeli w opisanej tu historii jest choć cień prawdy, to nie chciałabym aby właśnie taki był jej finał.

Nie mniej jest to powieść bez wątpienia wyjątkowa i naprawdę warta poznania. Zwraca uwagę na z pozoru błahy problem, który już niedługo może dotyczyć nas, bądź ludzi nam bliskich. Polecam ją dla odrobiny refleksji, zadumy, ale i dobrej rozrywki.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Muza, za co bardzo dziękuję. 

Amélie Nothomb „Pewna forma życia”
Ilość stron: 112
Wyd. Muza
Warszawa 2011
Ocena: 4,5/6

wtorek, 30 sierpnia 2011

Cztery pory lata - Renata L. Górska

Kornelia ceni swoją niezależność. Pracuje w księgarni, w rodzinnym domu urządziła osobne mieszkanie, a w kontaktach z mężczyznami, to do niej zawsze musi należeć ostatnie słowo. Jest energiczną, choć nie do końca wierzącą w swoje możliwości, trzydziestoletnią singielką. I właśnie owe „staropanieństwo” jest głównym źródłem jej problemów. Rodzina oraz przyjaciele stale chcą ją z kimś zeswatać. Na ogół ich wybory okazują się całkowicie chybione, ale kiedy na horyzoncie pojawia się przystojny Piotr, serce Neli zaczyna bić coraz mocniej.

Niestety zaczepna natura dziewczyny doprowadza do rychłego rozstania, ale jej najbliżsi jeszcze długo nie mają się o tym dowiedzieć. Idealną drogą ucieczki od tego tematu okazuje się być nowa miejska inwestycja. Wychodzi bowiem na jaw, że jej dom ma zostać zburzony pod powstającą autostradę, a co więcej, Piotr miał w tych planach osobisty udział. Po czymś takim z pewnością nikt nie będzie jej miał za złe zerwania, tylko co zrobić by uchronić przed zagładą to, co kocha się najbardziej?

Już na początku zaznaczę, że Cztery pory lata nie są stricte kobiecą literaturą. Historia ta nie skupia się wyłącznie na miłosnych zawirowaniach głównej bohaterki, ale pokazuje też mentalność miasteczka w którym ona żyje. W trudnych sytuacjach ludzie dość łatwo się w nim jednoczą, jednak na co dzień nie brak tu plotek oraz wzajemnych podszeptów. Sąsiedzkie spory, kłótnie o gołębie czy też chęć „pokazania się” nie są niczym obcym.

Powieść jest dość obszerna i bogata w szczegóły, ale mimo to znakomicie się ją czyta. Nie ma w niej przypadkowych postaci. Każdy człowiek odgrywa tu istotną rolę, począwszy od ogrodnika, aż po burmistrza. Dla mnie do samego końca największą zagadkę stanowił Dżerry, miejscowy anglista i adorator Kornelii. Osoba o kilku twarzach oraz pomysłach na przyszłość. Na tak wielu sytuacjach odcisnął on swoje piętno, że nie da się go nie zauważyć, mimo iż z natury wydaje się być bardzo spokojny.

Książka pani Renaty urzekła mnie prostą prawdą o życiu. Radości mieszają się w niej z dramatami, uczciwość z urzędniczymi machlojkami, a przy tym wszystko jest tak wyważone, że bez trudu w to wierzymy. Lektury takie jak ta uczą doceniać nasze małe ojczyzny. Budzą w nas pytanie czy tak jak Kornelia bylibyśmy gotowi stanąć w ich obronie, czy może śladem innych bohaterów liczylibyśmy tylko na dodatkowy zysk. Polecam tą barwną i niezwykłą opowieść. Ona zmotywuje was do walki o własne szczęście oraz pokaże, że nie ma rzeczy niemożliwych.


  Książkę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Replika.

Renata L. Górska „Cztery pory lata”
Ilość stron: 416
Wyd. Replika
Zakrzewo 2011
Ocena: 5/6

sobota, 27 sierpnia 2011

Single - Piotr Kępski

„Każdy kiedyś był, jest albo będzie singlem. Nawet jeśli twierdzi, że teraz go to nie dotyczy”.

Jakub jest pisarzem amatorem. Hobbistycznie tworzy swą pierwszą powieść o zagadkowym tytule „Błąd krytyczny”. Jej bohaterami są Marta i Filip. Dwójka Polaków, którzy wyemigrowali do Londynu w poszukiwaniu pracy. Od lat są dobrymi przyjaciółmi, pochodzą z małego miasteczka, a ich matki zniknęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Każde z nich czuje się samotne, w pewien sposób nie zrealizowane i pozostawione na łasce przypadku. 

Marta to nauczycielka z nerwicą natręctw od lat cierpiąca na bulimię. Matka nigdy nie szczędziła jej słów krytyki, wpędzając ją przez to w coraz większe poczucie winy. Filip jest z kolei niespełnionym człowiekiem sukcesu. Ma wielkie chęci, ale brak mu szczęścia. Utracił dobrze płatną posadę w koncernie farmaceutycznym i obecnie pracuje w biurze obsługi klienta, jednej z kurierskich firm. Kiedy pojawia się możliwość zmiany środowiska, a przy okazji zostawienia wszystkich problemów daleko za sobą, oboje ochoczo pakują walizki.

Akcję obserwujemy z dwóch perspektyw. Jedną jest świat w którym żyje autor książki – Jakub, a drugą rzeczywistość jego powieści – Londyn Filipa i Marty. Całą sytuację poznajemy jak gdyby od środka, czyli tak, jak opisuje ją jej twórca. Kuba tłumaczy, że tworzona przez niego historia powstaje od połowy, a początek dopisze, gdy pozna już puentę całości. Stąd pierwsze wędrujemy do Anglii, a dopiero potem zapoznajemy się z dokładnymi powodami wyjazdu naszych bohaterów. 

Single to opowieść o ludziach, którzy tracąc kogoś bliskiego, uczą się żyć na nowo. I nie chodzi tu tylko o wspomnianą dwójkę emigrantów, bo również Jakub zostaje pozbawiony czegoś ważnego. Postawieni w niełatwych sytuacjach, próbują znaleźć brakujące odpowiedzi i zaznać w końcu odrobiny szczęścia. Podjęte decyzje nie zawsze okażą się być strzałem w dziesiątkę, ale najważniejsze to wciąż próbować.

Piotr Kępski stworzył książkę, która staje się studium samotności współczesnego człowieka. Otoczeni zewsząd innymi ludźmi, tak naprawdę gubimy się w tym tłumie. Wytyczamy sobie wielkie cele, gonimy za pieniędzmi, a nie widzimy tego co mamy tuż obok. Żadne z bohaterów nie jest tak naprawdę w pełni osamotnione – mają przecież siebie nawzajem – a tak trudno im to dostrzec.

Muszę przyznać, że Single bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Nie brak w nich refleksji, spokojnej narracji, i choć wielbiciele akcji nie mają tu czego szukać, to czytelnicy z psychologicznymi zapędami poczują się jak w domu. Książka ma co prawda parę niedociągnięć, ale w ogólnym rozliczeniu dość szybko o nich zapominamy. Sądzę, że jest to historia, którą warto poznać, dlatego szczerze ją polecam.


  Książkę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Jirafa Roja.

Piotr Kępski „Single”
Ilość stron: 304
Wyd. Jirafa Roja
Warszawa 2009
Ocena: 4,5/6

piątek, 26 sierpnia 2011

Oszukać przeznaczenie - Joshilyn Jackson

Rose Grandee stara się być perfekcyjną żoną. Gotuje mężowi wyśmienite obiady, spełnia jego wyszukane zachcianki oraz bezkrytycznie realizuje wszystkie polecenia. Niestety nie robi tego z własnego wyboru, lecz z konieczności. Thom to atletyczny „król” boiska, a zarazem wyrafinowany damski bokser. Wystarczy drobna iskra, żeby stracił nad sobą panowanie i Ro dobrze o tym wie. Stąpa wokół niego na paluszkach, obchodząc się jak z dzieckiem, tylko po to, by ponownie nie wylądować na pogotowiu.

Sprawy zaczynają przybierać zupełnie inny obrót, kiedy pewnego dnia Rose spotyka tarociskę, która przepowiada jej przyszłość. Jak się okazuje nie będzie ona ani zbyt długa, ani tym bardziej szczęśliwa, chyba, że kobieta weźmie los we własne ręce. Sprawa jest dość prosta, albo ona pierwsza zabije swego męża, albo to on zakatuje ją na śmierć.

