poniedziałek, 31 marca 2014

Kocia gwiazda - Gianni Rodari

Nazwanie Kociej Gwiazdy bajką dla dzieci, uważam za spore niedomówienie. To, że jakaś historia opowiada o zwierzakach, a w jej treści znajdują się rymowanki, wcale nie oznacza, że człowieka pełnoletniego nie będzie ona bawić. Może to moja „wina”. Może za duże dziecko wciąż we mnie drzemie, ale czas spędzony z Gannim upłynął mi przednio.

Wierszyki są proste, bardzo przy tym życiowe i w pełni oddające kocią rzeczywistość. Początek oraz finał to krótkie opowiadania, w których wyjaśniony zostaje motyw przewodni. Bo skoro na niebie są węże i ptaki, psy a nawet skropiony, to dlaczego żadna gwiazda nie nosi nazwy kota? Któż jest temu winien? I jak można by to szybko naprawić? Futrzaki mają sposób – umawiają się razem i ogłaszają protest.

Tak fabuła wygląda dosłownie, jednak kiedy dowiemy się, że w akcji biorą udział zarówno koty-koty, jak i koty-osoby, wszystko staje się znacznie głębsze i metaforyczne.

Mały książę to jeszcze nie jest, ale mądrości Rodariemu odebrać nie pozwolę. Będę go bronić i szukać dalszej twórczości – za sympatię do kotów, rozsądek i za piękną formę.


Gianni Rodari „Kocia gwiazda”
Ilość stron: 64
Wyd. Literackie
Ocena: 5/6 

niedziela, 30 marca 2014

Stos

W ostatnich dniach sporo się nagadałam, dlatego dziś będzie krótko i treściwie - marcowe zbiory 
- bardzo udane. 

Helen Fielding "Dziennik Bridget Jones"  od wydawnictwa Zysk i S-ka     recenzja
Helen Fielding "Bridget Jones: W pogoni za rozumem"      j.w.      recenzja
Helen Fielding "Bridget Jones: Szukając faceta"                  j.w.      recenzja
Renata L. Górska "Błędne siostry"   wygrana w konkursie u autorki
Charles Frazier "Szepty lasu"    od wyd. Black Publishing    recenzja
Gianni Rodari "Kocia gwiazda"    od Wyd. Literackiego 
Gavin Extence "Wszechświat kontra Alex Woods"    j.w.   recenzja   premiera już za 4 dni (!!)
Jerzy Stypułkowski "Skandynawska wieża Babel"    od autora
Dorota Świątkowska "Moje wypieki i desery"   zakup własny    recenzja

sobota, 29 marca 2014

Bridget Jones: Szalejąc za facetem - Helen Fielding

Oto nastały dla świata bardzo ciężkie czasy – Bridget Jones znowu jest do wzięcia. W prawdzie jej metryka przekroczyła już granicę pięćdziesiątki, a prócz bagażu emocjonalnego, posiada jeszcze dwójkę małych dzieci, jednak cała reszta pozostała bez zmian. Nadal jest zakręcona, a jej styl życia kojarzy się z hasłem „będzie co ma być”.

Mimo pozornej beztroski, ostatnie lata dla Bridget nie były jednak łatwe. Mąż zginął w Sudanie, ojciec poważnie zachorował, zaś matka zdaje się przeżywać, kolejną szaleńczą młodość. Jak w tych okolicznościach odnajduje się Jones? Płacze nocami, tęskni za Markiem oraz stara się na nowo umówić z jakimś facetem. Stety - niestety w XXI wieku pomocne okazują się być przy tym serwisy społecznościowe, co jak wiadomo, w przypadku tego rodzaju osoby, dobrze skończyć się nie może.

Szalejąc za facetem oceniane przez pryzmat pełnej serii, wypada całkiem korzystnie. Nie czujemy, że od poprzedniej premiery minęło aż czternaście lat (!!) – styl i charakter zapisków pozostał ten sam. Przeraża mnie jednak zachowanie Bridget. Co u trzydziestki można odebrać z uśmiechem lub lekkim współczuciem, po połowie wieku, zaczyna trącić groteską (żarty o wymiotach i pierdzeniu? no, bardzo was proszę).

Myślę, że stwierdzenie, iż Jones znalazła się u progu kryzysu wieku średniego, będzie jak najbardziej na miejscu. Romans z dużo młodszym mężczyzną, botoks... jej dzieci to akceptują, my się z tego śmiejemy, ale czy chciałabym mieć w domu taką matkę? – nie wydaje mi się.

