środa, 3 grudnia 2014

W drodze do domu - Levi Henriksen

Nie ma to jak świąteczny zbiór opowiadań, rozpoczynający się zdaniem: „to był gówniany rok”. Tak, Skandynawom szczerości odmówić nie można, ale do mnie silniej przemawia właśnie taki ton, niż słodycz płynąca z amerykańskich seriali.

Levi Henriksen W drodze do domu zabiera nas do Kongsvinger, miasta w południowej Norwegii, gdzie właśnie w okresie świątecznym, poznajemy spore grono jego mieszkańców. Ujęło mnie, że są to najzwyklejsi ludzie na świecie, ale ich życiu daleko do przewidywalności. Mamy tu skoczka z poważnie uszkodzoną twarzą, sprzedawczynię choinek, bezdomnego, który rusza w ostatnią podróż do domu. Kobiety, rozwodników, nawet żołnierza.

W drodze… to historie, w których rodzi się jedność, ale rzadko kiedy towarzyszą temu uśmiechy. W większości są to opowiadania, jakie cenię sobie najbardziej – z przewrotnym zakończeniem, zmieniającym cały sposób patrzenia na bohatera.

Lubię Kevina i lukier kapiący z ekranu, jednak w takie święta zwyczajnie nie wierzę. Moje są nerwowe, bo gdy wszyscy są w domu, nie ma opcji by było spokojnie. Zabiegane, bo zawsze na ostatnią chwilę trzeba jeszcze coś dorobić. Wierzę w święta, które są ważne, które są okazją do rodzinnego spotkania, ale które nie są idealne. I tu Leviemu bije oklaski za prawdę oraz piękno, jakie skrył w swoich historiach.

Jak napisał na kartonie jeden z bohaterów: „życie ma swoje humory” – Bożonarodzeniowy czas również. 

Levi Henriksen „W drodze do domu”
Ilość stron: 672
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 5/6

25 komentarzy:

  1. No kusisz tymi świątecznymi opowiadaniami... Może chociaż w ten sposób, powolutku wprowadzę się w świąteczny nastrój? O! Albo kupię jako prezent! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam równie mocno, jak Podarunek C. Ahern. myślę, że Cię nie zawiodą.

      Usuń
  2. Przeczytałabym już nawet ze względu na to pierwsze zdanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. I to pierwsze zdanie wystarczy, żebym zapragnęła przeczytać ten tom :D

    OdpowiedzUsuń
  4. no tak, staramy się żeby wszystko grało, było idealnie, rodzinnie ale wiadomo nie ma ideałów :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No nieźle, generalnie lubię świąteczne opowiadania, chętnie sięgam po zbiory napisane przez różnych autorów. Ale ta przewrotność, którą opisujesz w przypadku tej książki, też bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zakończenia to prawdziwa wisienka na torcie. film też był fajny, choć wykorzystano w nim (i nieco zmieniono) tylko kilka historii.

      Usuń
  6. Okładka bardzo świąteczna, ale jak an razie sobie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie przepadam za opowiadaniami, ale ta książka wydaje się idealna na okres świąteczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w zabieganym dniu (miesiącu) opowiadania najlepiej się sprawdzają.

      Usuń
  8. I takie pozycje o świętach mogę czytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zastanawiam się nad trzema książkami na Święta i ta jest jedną z nich... Wydaje się naprawdę ciekawa ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Brzmi ciekawie :) U mnie też zawsze były nerwowe święta, pełne kłótni...ech, szkoda gadać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no niestety, gdy normalnie widzi się wszystkich przez 3-4godziny dziennie, a potem spędza się z nimi blisko tydzień, ciężko obyć się bez spięć.

      Usuń
  11. Jestem przekonana, chętnie przeczytam, wystarczy, że spojrzę na pierwsze zdanie i już mam chęć na tę lekturę:)

    OdpowiedzUsuń
  12. O mamuniu, bardzo chciałabym dorwać tę książkę i to nie tylko dlatego, że okładka jest BOSKA :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pisz list do Mikołaja. pora ku temu idealna :)

      Usuń
  13. Fajna przeciwwaga dla amerykańskich filmosków :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Podoba mi się taki pomysł na nieidealne i przez to prawdziwe Święta. Będę miała książkę na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękna, klimatyczna okładka. Ja jednak zostanę przy lukrowych świętach ;) Czasem trzeba się odrealnić, smutku, normalności mam za dużo ostatnio.

    OdpowiedzUsuń
  16. Co prawda nie przepadam za zbiorami opowiadań, ale to pierwsze zdanie mnie rozwaliło ;) I w dodatku okładka strasznie przykuwa wzrok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pierwsze zdanie idealnie oddaje klimat większości opowiadań. Norwegowie już tak mają :)

      Usuń
  17. Zauważyłam, że coraz bardziej lubię lubię krótkie formy. A takie, które mają przewrotny koniec są najlepsze ;) Masz rację, że teraz święta raczej oznaczają nerwówkę, ale w końcu nadchodzi moment wigilijnej zadumy, gdy szczęście nieśmiało puka do serca ;)
    Pozdrawiam
    Angelika

    OdpowiedzUsuń