Opisana przez Joshilyn Jackson historia, tylko z pozoru wygląda na przewidywalną. W rzeczywistości jest to starannie przemyślany thriller o dość niekonwencjonalnym zakończeniu. Już sama postać głównej bohaterki jest dla nas zagadkowa. Można powiedzieć, że Rose ma podwójną naturę, a nawet drobne rozdwojenie osobowości.

Porzucona przez matkę i zostawiona na łasce ojca alkoholika, poprzysięgła, że nigdy nie stanie się taka jak jej rodzicielka. Wyjeżdżając z Alabamy zostawiła za sobą twardą oraz bezwzględną Rosę Mae i stała się Ro Grandee, potulną żoną oraz duszą domowego ogniska. Kiedy jednak uświadamia sobie, że wróżka miała rację, odkurza nie tylko zabytkową broń dziadka, ale i swój zbuntowany charakter. Od teraz wszystkie chwyty są dozwolone, a Ro podejmuje ryzykowne balansowanie między kolejnymi wcieleniami.

Oszukać przeznaczenie nie jest powieścią o przemocy, ale o próbie zaznania sprawiedliwości. Razem z jej bohaterami wyruszamy w podróż po Ameryce, która pozwoli zrozumieć ich zachowanie oraz poznać korzenie zaistniałej sytuacji. Tutaj nikt nie jest z gruntu dobry albo zły. Każdy ma na swoim sumieniu grzechy, lecz decydujące znaczenie będzie miało to, co z ostatecznie nimi zrobi.

Joshilyn Jackson stworzyła książkę, która porwie was od pierwszych stron i nie pozwoli spokojnie zasnąć. Mnogość poruszonych tematów oraz ich uniwersalność, tworzą z niej naprawdę wyjątkową pozycję. Na mnie wywarła ona ogromne wrażenie, a wam serdecznie ją polecam.


 Książkę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa G+J.

Joshilyn Jackson „Oszukać przeznaczenie”
Ilość stron: 386
Wyd. G+J
Warszawa 2011
Ocena: 5/6

środa, 24 sierpnia 2011

Złam prawo - Łukasz Gołębiewski

Złam prawo to druga książka Łukasza Gołębiewskiego, autora między innymi takich powieści jak Xenna moja miłość oraz Disorder i ja. Nie ukrywam, że po pierwszym – niezbyt dla mnie udanym spotkaniu z pisarzem – wobec tej pozycji miałam bardzo wiele obaw. Ostatecznie jednak wyszło dużo lepiej niż przypuszczałam.

Poznajemy tu historię dwunastoletniego Krzyśka, który marzy o tym by zostać bandytą. Wraz z kolegami z podwórka wytrwale „szkoli” się w tym fachu. Są głośni, wybijają szyby, dewastują przystanki, a nawet zaopatrują się w sprężynowe noże. Za wzór do naśladowania mają Szeryfa, okolicznego dilera narkotyków, który jako pierwszy poczęstował ich alkoholem. Kolejne dni mijają im na beztroskiej „zabawie”, ale tylko do czasu, kiedy jednego z kumpli znajdują martwego na trzepaku. Alek ma pokaleczone ciało i wypalone na czole piętno, a obok niego leży zmasakrowany kot. Rytualna zbrodnia, czy może ponure osiedlowe porachunki?

Po opadnięciu napięcia związanego z zabójstwem oraz ceremonią pogrzebową, życie w okolicy pozornie wraca do normalności. Niestety spokój jest tylko chwilowy, bo oto w szkolnej szatni samobójstwo popełnia drugi z braci, Arek. Czy śmierć ta jest efektem depresji, załamania nerwowego, a może ktoś mu w tym pomógł? 

Akcja powieści w znacznej mierze umiejscowiona jest w czasach PRL-u. Ówczesne marzenia o motorynce, kaseciaku albo rowerze Wigry III dziś wydają się być trochę śmieszne, ale za to pełne uroku. Do tego mamy świeżych Sex Pistols, debiutującą Madonnę oraz rzeszę nastolatków, którzy się na nich wzorują. Bez wątpienia to właśnie atmosfera tamtych lat wywarła na mnie tak pozytywnie wrażenie. W książce znajdziemy mnóstwo ciekawostek z tego okresu, jak choćby taką, że codziennie o 19:30 tłumy ludzi wychodziły na wieczorny spacer, tylko po to „by pokazać, gdzie mają Dziennik Telewizyjny”.*

Prócz interesującego kontekstu społecznego, znajdziemy tu również motyw kryminalny. Morderstwo jednego z braci, domniemane samobójstwo drugiego i łączący je symbol pentagramu wzbudzają ciekawość. Początkowe śledztwo nic nie wykrywa, jednak po latach, do Krzyśka zgłaszają się ludzie, którzy twierdzą, iż wiedzą jak odkryć prawdę. Teraz już tylko od niego zależy czy znajdzie winnych śmierci swoich przyjaciół.

Złam prawo czyta się szybko, a co najważniejsze przyjemnie. Co prawda tu też występują dość liczne sceny erotyczne, ale nie dominują one fabuły, a podział na krótkie rozdziały ułatwia ewentualne ich omijanie. Jestem przekonana, że powieść Łukasza Gołębiewskiego tym razem znajdzie szersze grono odbiorców. Mnie ona do siebie przekonała, może i wy dacie jej szansę.


 Książkę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Jirafa Roja.

Łukasz Gołębiewski „Złam prawo”
Ilość stron: 206
Wyd. Jirafa roja
Warszawa 2010
Ocena: 4/6
* s. 51

wtorek, 23 sierpnia 2011

Damy radę mamo! - Magdalena Szelągowska

Magda jest żywiołowym pracownikiem korporacji. Lubi planować, organizować i wszystko ma zapięte na ostatni guzik. Właśnie ma wyjechać na wymarzony urlop, kiedy dostaje od matki telefon, po którym jej świat wywraca się do góry nogami. Od teraz nic nie będzie takie jak dawniej, a Magda zmuszona jest zrealizować projekt dużo bardziej wymagający niż firmowe zobowiązanie.

Alina to nauczycielka z powołaniem. Kocha swoją pracę, klasę i każdego ucznia z osobna. Zawsze zaangażowania, pełna pasji. Swoim podopiecznym nigdy nie szczędziła czasu ani wysiłku. Niestety z powodu tego harmidru zapomniała o sobie. Bagatelizując zdrowotne dolegliwości doprowadziła do druzgoczącej diagnozy – nowotwór z zajętymi węzłami chłonnymi.

Od teraz dla Magdy rozpoczyna się batalia o zdrowie swojej mamy, a hasło „damy radę”, powtarza jak mantrę, magiczne zaklęcie mające odczynić zły urok. Są jednak sytuacje, kiedy nawet magia jest bezsilna i pozostaje jedynie liczyć na cud.

Powieść Magdaleny Szelągowskiej to przejmująca historia o walce z chorobą, poczuciu godności i tym jak człowiek radzi sobie w takiej sytuacji. Oparta na faktach, w zasadzie autobiograficzna, w prosty sposób opowiada o rzeczy najtrudniejszej – żegnaniu się z najbliższymi. Znaczna jej część to przemyślenia i refleksje, dzięki którym obie bohaterki z miejsca stają się nam drogie. Przy czym nie brak tu szarej prozy życia, z którą wiążą się szpitalne absurdy oraz ludzka gruboskórność.

Bardzo trudno czyta się książki tego typu, ale po ich skończeniu czujemy, jak wiele one nam dały. Nie jest to powieść nastawiona na rozrywkę, ale na wzbogacanie nas o uczucia. Dzięki nim stajemy się bogatsi wewnętrznie, a jednocześnie może to być drogowskaz dla osób znajdujących się w podobnej sytuacji. W jej treści znajdziemy bowiem odnośniki do innej literatury, przydatne rady i wielkie wsparcie.

Śmiem twierdzić, że jest to unikatowa powieść na naszym rynku wydawniczym. W licznych „życiowych seriach” zazwyczaj przewijają się te na temat przemocy, a brakuje tych o miłości i sile poświęcenia. Trudne wątki nie muszą być zawsze depresyjne. Damy radę mamo! jest jak oczyszczające katharsis. Wyzwoli w nas nieznane dotąd pokłady empatii i udowodni, że nie ma rzeczy niemożliwych.