Jeżeli wyłączycie „poważne” myślenie i dacie się porwać fabule, książka powinna Wam się podobać. Gdy zaczniecie się doszukiwać w tym wszystkim ładu i składu, może już nie być tak pięknie.

Moja głowa odpoczęła, ale finał głównie dla fanów.

 Kliknij i sprawdź:
Zysk i S-ka    I   Varia-czyta

Helen Fielding „Bridget Jones: Szalejąc za facetem”
Ilość stron: 584
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 4/6

piątek, 28 marca 2014

o Szwecji z Waszej perspektywy, czyli mój wpis na Szwecjoblogu

Kiedy na początku tygodnia, Natalia zaprosiła mnie do wzięcia udziału w serii postów Z Waszej perspektywy – trochę spanikowałam. Ja, osoba wprawdzie zakręcona na punkcie Szwecji, ale niekoniecznie merytorycznie z nią obeznana, mam innym ludziom przybliżać ten kraj? Oj nie... czuje się na to stanowczo za mała. Po chwili jednak, w mojej głowie zaczęły kiełkować pomysły i od skojarzeń do czynów powstał ten wpis. 

Mam nadzieję, że jako całość ma to ręce i nogi, a sama lektura nie będzie się komu dłużyć. Wiem, że temat został zaledwie dotknięty, liczę jednak, że stanie on początkiem dłuższej rozmowy np. w komentarzach.

Kto jest ciekaw jak mi poszło, zapraszam do Natalii :)


O Szwecji z Waszej perspektywy: Szwecja oczami czytelnika

Uwielbiam czytać! Teraz, kiedy mam wrażenie, że ciągle brakuje mi wolnego czasu, tym bardziej doceniam wszystkie chwile, kiedy mogę usiąść na spokojnie  z książką w ręku, oprzeć się o ulubione poduszki, popijać pyszną kawę i zagłębić się w lekturę. O takich chwilach zawsze przypomina mi blog Aśki - Varia czyta (od-deski-do-deski.blogspot.com). W jej postach oprócz ciekawych książkowych inspiracji zawsze mogę znaleźć ten spokój uwieczniony na fotografiach z kubkiem pełnym gorącego napoju czy miękkim fotelem w tle. Blog możecie też śledzić na portalach społecznościowych: Facebooku i Instagramie.

Aśkę poprosiłam o wypowiedź na temat, jak wygląda Szwecja oczami czytelnika. O specyficznym klimacie skandynawskiej literatury, stereotypach, jakie znajdujemy w szwedzkich książkach oraz konfrontowaniu ich z rzeczywistością przeczytacie w dzisiejszej odsłonie cyklu O Szwecji z Waszego punktu widzenia. Dziś gościnnie: Varia czyta.
Szwecja oczami czytelnika

W dzieciństwie zaczytywałam się Pippi Långstrump i Dzieciach z Bullerbyn, była też fascynacja Doliną Muminków oraz nocne strachy związane z Buką i wydaje mi się, że to właśnie wtedy, zaczęła rozwijać się we mnie sympatia do pewnego kraju - Szwecji, jak zapewne już się domyślacie. Dziś mam dwadzieścia sześć lat, a w moim życiu tak naprawdę wiele się nie zmieniło – nadal czytam zatrważające ilości książek i marzę o podróżach do dalekiej północy :)

Nazywam się Aśka i dzięki zaproszeniu Natalii ze Szwecjobloga, mam wielką przyjemność podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na temat Szwecji i jej literatury. Znawcą żadnym nie jestem, jednak mając w zeszłym roku okazję skonfrontować swoje „książkowe” wyobrażenia z rzeczywistością, dochodzę do wniosku, że Szwedzi to naród z najlepiej rozwiniętą wyobraźnią na świecie.

źródło

Stieg Larsson, Camilla Läckberg, Hening Mankell, Majgull Axelsson, Åsa Larsson – nazwiskami mogłabym sypać bez końca. I choć nie każdy ich powieści czytał, to na pewno każdy o którymś z nich słyszał. Aktualne gwiazdy i autorzy najlepiej sprzedających się książek w Polsce. Co jest takiego w Szwedzkich kryminałach, że miliony czytelników oszalały na ich punkcie? Ja bym powiedziała, że magia – słowa, klimatu, okoliczności... Pisarze ci walczą o czytelnika nie metodą szoku, tylko prostoty. Opisują małe miasteczka i bliskich nam wszystkim ludzi, dobrze przy tym wiedząc, że we właściwych okolicznościach, zło objawi się w każdym człowieku.

