sobota, 10 stycznia 2015

Love, Rosie (Na końcu tęczy) - Cecelia Ahern


Na taką Ahern właśnie czekałam. Lekką, inteligentną, zabawną. I nic to, że nie lubię filmowych okładek, ani wydawania wznowień tylko po to, by dostosować się do ekranizacji. Mimo denerwujących zabiegów cieszę się, że Na końcu tęczy wróciło na sklepowe półki, bo choć tytuł ma teraz koszmarny - kojarzy się z tanim romansem - to Cecelia w końcu, nic a nic mnie nie zawodzi. 

Książka opowiada, a właściwie opisuje, bo skomponowana jest w formie listów i maili, relacje między Rose i Alexem. Dwójką dzieciaków, które połączyła szkolna ławka, a potem dorosłych ludzi, których życia ułożyły się z daleka od siebie. Ich korespondencja pełna jest żartów, jednak z większości listów przewija się smutek. Wyniszczająca praca, rozłąka z bliskimi i nie do końca udane związki.

W rozrywkowej z pozoru książce, wyłania się głęboki, psychologiczny obraz załamanej kobiety i tego, jak ciężko jest jej zrozumieć, co tak naprawdę łączy ją z Alexem - idę o głowę, że każdy czytelnik zastanawia się w duchu - dlaczego do diabła oni nie są ze sobą? Powieść ma emocjonalny wymiar i w tym przypadku, Ahern zdecydowanie bardziej pisze dla kobiet niźli dla mężczyzn, jednak tak podaną miłość, to ja przyjmuję z otwartymi ramionami.

Tym razem bez magii i fantazyjnych zabiegów, ale to właśnie ta Ahern, którą lubię najbardziej - jej ostatnim powieściom zdecydowanie brakuje tej głębi.


Cecelia Ahern "Love, Rosie"
Ilość stron: 512
Wyd. Akurat
Ocena: 5,5/6

37 komentarzy:

  1. Jestem oczarowana zdjęciem! :) GENIALNE ! Co do książki, chyba się skuszę na nią, w końcu mamy tu do czynienia z uwielbianą Ahern:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejne piekne zdjęcie- wprost nie mogę się napatrzeć na nie ;) A książkę bardzo, bardzo chce przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, ale podkreślam raz jeszcze - Gzyl jest taki uroczy TYLKO jak śpi ;)

      Usuń
  3. piękny rudy kot :) uwielbiam rude, od dzieciństwa u mnie w domu tylko takie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam w kinie na filmie. Dość przyjemny, ale nic wyjątkowego. O książce czytałam już wiele dobrego, więc może kiedyś się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  5. chciałam to obejrzeć, teraz wiem, ze muszę przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja teraz czekam na premierę dvd, ale obawiam się, że ekranizacja bardzo spłyci całą historię.

      Usuń
  6. Czytałam jakiś czas temu "100 imion" i nawet mi się podobało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sto imion jest świetne, czego nie da się powiedzieć np. o Porze na życie.

      Usuń
  7. Nie będę oryginalna jak powiem, że zdjęcie jest przecudne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Och, bardzo chcę ją poznać. Też nie lubię filmowych okładek i nie rozumiem idei wznawiania ich z powodu ekranizacji, no ale cóż...

    OdpowiedzUsuń
  9. cudne zdjęcie, cudna recenzja - jak ty to robisz?
    a poza tym to cieszę się, że Ci się spodobała, ponieważ sama będę zabierać się za nią niedługo. i już się cieszę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki. staram się wyłapywać ciekawe kadry z codziennego życia.

      Usuń
  10. Świetna książka:) i to piękne wydanie:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jest już na mojej półce, ale oficjalnie dostanę ją dopiero za 15 dni, na urodziny i wtedy rozpocznę czytanie!
    Filmu jeszcze nie widziałam, bo najpierw chcę właśnie przebrnąć przez książkę i już nie mogę się doczekać! :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Jaki słodki kiciak! Też mam rudą w domku :) I tak samo wygląda jak śpi :) A co do książki to czekam, bo ma do mnie trafić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie jest rudy (widoczny na zdjęciu), bury (mój ulubieniec, którego wcześniej było sporo na blogu, ale jeszcze tu wróci) i czarno-biało-rudy (pokazywałam go ze dwa razy, ale gł na insta) :)

      Usuń
  13. Uwielbiam tę książkę, choć poprzedni tytuł brzmi lepiej :-) Podobały mi się rozmowy między Rosie a Ruby :-) Było zabawnie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ruby to bez wątpienia gwiazda tej książki, podobnie jak jej syn i motyw tańca :)