 Książkę otrzymałam od wydawnictwa Radwan, za co bardzo dziękuję.

Magdalena Szelągowska „Damy radę mamo!”
Ilość stron: 274
Wyd. Radwan
Tolkmicko 2010
Ocena: 5/6

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Las zębów i rąk - Carrie Ryan

Nastał czas Powrotu. Umarli na nowo budzą się do życia, ale jest to życie skierowane wyłącznie na jedną potrzebę – zaspokojenia głodu...

Jest bliżej nieokreślona przyszłość. Pośrodku Lasu Zębów i Rąk mieści się mała wioska w której mieszka Mary, wieczna marzycielka. Potrafi godzinami przesiadywać na wzgórzu i  wpatrując się w horyzont, zadawać sobie jedno pytanie – czy poza lasem istnieje coś więcej? Matka wielokrotnie opowiadała jej o oceanie, bezkresie wody, w który współczesnym ludziom trudno uwierzyć. Teraz cały znany im świat to osada za którą panoszą się Nieuświęceni, a jedyną ochroną przed nimi jest siatka okalająca wioskę.

Życie Mary to jednak nie tylko fantazjowanie, ale i trudna rzeczywistość. Brak adoratora, a co za tym idzie niemożność wiosennego ożenku, oznacza dla dziewczyny jasny wybór – Siostrzeństwo. Po przymusowym wstąpieniu do zakonu odkrywa fakty, które jeszcze bardziej mobilizują ją do ucieczki. Tajne korytarze, przejścia, a wreszcie Gabrielle, dziewczynę w czerwonej kamizelce, która przybyła do nich z głębi lasu. Oto dowód na to, że wbrew opinii miejscowych, poza puszczą istnieje coś więcej. Niestety Mary nie było dane porozmawiać z Gabrielle, bo niedługo potem zobaczyła ją przemienioną za siatką. Nie ma wątpliwości, że do jej Powrotu przyczyniły się Siostry, ale dlaczego?

W Lesie Zębów i Rąk próżno doszukiwać się słodkiego romansu czy bezinteresownej dobroci. Tutaj każdy ma jakieś tajemnice, również Siostrzeństwo. Strażniczki wiary i historii dla niejasnych celów zdolne są do popełnienia największych zbrodni. Z tego też powodu, jest to powieść z jednej strony piękna – opowiadająca o uroku przyjaźni i walce w imię wyższego dobra, a z drugiej niezwykle okrutna, zabierająca wszystko to, co kocha się najbardziej. Tu nie ma łatwych wyborów. Każdy krok wymaga poświęcenia, a o popełnienie błędu jest niezwykle łatwo.

Pomimo tego, że książka wprowadza w literacki świat coś nowego, jest ona zarazem wierna klasyce. Swego czasu obsesyjne zaczytywałam się w horrorach i nie lubię, gdy współczesne powieści wypaczają konwencjonalny obraz ich głównych bohaterów. Tutejsze zombie to uparte i rozszalałe w swych żądzach stwory. Cuchną, jęczą i mącą spokój, czyli tak jak być powinno. Nie są zbyt szybkie ani tym bardziej mądre, ale ich siła mieści się w ilości. I choć nie wysuwają się na przód prezentowanej tu historii, to stanowią dla niej idealne oraz niebezpieczne tło.

Książka Carrie Rayan klasyfikowana jest jako literatura młodzieżowa, ale trzeba przyznać, że sięga ona daleko poza ramy tego gatunku. Prócz grozy i przygody Las zębów i rąk oferuje nam coś więcej. Opowiada o realizacji marzeń, zadaje pytania o to kim jesteśmy, dokąd dążymy. Pod przykryciem pozycji skierowanej głównie dla nastolatków zobaczymy historię o uniwersalnych wartościach: sile przyjaźni, więzach rodzinnych, a to czyni z niej lekturę ponadpokoleniową i ponad schematami. Dlatego polecam ją wszystkim bez wyjątku. Przerazi, zachwyci oraz pozostanie w pamięci na dłużej.


  Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc.

Carrie Ryan „Las zębów i rąk”
Ilość stron: 346
Wyd. Papierowy Księżyc
Słupsk 2011
Ocena: 4/6

sobota, 20 sierpnia 2011

Noc, morze i gwiazdy - Heather Graham

Wyobraźcie sobie wyspę, którą otacza lazurowe wybrzeże i ocean. Nad głową macie bezchmurne niebo, a w uszach wszechobecny szum fal. Czy tak wygląda raj? Kraina wspaniałości, spełnienie marzeń? Z pewnością nie dla dwójki rozbitków.

Skye Delaney, piękna pani biznesmen oraz Kyle Jagger, przystojny pilot, to ofiary katastrofy lotniczej. Ich samolot rozbił się na małej, wulkanicznej wysepce z dala od cywilizacji i śladów człowieka. Nie zdążyli nadać sygnału S.O.S., nie mają rac ani nadajnika. Nie darzą się też wielką sympatią, a szczerze powiedziawszy, wyjątkowo działają sobie na nerwy.

Skye nie przywykła do spartańskich warunków. Jako uznana projektantka biżuterii ceni sobie luksus i co rusz wygłasza komentarze, na temat niewygodnej sytuacji w której się znalazła. Kyle za to świetne zna tajniki survivalu i z miejsca bierze się za zbudowanie obozowiska. Jest konkretny, rzeczowy oraz lubi się drażnić. Oboje czekają na ratunek. Jeden dzień... drugi... tydzień... Nadzieja powoli zaczyna ich opuszczać, ale za to początkowa niechęć do siebie, przemienia się w fascynację przepełnioną seksualnym napięciem.

Noc, morze i gwiazdy już samym swym tytułem sygnalizują lekką i romantyczną historię.  Mamy tu wszystko to, co w książkach tego typu najlepsze. Piękną scenerię, dwoje ludzi o skomplikowanym życiorysie, a nawet nutę grozy. Również fabuła jest atrakcyjnie skonstruowana. Wybiega znacznie dalej niż standardowa opowieść z gatunku, i choć z góry wiadomo, że będzie happy end, to nie jest on do bólu przewidywalny. Specjalnie nie zdradzam tu wielu szczegółów, aby nie zepsuć wam przyjemności z czytania. Jednak zapewniam, że od połowy akcja nabiera tempa i nie umywa się do jej lekko mdłego początku.

Osobiście nie szaleję za takimi historiami. Wolę nie mieć nawet bladego pojęcia, o tym jak dana przygoda się zakończy, ale o dziwo o Heather Graham swoim utworem mnie nie zanudziła. Opisy życia na wyspie nie odbiegają znacząco od tych, które znamy z innych książek czy filmów, natomiast im dalej się przesuwamy, tym robi się ciekawiej.

Noc, morze i gwiazdy to świetna lektura relaksacyjna. Zabierze was do dalekiej krainy, pokaże trudy i uroki życia w stylu Robinsona Crusoe oraz nauczy jak przetrwać w totalnej głuszy. Polecam. Idealna pozycja na letni wypoczynek.


 Książkę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa G+J.

Heather Graham „Noc, morze i gwiazdy”
Ilość stron: 296
Wyd. G+J
Warszawa 2011
Ocena: 4/6

piątek, 19 sierpnia 2011

Xenna moja miłość - Łukasz Gołębiewski

Ona – młoda, dwudziestoletnia i niezależna. On – dojrzały, pisarz ze sporym dorobkiem. Łączy ich luźne podejście do życia, punk rock i skłonność do szaleństw. Poznają się na koncercie. Jej imponuje jego zawód. Jemu jej dziewczęce ciało. Dość szybko nawiązuje się między nimi płomienny romans, nazwany tak nie tylko z powodu piętrzących się emocji, ale i łóżkowych ekscesów. Wspólne mieszkanie, alkohol oraz odmienny system wartości stają się też przyczynami nieustannych konfliktów.

Trudno mi jednoznacznie ocenić tą pozycję. Z jednej strony jest ona odważna, porusza tematykę z marginesu, ale z drugiej trąci straszną banalnością. Starszy facet romansujący z małolatą – przecież to już tyle razy było. A zamieszczanie co strona erotyczno-pornograficznych scen, po paru rozdziałach zaczyna być zwyczajnie męczące. Jednak jeśli pominiemy te opisy, poznamy relację z trudnego związku, obarczonego niedopowiedzeniami i zaborczością.