Warto tu jednak zadać sobie pytanie o stereotypy. Ręka do góry, komu Szwecja kojarzy się ze śniegiem i wieczną zmarzliną? Śmiało, proszę się nie wstydzić – moja dłoń też poszybowała wysoko. Kto jest temu winien? Media, ale i sami autorzy, bo tak najczęściej przedstawia się ją w książkach. Z mojego doświadczenia prawda wygląda jednak inaczej. Szwedzki klimat (z wyjątkiem dalekiej północy) nie różni się praktycznie od polskiego. Co więcej spacerując w październiku Sztokholmskimi uliczkami, byłam zauroczona pogodą i barwnymi widokami. Sekret mroźnej północy polega w moim odczuciu na jej izolacji – dużo wody, lasów. Lubimy to co jest inne, dalekie, dlatego Szwedów traktujemy egotycznie, ale przewrotnie cenimy ich właśnie za to, jak bardzo są do nas podobni.

Aby z zimą pozostać w kontrze polecam „letnie” lektury – upał na półwyspie też potrafi zmrozić: Mons Kallentoft Zło budzi się wiosną, Śmierć letnią porą, Åke Edwardson Niech to się nigdy nie kończy, Tove Jansson* Lato

źródło
Było o klimacie, to teraz może dwa słowa o obrazie samego Szweda. Istoty przyjaznej, otwartej na nowe znajomości. Żyjącej w zgodzie z naturą, ale dbającej o własny indywidualizm. Na tyle na ile miałam kontakt ze Szwedami mogę się zgodzić z większością tych stwierdzeń. Jest to naród uprzejmy, ale wcale nie naciskający na nowe znajomości. Ich tolerancję nazwałabym raczej chłodną obojętnością, za to prawdą jest, że wszyscy znakomicie znają angielski –  stąd tak liczne wtrącenia z tego języka w literaturze. 

Zaczytując się w sagach typu A lasy wiecznie śpiewają Trygve Gulbranssena, obserwujemy przekrój pięknej i dzikiej przyrody, i tu czego by o niej nie pisali, jest to absolutną prawdą. Szwecja jako kraj jest po prostu zachwycająca. Obowiązujący w niej trójpodział zagospodarowania przestrzennego (1/3 to woda, 1/3 tereny zielone i 1/3 zabudowa) znakomicie współgra z naturą oraz sprawia, że nawet w centrum wielkiego miasta czujemy się swobodnie. Zatrważająca większość jej powierzchni to jeziora i lasy, dlatego miłośnicy przyrody będą się tam czuli naprawdę dobrze. 

źródło
źródło
źródło

Trendy w szwedzkiej literaturze nadal silnie trzymają się kryminału, ale coraz łatwiej znajdziemy w Polsce szerszą i bardziej zróżnicowaną ofertę. Prym w tym zakresie wiedzie na pewno wydawnictwo Czarna Owca. W ich ofercie doszukamy się erotyki (Maria Sveland), sensacji (Anders de la Motte), literatury pięknej (Kerstin Ekman) oraz thrillera (Sofie Sarenbrant). W.A.B. ma Serię z Miotłą, która chętnie promuje szwedzką prozę kobiecą (Majgull Axelsson, Anna Jörgensdotter), a Ene Due Rabe i Czarna Owieczka wydają bajki.

Nie wszystkie książki są jednakowo dobre i w wielu przypadkach, nie warto tracić na nie czasu. Cieszy mnie jednak, ich nie słabnąca wciąż popularność. Zafascynowani kryminałami zaczynamy eksplorować inne gatunki. Nie samym śledztwem żyje ten kraj, a zapewniam Was, że w powieści obyczajowej też mają swoich mistrzów. Z całego serca polecam wam książki Majgull Axelsson czy Johanny Nilsson. To w nich widzę przyszłość szwedzkiej, i w ogóle skandynawskiej literatury. 