      Usuń
  14. Książkę mam w planach :) widzę, że kot pomagał w pisaniu recenzji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo Gzylu całą dobę jest "bardzo pomocny" ;)

      Usuń
  15. Zacznę może od tego, że kotek śpiący koło twojego komputera jest po prostu przeuroczy:) A co do love, rosie to znajduje się w planach czytelniczych na ten rok (razem z całą masa innych książek) i postaram się je w końcu przeczytać. Twoja opinia mnie do tego zachęca, bo czytałam też takie, które nie do końca pozytywnie odnosiły się do tej książki;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Tytuł czytałam ten w grudniu, chciałam iść do kina, ale do lekturze zdecydowałam, że wersja DVD mi wystarczy. Lubię autorkę, ale w tym przypadku nie było szału. Sporo czasu zeszło mi też na ten tytuł, a przecież książkę (dzięki takiej a nie innej formie) czyta się prędko.
    "i nie do końca udane związki" - chciałaś powiedzieć chyba "zupełnie nietrafione i nieudane związki", dla mnie przynajmniej tak to wyglądało. Rosie aby nie być sama, a Alex wiązał się dla kariery (szczególnie to drugie małżeństwo). Założyłam, że w filmie nie przedstawią faktycznego wieku, w jakim zeszli się bohaterowie i choć w kinie nie byłam to wiem, że ekranizacja nie tego zrobiła :)
    Najlepsze sceny: kiedy Rosie dowiaduje się o "włamaniu" :D Och, i jeszcze za nic nie mogłam polubić Katie (przy okazji w przypadku tej postaci to jak powtórzenia scenariusza...). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda jaka matka, taka córka. dokładne przełożenie schematu plus wg mnie nieco zbyt szybko wyrażona zgoda na to, by Katie pojechała z ojcem na Ibizę - biorąc pod uwagę czego miała się tam imać. ale mimo tych niedociągnięć, tak jak napisałam, książka bardzo mi się podobała i mogłam dzięki niej oderwać myśli od całego bajzlu, jakie się wokół mnie dzieje i które ciągnie się od grudnia :/
      p.s. w którym momencie było "włamanie" bo za chiny ludowe nie mogę tego wątku skojarzyć? a ze związkami to prawda, ale pierwsze Alexa jako tako było z miłości (na początku), bo drugie to kwestia kariery i oczywistej "sytuacji".

      Usuń
  17. Ostatnim powieściom ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Przepiękne zdjęcie!
    Dziwi mnie to, że wydawcy tak zmieniają tytuły, po ekranizacji, ale na to nie ma rady. A książkę bardzo chcę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam w planach film, nad książką się zastanowię ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Spotkałam się z różnymi opiniami na temat tej książki... Na początek sięgnę po "Zakochać się", którą mam w domowej biblioteczce :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Na razie muszę w końcu sięgnąć po "P.S. Kocham Cię", bo owa lektura czeka na półce od dobrych trzech lat. "Love, Rosie" przeczytam na pewno, bo koleżanka zaopatrzyła się w nowy egzemplarz, który trafi także w moje dłonie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja po P.S. pewnie nigdy nie sięgnę. za mocno wbiła mi się w głowę ekranizacja.

      Usuń
  22. A przed chwilą czytałam zupełnie odmienną recenzję w której ta książka otrzymała bardzo niską notę...
    I tak od dłuższego czasu planuję przeczytać tę powieść, zdania nie zmieniam ;)
    Kot cudny <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Książka co prawda mnie nie kusi, ale chętnie obejrzę film.

    OdpowiedzUsuń
  24. Książka już jakiś czas czeka na swoją kolej, przy świątecznych porządkach schowałam ją do pudła, ale teraz wyjęłam i bedę do niej się przymierzać.

    OdpowiedzUsuń
  25. Czytałam książkę w zeszłym roku i byłam nią zachwycona. Jest napisana lekko i bardzo wciąga. Sięgnęłam po nią, ponieważ zwiastun filmu zaciekawił mnie (jak na razie go nie obejrzałam, ale muszę to nadrobić :P). Pozytywnie zaskoczyło mnie więc, że książka nie skupia się tylko na czasie, kiedy bohaterowie są nastolatkami, ale pokazuje również ich dorosłe życie. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał, to polecam :)
    A przy okazji, widział ktoś film? Bardzo się różni w stosunku do książki?
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie
    Książkowe Wyzwania

    OdpowiedzUsuń