Poniekąd jest to relacja mistrz – uczeń, choć podział na role nie jest sztywny. Raz to on (autor) jest mistrzem, kiedy indziej ona (Xenna). Uczą się od siebie zaufania, miłości, ale popadają też w destrukcję. Ich związek zgoła można nazwać toksycznym. Manipulują uczuciami, zaniedbują obowiązki. Dla niego jest to tylko przyjaźń, dla niej już miłość. Między nimi panoszy się strach przed zaangażowaniem, odpowiedzialnością i jasnymi deklaracjami.

Nie mogę powiedzieć by książka mnie zauroczyła, ale pod powierzchnią hedonizmu i rozpusty kryją się znacznie głębsze wartości. Trzeba trochę wysiłku by do nich dotrzeć, ale powieść jest sprawnie napisana i lekko się ją czyta, toteż dotarcie do końcowych (bardziej wartościowych fragmentów) nie jest aż takie trudne.

Xenna moja miłość bez wątpienia spodoba się fanom muzyki punk – fabuła przepełniona jest tekstami piosenek, odnośnikami do znanych postaci czy koncertów – oraz „buntowniczej” literatury. Szokuje, a zarazem przekazuje też coś więcej. 


Książkę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Jirafa Roja.

Łukasz Gołębiewski „Xenna moja miłość”
Ilość stron: 310
Wyd. Jirafa Roja
Warszawa 2011
Ocena: 3/6

czwartek, 18 sierpnia 2011

Stos


od serwisu Na kanapie:

Deborah HarknessKsięga wszystkich dusz – Tajemnica recenzja

od wydawnictwa Radwan:

Hanna BabińskaMamo, opowiedz mi bajkę recenzja
Magdalena SzelągowskaDamy radę mamo

od wydawnictwa Papierowy Księżyc:

Lisa GenovaMotyl recenzja
Carrie RyanLas zębów i rąk
Jack KetchumJedyne dziecko recenzja

od autorki:


Agnieszka ForlandPrzepis na torcik orzechowo-bezowy... recenzja

od serwisu Sztukateria:

Piotr KraśkoAmeryka Łacińska recenzja
Łukasz GołębiewskiXenna moja miłość
Heather GrahamNoc, morze i gwiazdy
Emily DiamandOkup drapieżców recenzja
Łukasz GołębiewskiZłam prawo
Joshilyn JacksonOszukać przeznaczenie
Ewa MałopolskaCztery sny recenzja
Piotr KępskiSingle
Renata L. GórskaCztery pory lata

od wydawnictwa Muza:

Amelie NothombPewna forma życia
Paweł SzlachetkoWichrołak
Renate JonesKoty


~~ ZA WSZYSTKIE KSIĄŻKI BARDZO DZIĘKUJĘ!
~~

środa, 17 sierpnia 2011

Jedyne dziecko - Jack Ketchum

Jack Ketchum, a właściwie Dallas Mayr, jest jednym z najpoczytniejszych autorów amerykańskiego pochodzenia. Jego powieści, zaliczane do gatunku grozy, zdobyły liczne nagrody literackie, a bestsellery takie jak Dziewczyna z sąsiedztwa, czy Red doczekały się głośnych ekranizacji.

Tematyka przemocy domowej nie jest niczym nowym, a właściwie można ją uznać za mocno oklepaną. Zapewniam was jednak, że z takim sposobem jej prezentacji, jak w Jedynym dziecku do czynienia jeszcze nie mieliście. Zatem usiądźcie wygodnie i chwyćcie się poręczy fotela. Ta książka was powali.

Artur Danse to przykładny mąż i ojciec ośmioletniego Roberta. Prowadzi własny bar oraz jako dystrybutor, zaopatruje okoliczne rynki w różnego rodzaju sosy sałatkowe. W oczach znajomych odbierany jest jako człowiek uczciwy oraz godny zaufania. Szkoda tylko, że są to wyłącznie pozory. Nie ma co owijać w bawełnę. Art jest sadystą w czystej postaci. Jeszcze jako dziecko znęcał się nad rodzicami, a im stawał się starszy, tym jego bestialstwo zyskiwało na sile. Gwałty, pobicia, zastraszanie, a nawet podejrzenie o seryjne morderstwo. Oto nasz bohater w pełnej krasie. Kiedy jego agresja kieruje się na bezbronnego syna, sprawy zaczynają przybierać zupełnie niespodziewany obrót.

Jedyne dziecko jest literaturą dosadną i nie szczędzącą czytelnikowi detali. Brutalność zachowania Artura oraz jego nieposkromione napady szału, co rusz wywołują zdumienie. Naprawdę nie znosimy tego faceta i właściwie od pierwszych stron życzymy mu jak najgorzej. Jego wyrafinowanie oraz aktorskie zdolności nie znają granic, podobnie zresztą jak pomysły niszczenia ludzkiej godności.

Jack Ketchum to mistrz kreacji. Tak żywych i świetnie skonstruowanych postaci już dawno nie spotkałam. Po części jest to zasługa oparcia się na prawdziwej historii, która autor zasłyszał w telewizji, lecz nie ma też co umniejszać jego zasług. Nie  jest to książka dla ludzi o słabych nerwach, ale tym którzy odważą się po nią sięgnąć, bez wątpienia zgotuje kilka niezapomniany godzin. Powieść naszpikowana jest rosnącym napięciem, które kumuluje się na sali sądowej. Mam ogromną słabość do procesów i adwokackich potyczek, dlatego tutejsze przyjęłam z wielkim entuzjazmem.

Jedyne dziecko skonsumowałam w jedno popołudnie, nie zważając na obowiązki i piętrzące się zaległości. Tej lektury nie da się ot tak odłożyć na bok. Pochłonie i przerazi was do żywego. Jednym słowem – Majstersztyk!  


 Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc.

Jack Ketchum „Jedyne dziecko”
Ilość stron: 324
Wyd. Papierowy Księżyc
Słupsk 2011
Ocena: 6/6

wtorek, 16 sierpnia 2011

Okup drapieżców - Emily Diamand

Do sięgnięcia po książkę Emily Diamand zachęciła mnie jej okładka i przedstawiona na niej wizja zatopionego miasta. Potężny Big Ben niemalże w całości pochłonięty przez morze oraz częściowe skojarzenia z filmem Wodny świat sprawiły, że z miejsca nabrałam ochoty aby ją przeczytać.

Mamy rok 2216. Ziemię spotkał wielki potop i cały znany nam świat, zniknął pod powierzchnią wody. Teraz wszystko jest inne. Nie ma komputerów, zaawansowanej technologii, nawet prądu. Londyn to miasto biedaków, a na morzu szaleją drapieżcy. Ostatnie Dziesięć Hrabstw stara się funkcjonować samodzielnie, ale wciąż jest niepokojone przez wrogów. Kiedy drapieżcy napadają wioskę w której żyje Lilly, mordując nie tylko jej babcię, ale też porywając córkę premiera, rozpoczyna się kolejna wielka wojna.

Chcąc uchronić swoją miejscowość przed zagładą oraz ocalić życie przyjaciół, Lilly wyrusza ze swym niezwykłym pupilem – kotem morskim – w niebezpieczną podróż. Przebrana za chłopca, chce dostarczyć porywaczom okup w postaci bardzo cennego klejnotu. Problem w tym, że kamień ten nie do końca jest tym czym się wydaje, a długa trasa wyprawy pełna będzie nieoczekiwanych zdarzeń.

Powieść ujęła mnie pomysłem na fabułę oraz prawdziwą, niebezpieczną i naszpikowaną niespodziankami przygodą. Tutaj niczego nie da się przewidzieć. Co rusz jesteśmy czymś zaskakiwani, a to w przypadku książki poniekąd młodzieżowej, jest sprawą wyjątkowo rzadko spotykaną. Główni bohaterowie – Lilly i Zeph – są swym przeciwieństwem nie tylko ze względu na charakter, ale nawet ojczyzny pochodzenia. Nieświadomi przynależności do dwóch zwalczających się obozów, postanawiają się zaprzyjaźnić, co z czasem okaże się nie lada wyzwaniem.

Okup drapieżców posiada narrację naprzemienną, tzn. raz poznajemy zdarzenia z punktu widzenia Lilly, a kiedy indziej oczami Zepha. Dzięki czemu lepiej jesteśmy w stanie zrozumieć ich wzajemne relacje oraz motywy postępowania. Niemałą rolę odgrywa tu też moja ulubiona postać, czyli kot morski, którego zadaniem jest pomoc w trakcie żeglowania i łowienia ryb. Jednak mimo tych zdolności, swym zachowaniem w niczym nie ustępuje on tradycyjnym sierściuchom :)

Jeżeli macie ochotę na lekką, a zarazem świetnie napisaną przygodówkę, Emily Diamand Was nie zawiedzie. Jej powieść czyta się w zasadzie sama, a otwarte zakończenie pozwala na puszczenie wodzy fantazji. Polecam! 


 Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Wilga.


Emily Diamand „Okup drapieżców”
Ilość stron: 452
Wyd. Wilga
Warszawa 2010
Ocena: 5/6

A na koniec zaproszenie do konkursu --->

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Cztery sny - Ewa Małopolska

Ewa Małopolska jest absolwentką filologii polskiej i pedagogiki społeczno-opiekuńczej Uniwersytetu Jagiellońskiego. W Dziennych Ośrodkach Socjoterapii prowadziła warsztaty o tematyce społecznej, a zjawisko skłotingu jest jej dobrze znane z własnego doświadczenia.

Cztery sny opowiadają historię młodych ludzi, którzy postanowili zerwać z dotychczasowym życiem i zamieszkać w opuszczonym budynku tzw. skłocie. Nadając mu nowe znaczenie, kreślą równocześnie koleje własnego losu i uczą się rozpoznawać, co jest dla nich tak naprawdę ważne.

Zwykli ludzie nie potrafią zrozumieć, że w takich „ruinach” można normalnie egzystować. Skłotersów traktują jak żebraków, złodziei, a są to po prostu osoby, które „rezygnują z wygody za cenę otwartego umysłu”*. Nie jest to pójście na łatwiznę – brak rachunków, życie z tego co się znajdzie, a wręcz przeciwnie. Początkowo mieszkanie w skłocie przypomina im biwak, jednak z czasem panujące tam niewygody coraz bardziej zaczynają doskwierać. Noszenie wody, brak prądu i wiążące się z nim awantury o świeczki oraz non stop pojawiający się nieproszeni goście, powodują między nimi coraz częstsze zgrzyty.

Ilu z nich jest faktycznie zdeterminowanych by podjąć ten wysiłek? Jak zakończy się ta walka o wolność wyboru i przekonań?

Z racji podjętego tematu, ignorowanego obecnie nie tylko w literaturze, ale i we wszelkich innych mediach, książka staje się ciekawym studium młodzieży „idącej pod prąd”. Opisany tu styl życia nie jest co prawda niczym nowym – w społeczeństwie od zawsze istnieli tego typu outsiderzy – ale rzadko kiedy możemy przyjrzeć się mu, aż tak dokładnie. Autorka interesująco opisała nie tylko samo zjawisko, ale i osobowości, każdego z bohaterów, sprawiając, że stają się oni dla nas niezwykle realni.

Wykorzystany w Czterech snach język, swoim stylem bardziej przypomina ten mówiony, niż literacki, ale w tym przypadku konwencja ta wydaje się być jak najbardziej na miejscu. Choć przyznam szczerze, że mnie jego wykonanie do siebie nie przekonało. Nie twierdzę, że całość jest źle napisana, tylko akurat nie w moim guście, a to utrudniało mi jej odbiór.

Książka pani Ewy Małopolskiej jest nietypową powieścią o nietypowych ludziach. Przełamuje dotychczasowe tabu  i przypomina o jednej ważnej kwestii, że „to nie status majątkowy wyznacza twoją pozycję na świecie”. Polecam. Sądzę, że warto.


Książkę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Jirafa Roja.

Ewa Małopolska „Cztery sny”
Ilość stron: 134
Wyd. Jirafa roja
Warszawa 2010
Ocena: -4/6
* s. 110

sobota, 13 sierpnia 2011

Świat według reportera: Ameryka Łacińska - Piotr Kraśko

Ameryka Łacińska jest piątym tomem Świata według reportera, serii książek podróżniczych z wypraw Piotra Kraśko, znanego dziennikarza telewizyjnego. Tym razem autor zabiera nas do Meksyku, Brazylii i Peru, krajów bez wątpienia barwnych kulturalnie, ale mających też swoje ciemne strony.

Poznamy dzielnice slumsów zwane fawelami, wojny gangów i tysiące ofiar nie tylko ich porachunków, ale też walki o lepszą przyszłość. Wszystko dlatego, że w państwach tych nie brakuje obszarów dotkniętych biedą, a Stany Zjednoczone jawią się jako ziemia bogactwa i dobrobytu. Coyotes – zawodowi „przeprowadzacze” przez granicę – nie baczą na bezpieczeństwo swych pasażerów. Traktują ich jak stworzenia nadające się tylko do transportu i często porzucają na pustyni, gdy pojawią się jakieś trudności.

W innym fragmencie zbliżymy się do peruwiańskiego miasta zniszczonego przez trzęsienie ziemi i zobaczymy, że pomimo ogromnej tragedii, miejscowa ludność nie zapomniała tam o niesieniu pomocy, nie tylko sobie, ale też i przyjezdnym. Dowiemy się również o fenomenie pewnych Mistrzostw Świata oraz wysłuchamy opowieści o tym co robią nocą grabarze na cmentarzu w Tijuanie.

Książka pana Kraśko bardzo różni się od podróżniczej literatury znanej mi dotychczas. Nie spotkamy w niej malowniczych opisów dalekich krain, zachodów słońca, ani śpiewu ptaków. Nie poznamy wesołych mieszkańców, lekko znudzonych codziennością. Ich miejsce zastąpi poczucie zagrożenia i szok, że takie rzeczy jak strzelaniny na ulicy czy porywanie dziennie setek ludzi, gdzieś tam dzieją się niemalże w obliczu prawa.

Nie jest to beztroska wakacyjna lektura, ale świadectwo tragedii. To, że o czymś nie wiemy nie oznacza, że takie rzeczy nie mają miejsca. Ameryka południowa to nie tylko dżungla i tereny dawnych Indian. To także kontynent wielkich sprzeczności i absurdów o których my czytamy z zaciekawianiem, a z którymi jego mieszkańcy muszą się codziennie zmagać. Dlatego książki takie jak ta są bardzo potrzebne. One nie idealizują świata, ale pokazują, jak pełno w nim odcieni szarości, bo niestety nie dla wszystkich życie jest kolorowe.


  Książkę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa G+J.

 Piotr Kraśko „Ameryka Łacińska”
Ilość stron: 96
Wyd: National Geographic (G+J)
Warszawa 2011
Ocena: 5/6

piątek, 12 sierpnia 2011

Księga Wszystkich Dusz Tom 2: Tajemnica - Deborah Harkness

Tajemnica to drugi tom serii o Dianie Bishop, młodej doktor historii, która przypadkiem znalazła pradawną księgę Ashmole782, poszukiwaną przez wszystkie mroczne rasy. Diana pochodzi z rodziny o czarnoksięskich tradycjach, lecz nie potrafi posługiwać się swoją mocą. Dawno temu rzucono na nią urok blokujący jej dotychczasowe zdolności i do teraz nie udało jej się ich w pełni odzyskać. Od tego czy uda się je uwolnić, zależy nie tylko jej życie, ale i los tych, którzy ją otaczają.

Z powodu księgi Diana ściąga na siebie uwagę niebezpiecznych stworzeń, ale spotyka też wielką miłość – profesora biochemii Matthew Clairmont’a. Niestety Mat należy do wampirzego rodu, przez co związek z nim może być dla niej wyjątkowo niebezpieczny. Dziewczyna się jednak nie poddaje i postanawia zaryzykować. Mimo, że zaoferowanie swojej krwi wampirowi oznacza dla niej odwrócenie się od własnego kręgu, składa Matthew przysięgę miłości, z czym związane są poważne konsekwencje.

Powieść pani Harkness wprowadza do gatunku paranormal romance nieco świeżości. Księga Wszystkich Dusz jest nie tylko historią uczucia dwójki ludzi, ale też przygodą zawierającą sobie tajemnicę starożytnej księgi. Zbierając po kawałku informacje na temat manuskryptu, wkraczamy do współczesnego świata, w którym czarownice i wampiry są postaciami z pozoru nie różniącymi się od społeczeństwa. Władają oni jednak wielkimi pokładami mocy, których nie wahają się użyć w samolubnych celach.

Ciekawym zabiegiem jest również przeniesienie, głównego punktu zainteresowania z dotychczas faworyzowanych nieśmiertelnych bohaterów, na mało docenianych magicznych przedstawicieli innych rodów. W Tajemnicy roi się od krwiopijców, a mimo to jest to bardziej historia o czarownicy i jej rodzinie, niż walkach między zwaśnionymi wampirami.

Książkę czyta się niezwykle szybko i przyjemnie, lecz nie wszystko w niej jest tak wspaniałe, jak głosi reklama. Powieść przełamuje stereotypowe wyobrażenie na temat wampirów i czarownic, ale brakuje w niej deklarowanej niesamowitości oraz klimatu rodem z Cienia Wiatru. W ogólnym rozliczeniu nie jest to zła lektura, ale druga jej część staje się bardziej jednowymiarowa i skupia się wyłącznie na tym, co czuje Diana. Z tego też powodu, nie jest to przełomowa pozycja w tym gatunku, ale nie spisuje jej na straty. Mam nadzieję, że kolejny tom przywróci jej dawną świetność, a swojemu odbiorcy zafunduje jeszcze wiele bezsennych nocy.


Książkę otrzymałam od serwisu Na kanapie, za co bardzo dziękuję.

Deborah Harkness „Księga Wszystkich Dusz – Tajemnica”
Ilość stron: 448
Wyd. Amber
Warszawa 2011
Ocena: 4/6

czwartek, 11 sierpnia 2011

Motyl - Lisa Genova

Alice Howland pracuje na Harvardzie. Jest wykładowcą psychologii, a także cenionym ekspertem w dziedzinie lingwistyki. Wiedzie bardzo aktywne życie. Ciągłe wyjazdy, konferencje, spotkania, ale liczy się dla niej nie tylko praca naukowa. Alice jest również spełnioną żoną i matką trójki, dorosłych już dzieci. Dobiegając pięćdziesiątki coraz częściej zdarza się jej się o czymś zapomnieć. Początkowo uznaje to za jeden z objawów nadchodzącej menopauzy, jednak kiedy gubi się w dobrze znanej okolicy, decyduje się na spotkanie z lekarzem.

Seria skomplikowanych testów ujawnia okrutną diagnozę – „Alzheimer o wczesnym początku”. Pomimo obaw, Alice się nie poddaje i postanawia walczyć o każdy nadchodzący dzień. W tej żmudnej batalii nie brakuje jej wsparcia rodziny, lecz niestety spotyka się też ze strachem i obojętnością.

Lisa Genova stworzyła książkę o wyjątkowej sile zapadania w pamięć. Cała historia została opowiedziana z perspektywy Alice, osoby chorej, której w ciągu jednej chwili zawalił się cały świat. Ona, kobieta sukcesu, naukowiec pracujący intelektem, ma nagle świadomość, że pewnego dnia nie tylko nie będzie pamiętać tego czym się zajmuje, ale i jak się nazywa.

Jest to bardzo osobista oraz przejmująca lektura, zmuszająca do bezpośredniego spotkania się z chorobą. Pamiętając o tym jaka Alice była na samym początku, aż trudno uwierzyć, że tą samą postacią jest siedząca na fotelu kobieta w ostatniej scenie. A wszystko to, co się wydarzyło pomiędzy dosłownie wgniecie was w fotel.

Motyla nie da się nazwać książką prostą, ale bez wątpienia jest ona niezwykle szczera i prawdziwa. Jej ogromnym plusem jest skupienie się na społecznych oraz emocjonalnych przejawach choroby, a nie jej biologiczno-medycznym podłożu. Nie znajdziemy tu zbędnego dramatyzmu, rozpaczy, a przy tym niczego nie się nie upraszcza. 

Ta powieść obudzi w was strach i ogromne pokłady współczucia, ale również zmobilizuje do działania i nauczy doceniać każdy dany nam dzień. Nie ważne czy jesteście fanami tego typu literatury czy bardziej jej unikacie. Tą pozycje musicie przeczytać. Choroba wprawdzie nie wybiera, ale my wcale nie musimy czekać na nią z założonymi rękami.


 Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc.

Lisa Genova „Motyl”
Ilość stron: 366
Wyd. Papierowy Księżyc
Słupsk 2011
Ocena: 6/6

środa, 10 sierpnia 2011

Mamo, opowiedz mi bajkę - Hanna Babińska

Hanna Babińska jest nie tylko nauczycielką języka niemieckiego, ale także matką dwóch dziewczynek – Madzi i Julki – i to właśnie z myślą o swoich córkach, napisała zbiór ośmiu bajek. Są to historie idealne zarówno na dobranockę, jak i popołudniową lekturę. Nie za długie, na ogół kilku stronicowe opowiastki, stają się w ten sposób świetnym pretekstem do spędzenia razem wolnego czasu i wspólnej zabawy.

Opowiadają one o rzeczach i zjawiskach bliskich każdemu dziecku. Ukochanych zwierzakach, dalekich i zaczarowanych krainach, rycerzach, księżniczkach, a także przyjaciołach ze szkoły. W każdej z nich kryje się głębsze przesłanie. Jedna uczy o dobrych uczynkach, druga pomaga pokonać strach, a jeszcze inna udowadnia, że każdy jest wyjątkowy. Ich fabuły nie są skomplikowane, ale za to tematyka jest na tyle urozmaicona, że każde dziecko, nie ważne czy to chłopczyk, czy dziewczynka, bez trudu znajdzie w nich coś dla siebie.

Nie miałam niestety okazji przetestowania ich na docelowym odbiorcy, ale patrząc na nie okiem pedagoga śmiało mogę stwierdzić, że dzieciom na pewno się one spodobają. A co najważniejsze, również ich rodzice nie będą się czuć znudzeni tą lekturą. Każda z historii opatrzona jest dodatkowo ilustracją, przypominająca te wykonywane dziecięcą ręką, dlatego nasi podopieczni bez trudu powinny się z nimi utożsamić. Szkoda tylko, że nie są one kolorowe, ale zawsze może to być pretekstem do wykonania przez milusińskich własnych obrazków. 

Słowami podsumowania, pozostaje mi tylko polecić tą książeczkę wszystkich tym, którzy cenią sobie ciepłe historie i znają potęgę dziecięcej wyobraźni.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Radwan, za co bardzo dziękuję.

Hanna Babińska „Mamo opowiedz mi bajkę”
Ilość stron: 72
Wyd. Radwan
Tolkmicko 2011
Ocena: 5/6

wtorek, 9 sierpnia 2011

Przepis na torcik orzechowo-bezowy (czyli jak zrealizować marzenia) - Agnieszka Forland

Na świecie jest całe mnóstwo poradników. Uczą one jak radzić sobie z problemami, stać się bogatym, pięknym, dbać o swe wnętrze, a nawet przedmioty materialne. Napisanie pozycji tego typu wydaje się rzeczą stosunkową prostą, ale z kolei sprawienie by stała się ona dla odbiorcy czymś szczególnym, graniczy z cudem. Myślę, że taką cudotwórczynią można nazwać panią Agnieszkę, autorkę  Przepisu na torcik orzechowo-bezowy i nie będą to wcale słowa przesadne.

Już dawno nie zdarzyło mi się czytać książki z takim zaciekawieniem. Są powieści na wydanie, których czeka się długimi miesiącami, ale błądzenie po ich stronach dalekie jest od wyprawy w nieznane. A właśnie takie uczucie towarzyszyło mi w trakcie tej lektury. Na pierwszy rzut oka jest to opis przyrządzania ciasta. Ot, zwykłe porady od czego zacząć, jak znaleźć dobrą recepturę, przygotować składniki itd., lecz pod tą metaforą kryją się uniwersalne prawdy, które możemy zastosować we wszystkich dziedzinach naszego życia.

Chcemy być świetnie zorganizowani, mieć dobrze płatną pracę, czas dla przyjaciół, rodziny, a jednocześnie w tym ferworze niekończących się planów zapominamy o samym sobie. Dołączony do podręcznika segregator (Moja książka kucharska), pomaga się nam zatrzymać i skupić na własnych pragnieniach. Z piórem w ręce analizujemy co chcemy osiągnąć, dzielimy to na etapy i niezbędne do tego środki, a nawet zaznaczamy postępy w drodze ich realizacji. Dla mnie jest to pewnego rodzaju nauka przez zabawę, a jednocześnie okazja do głębokiej autorefleksji, przeplatana przepisami na cukiernicze pyszności i inspirującymi cytatami.

Nawet jeśli na co dzień pozycje tego typu Was nie przekonują, to w tym przypadku zmienicie zdanie. Już samo wydanie Przepisu na torcik poprawia nastrój, bo zestaw jest po prostu uroczy. Roślinne ornamenty, pomysł żółtych karteczek oraz liczne zdobienia, sprawiają, że kontakt z tą książka to sama przyjemność. Na jej okładce widnieje co prawda napis, że jest ona przeznaczona wyłącznie dla kobiet oraz mężczyzn, którzy potrafią gotować. Jednak zapewniam was, że kuchenni laicy również szybko się tu odnajdą. Mnie samej pieczenie nigdy specjalnie po drodze nie było, a mimo to koncepcja przepisu bez trudu do mnie trafiła. Co więcej nabrałam ochoty, aby samemu coś upichcić :)

Wydaje mi się, że świetnym uzupełnieniem tej książki może być serial Przepis na życie. Równie pogodny, motywujący do działania i udowadniający, że nigdy nie jest za późno na realizację swych marzeń. Zatem przeczytajcie, obejrzyjcie i zmieńcie swój świat na lepsze :)

 
Powyższa książka jest pierwszą z serii przygód Torcikowej Mistrzyni, a tutaj możecie zajrzeć do jej wnętrza >> klik<<


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję pani Agnieszce Forland.

Agnieszka Forland „Przepis na torcik orzechowo-bezowy (czyli jak zrealizować marzenia)”
Ilość stron: 132 + segregator
Wyd. Kampuni Sp. z o. o.
Głogów 2011
Ocena: 5,5/6

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Zabłąkania - Hjalmar Söderberg

Literatura skandynawska, niezależnie od tego w jakim gatunku oscyluje, zawsze roztacza wokół siebie specyficzny klimat tajemniczości. Podobnie jest też w przypadku powieści Hjalmara Söderberga. Niby Zabłąkania to tylko historia błędnych decyzji młodego chłopaka, ale już sam fakt, że po stu latach nadal zachwyca ona kolejne pokolenia czytelników, świadczy o jej wyjątkowości.

Tomas Weber ma wielkie marzenia, liczne plany i ogromną ambicję. Właśnie dostał się na medycynę i rozpowiada wszystkim ile to będzie zarabiał jako ceniony lekarz. Niestety, póki co interesuje go wyłącznie zabawa, a nie zdobywanie wiedzy. Schadzki, bale, kawiarniane wypady. Niby wszystko otoczone aurą kultury i ogłady, ale pod tą przykrywką czai się rozpustne życie na kredyt oraz igranie z ludzkimi uczuciami.

Chłopak co rusz pożycza od kogoś pieniądze. To na cygaro, to na lampkę wina. Wydaje mu się, że zdąży je bez problemu oddać, ale długi powoli zaczynają go przerastać. Na dodatek, mimo związku z Märtą, wplątuje się w romans z Ellen, ekspedientką ze sklepu z rękawiczkami. Tomasowi towarzyszymy przez okrągły rok jego życia. Jest to okres beztroskich uciech i nocnych eskapad, ale tylko do czasu. Czy uda mu się wyjść cało z tarapatów? I dokąd zaprowadzi go ta podwójna gra?

W książce w zasadzie nic zawrotnego się nie dzieje, a wciąga ona czytelnika jak diabli. Jej subtelny, lekko archaiczny nastrój oraz pisarski styl autora, wprowadzają nas w atmosferę dziewiętnastowiecznej Szwecji. Ówczesny savoir-vivre, wysoka kultura osobista oraz pozorny dystans ludzi do siebie, to nie jedyne jej zalety.

Pod powierzchnią błahej historii kryje się przede wszystkim bogata kreacja poszczególnych bohaterów. Ich wewnętrzne dylematy, małe obsesje i liczne troski przeplatają się z impulsywnymi decyzjami oraz naiwnością. Trudno mówić tu o współczuciu dla Tomasa, gdyż styl jego życia z góry prorokował problemy, ale za to z niesłabnącym napięciem, śledzimy losy oszukiwanych przez niego dziewczyn.
           
Ta łamiąca w końcu dziewiętnastego wieku, wszelkie konwenanse powieść, obecnie nie wzbudza już żadnego oburzenia, ale za to pozwala przenieść się na chwilę do dawnego Sztokholmu. Na dodatek jej przesłanie, mimo upływu czasu, nadal jest tak samo świeże i uniwersalne. Zabłąkania, choć niewielkie objętościowo, kryją w sobie w mnóstwo emocji i silnie zapadają w pamięć, dlatego mam nadzieję, że urzekaną was równie mocno, jak mnie.

 Książkę otrzymałam od wydawnictwa Kojro, za co bardzo serdecznie dziękuję.

Hjalmar Söderberg „Zabłąkania”
Ilość stron: 156
Wyd. Kojro
Rusiec 2010
Ocena: 5/6

niedziela, 7 sierpnia 2011

Nowości wydawnictwa Papierowy Księżyc

Alice Howland jest dumna z życia, na które tak ciężko zapracowała. Ma pięćdziesiąt lat, jest wykładowcą psychologii na Harvardzie, światowej sławy ekspertem w dziedzinie lingwistyki oraz żoną odnoszącego sukcesy męża i matką trójki dzieci. Kiedy coraz częściej zdarza jej się tracić pamięć i orientację, decyduje się na wizytę u lekarza. Tragiczna diagnoza choroby Alzheimera o wczesnym początku całkowicie zmienia jej życie.

Kiedy nieuleczalna demencja pozbawia jej tożsamości, dotychczas niezwykle niezależna Alice walczy, by nauczyć się żyć każdą chwilą. Musi przewartościować swoje relacje z mężem, uznanym naukowcem oraz oczekiwania w stosunku do dzieci, a także postrzeganie siebie samej w otaczającym ją świecie.

Motyl to jedna z najpiękniejszych i najbardziej poruszających książek ostatnich lat. Niezapomniana opowieść o kobiecie sukcesu, która w wyniku okropnej choroby stopniowo traci swoje myśli i wspomnienia, i tym samym odkrywa, że każdy nowy dzień przynosi jej inne spojrzenie na miłość i życie.


 Arthur Danse nie został stworzony do prostego życia. Zdaje sobie sprawę, że stąpa po ziemi z konkretnego powodu – by uświadomić ludziom, że ten świat jest mrocznym i przyprawiającym o dreszcze miejscem. Arthur nie uznaje odpowiedzi odmownej, karzę za nią strachem i bólem bez względu na to, kim jesteś. Żoną. Kochanką. Przechodniem. Jego ośmioletnim synem...

Lydia McCloud nie dostała od życia wiele, ale i wiele nie oczekiwała. Trudne dzieciństwo rekompensuje niesieniem pomocy tym, którzy są w potrzebnie, dlatego wybrała zawód pielęgniarki. Kiedy wreszcie ujrzała prawdziwe oblicze Arthura, było dla niej już zbyt późno. Wyszła za niego za mąż, a ich syn Robert stał się centrum jej świata. A teraz zmuszona jest stoczyć walkę o życie, w której stawką jest los jej jedynego dziecka...

Jedyne dziecko jest uznawane za jedną z najbardziej bezkompromisowych powieści w dorobku tego autora, który po raz kolejny ukazuje, że człowiek jest największym z potworów.


 Cassie Palmer marzy o normalnym życiu. Związek ze światem wampirów i niezwykłe zdolności jasnowidzenia wcale jej tego nie ułatwiają. W swoich wizjach widzi przyszłość – i nie jest ona świetlana. Przeszłość także kryje mroczne tajemnice...  Świat Cassie wypełnia samotność. Towarzyszą jej jedynie dusze zmarłych – Cassie posiada bowiem rzadki dar kontaktów z duchami, które z różnych przyczyn pozostały na ziemi. Relacje z innymi śmiertelnikami i nieumarłymi nauczyły ją, że zaufanie rodzi zdradę, a miłość – śmierć.

Z trudem odzyskany spokój nie trwa długo. Cassie otrzymuje własny nekrolog – za kilka godzin ma zginąć... Tymczasem zdolności Cassie ulegają tajemniczym przemianom. Upomina się o nią świat wampirów i świat magii. Los stawia ją w sytuacji, w której każdy wybór wydaje się zły. Na granicy światów rodzi się pożądanie. Dotyk ciemności przeraża, ale i budzi uśpioną namiętność...

Dotyk Ciemności to pierwszy tom bestsellerowej serii o Cassandrze (Cassie) Palmer, która posiada zdolności jasnowidzenia i komunikowania się ze światem zmarłych.


Więcej interesujących książek możecie znaleźć na stronie wydawnictwa Papierowy Księżyc, do odwiedzenia której serdecznie zapraszam. 


sobota, 6 sierpnia 2011

Stos krakowski

Nie da się ukryć, że ostatnio więcej mnie tu nie ma niż jestem, ale powoli wracam już do blogosfery. Jeszcze prawdopodobnie ten tydzień będzie tak zabiegamy, a potem nastanie względny spokój. Póki co, przedstawiam wam nabytki z piątkowego pobytu w Krakowie. 

Książki:


Dalialbum z obrazami
Martyna WojciechowskaZapiski (pod)różne
Jeffery DeaverSpirale strachu
Jeannette AngellCall girl
Beata PawlikowskaBlondynka na tropie tajemnic
Walter BosingHieronymus Bosch
Boschalbum z obrazami

oraz zakładki:


i kilka ogólnych fotek:

środa, 3 sierpnia 2011

Król Demon - Cinda Williams Chima

Na co dzień nie gustuję w literaturze fantasy, jednak wbrew początkowym obawom, Król Demon z miejsca mnie do siebie przekonał. Poznajemy w nim losy szesnastoletniego Hana Alistera, byłego złodzieja i przywódcy Łachmaniarzy oraz młodej i pięknej księżniczki Raisy, następczyni tronu Fells. Do tego mamy towarzyszące im spiski, dworskie romanse i mnóstwo magii, ale wszystko po kolei.

Han, który dzięki swym niezwykłym ozdobą dorobił się przydomku Bransoleciarz, mieszka w Fellsmarch. Jest to jedno z siedmiu królestw, dla których nastały ciężkie czasy. Tocząca się w okolicy wojna zbiera ogromne żniwa, a miejscowa ludność boryka się z wysokimi cenami żywności i wszechogarniającym głodem. Niełatwe życie chłopaka komplikuje się jeszcze bardziej po starciu z Micahem – synem Wielkiego Maga – któremu odbiera potężny amulet. Jak się potem okazuje, przedmiot ten należał niegdyś do Króla Demona, władcy który tysiąc lat temu praktycznie zniszczył cały świat. Nieświadom mocny jaką właśnie posiadł, Han ściąga na siebie jeszcze większe kłopoty.
           
Drugim, z pozoru niczym nie powiązanym wątkiem, są przygotowania do Święta Imienia, w trakcie których Raisa ana’Marianna stanie się prawowitą następczynią tronu. Dziewczynę zaczyna już otaczać wianek adoratorów, jednak nie w głowie jej zamążpójście, a nauka w jaki sposób zostać dobrą królową. Chcąc poznać prawdę o swym królestwie przebiera się za służącą i wymyka niepostrzeżenie z zamku. Nie znając realiów prawdziwego świata dość łatwo wpada w tarapaty, a jej losy zaczynają się przeplatać z życiem buntowniczego Hana.

Opisany w powieści świat, jest co prawda ubogi materialnie – biedne wioski i ludzie żyjący w nędzy – ale za to skrywa w sobie prawdziwe bogactwo interesujących postaci. Nie tylko Han i Raisa odgrywają tu znaczącą rolę, ale też i wojowniczy Amon, dzielny Tancerz, a nawet niewidomy starzec imieniem Lucjusz. Każdy z nich ma swoje zadania, nawyki, obawy. Słowem, postacie dopracowane są w każdym calu. Jednak nie to jest głównym atutem tej książki, ale jej prostota. Fabuła nie rozdrabnia się na dziesiątki wątków czy historii. Nie roi się w niej od dziwnych stworzeń, zjawisk, ani potworów. A żyjący w zupełnie innym świecie bohaterowie, stają się przez to czytelnikowi dużo bardziej bliscy.

Lektura ma zaskakujące wydanie, kojarzące mi się trochę ze starymi księgami alchemii. Okładka jest lekko utwardzana, a całość zszyta, dzięki czemu powieść prezentuje się naprawdę solidnie. Jest to dopiero pierwszy z napisanych dotąd trzech tomów serii, dlatego trudno mówić tu o intrydze i wielkim napięciu. Nie mniej Króla Demona czyta się bardzo przyjemnie, a plastyczność języka, pomaga nam przenieść się wyobraźnią w górzyste tereny dalekich królestw. Tym samym, jeżeli historia utrzyma dotychczasowy poziom, a ponad to wzbogaci się o kilka zaskakujących zwrotów akcji, powstanie naprawdę świetny cykl, czego sobie i Wam życzę. 


 Książkę otrzymałam od wydawnictwa Galeria Książki, za co serdecznie dziękuję.

Cinda Williams Chima „Król Demon”
Ilość stron: 554
Wyd. Galeria Książki
Kraków 2011
Ocena: 4,5/6

wtorek, 2 sierpnia 2011

Długi wrześniowy weekend - Joyce Maynard

Adele jest rozwódką mieszkającą samotnie ze swoim trzynastoletnim synem Henrym. Kiedy przed długim weekendem wybierają się do pobliskiego marketu na zakupy, nie są świadomi, jak bardzo ta wyprawa odmieni ich dotychczasowe życie. W dziale z prasą zaczepia ich nieznany mężczyzna. Wydawać by się mogło, że nic w tym dziwnego, gdyby nie jego krwawiąca noga i niecodzienna propozycja. Frank prosi o małą przysługę, podwiezienia go w jedno miejsce.

W samochodzie okazuje się, że miejscem które miał na myśli jest ich dom. Co jednak zaskakujące, Adele bez cienia obaw zgadza się przyjąć pod swój dach nieznajomego. Gdy niedługo po tym wychodzi na jaw kim naprawdę jest Frank, nie tylko nie wpada w panikę, ale wręcz postanawia go chronić.

Książka Joyce Maynard opisuje zaistniałą sytuację dość nietypowo, bo z perspektywy małego chłopca. Jego oczami postrzegamy matkę – tancerkę nie mogącą się odnaleźć we własnym życiu, ojca – posiadającego już nową rodzinę oraz mężczyznę niespodziewanie pojawiającego się na ich drodze. W jego świecie trudy dnia codziennego przeplatają się z wątpliwościami okresu dojrzewania, a z pozoru groźny przestępca przejmuje rolę głowy rodziny.

Z kolejnych stron powieści dociera do nas obraz przeszywającej samotności i niezrozumienia. Matkę Henry’ego wszyscy mają za dziwaczkę, która nie potrafi znaleźć sobie poważnego zajęcia, a on sam czuje się wyobcowany i pozbawiony wiernego przyjaciela. Niespodziewanie, lekiem na to wszystko okazuje się być zbiegły więzień. Ale czy rzeczywiście jego intencje są tak czyste, jak to deklaruje? Jak zakończy się ta zaskakująca znajomość?

Od historii zachwalanej przez samą Jodi Piocult wiele oczekiwałam, ale nie mogę niestety powiedzieć by Długi wrześniowy weekend jakoś szczególnie mnie oczarował. Książkę czyta się wprawdzie bardzo przyjemnie, ale brakuje w niej napięcia. Wydaje mi się, że żyjąc w jednym domu ze zbiegiem oskarżonym o morderstwo, powinno się wyczuwać nieustające zagrożenie. Nawet jeśli nie z jego strony, to przynajmniej z powodu policyjnego dochodzenia, a tym czasem opisana tu trójka bohaterów mieszka ze sobą jakby nigdy nic. Wspólne śniadania, tańce, gotowanie... Za mało w tym realności. Gdzie jest jakaś niepewność, zwątpienie, próba ucieczki?

Powieść pani Maynard odbieram jako dobrą obyczajówkę, jednak daleką od prawdopodobieństwa zaistnienia w prawdziwym świecie. Są w niej fragmenty tak samo wzruszające, co i irytujące, dlatego trudno jest mi ją jednoznacznie ocenić. Nie spisuję jej na straty, ale przyznam szczerze, że spodziewałam się po niej czegoś znacznie głębszego. 


  Książkę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Videograf II.

Joyce Maynard „Długi wrześniowy weekend”
Ilość stron: 270
Wyd. Videograf II
Katowice 2010
Ocena: 4/6