Na zakończenie jeszcze ciekawostka, o której nie każdy pewnie słyszał, a znakomicie dowodzi, jak wielka siła drzemie w niepozornej książce. Astrid Lindgren jest osobą, która w słynącej z wysokich podatków Szwecji, więcej państwu oddała niż zarobiła. „Po odkryciu, że płaci 102% podatku, Lindgren napisała baśń Pomperipossa w Monismanii. Opowiada tam o skromnej pisarce, która w trudzie pisze książki dla dzieci, ale nie ma za co żyć, bo wszystko zabiera jej podatek”**. Oburzeni tym faktem czytelnicy sprawili, że socjaldemokraci przegrali wybory, a podatki w Szwecji zostały obniżone. 

Drodzy czytelnicy blogów i literatury. Jak sami widzicie książki mają w sobie moc :) Zmieniają rządy, sprawiają, że ludzie zamknięci w swoich domach zaczynają marzyć. Osobiście zachęcam was do wyprawy w nieznane. Może być to Fjällbacka, Ystad albo Linköping. Zarezerwujcie sobie tylko dużo czasu i zanurzcie się w te historie. Naprawdę warto. 

źródło


* Tove Jansson z urodzenia jest Finką, ale ponieważ książki tworzyła pisząc po szwedzku, a także jest w tym kraju bardzo popularna, pozwoliłam sobie ująć ją w tym zestawieniu. Moja bezgraniczna sympatia do tej autorki, nie ma tu nic do rzeczy ;)

środa, 26 marca 2014

Boskie sekrety siostrzanego stowarzyszenia Ya-Ya - Rebecca Wells

Trudno powiedzieć, czego dokładnie spodziewałam się po tej książce. Skusiłam się na nią ze względu na oryginalny tytuł, nie mając pojęcia o czym właściwie jest. Liczyłam na coś lekkiego, napisanego raczej w humorystycznym tonie, a że zamysł Rebeccy Wells był dokładnie odwrotny, przekonałam się już po fakcie.

Stowarzyszenie Ya-Ya to cztery, niesamowicie bliskie sobie kobiety. Od dzieciństwa spędzają czas razem, brojąc i wprawiając w osłupienie lokalne społeczeństwo. Dziś, gdy wszystkie zostały już matkami, a ich wiek dawno przekroczył sześćdziesiątkę, nadszedł czas na rozliczenie z przeszłością.

Ya-Ya jest grupą przyjaciółek, jednak trzonem historii uczyniono relację matka – córka oraz ich świeżo powstały konflikt. Vivi nie może wybaczyć Sidzie ostatniego wywiadu do gazety. Ma jej za złe sposób, w jaki ją przedstawiła, przez co cały świat sądzi, że była okropną matką. Prawda w tym taka, że Vivi naprawdę marnie sobie radziła. Uzależniona od alkoholu oraz skórzanego pasa, krzywdziła dzieci, licząc w przyszłości na ich wybaczenie.

Boskie sekrety nie są wcale takie boskie, jak mogłoby się wydawać. Zawierają potężną liczbę grzechów, pomieszanych z beztroskim czasem spędzonym w Luizjanie. Życie tych dziewczyn to ciągłe balansowanie na krawędzi między wolnością i dobrym obyczajem. Można zazdrościć im przyjaźni, ale nie da się pominąć też braku zdrowego rozsądku. Czy Vivi naprawdę była taka zła i jak Ya-Ya mogły tolerować tego rodzaju zachowanie?

Złożona, piękna i pełna sprzeczności historia, którą ciężko jest mi jednoznacznie ocenić.


Rebecca Wells „Boskie sekrety siostrzanego stowarzyszenia Ya-Ya”
Ilość stron: 404
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 4,5/6

poniedziałek, 24 marca 2014

Marzec moimi oczami

Prosiliście o foty z leśnego spaceru, więc oto marzec moimi oczami - ciepły, słoneczny i pełen pozytywnej energii. Miesiąc w którym świat budzi się do życia, a moje poranki pachną świeżą pościelą i pysznym śniadaniem :) 

Starałam się uchwycić na zdjęciach jego niezwykły klimat - mam nadzieję, że choć po części mi się to udało :)

niedziela, 23 marca 2014

Burza z krańców ziemi (Burza słoneczna) - Åsa Larsson

Na środku kościoła leży brutalnie okaleczone ciało pastora. Człowiek, znany wcześniej jako cudowne dziecko, od lat gromadził wokół siebie ludzi wierzących w jego dobro i szczególne zdolności.

Teraz, gdy odcięto mu dłonie oraz wyłupiono oczy, aż trudno zrozumieć, że ktoś był do tego zdolny. Pierwsze podejrzenie pada na siostrę zamordowanego, niestabilną emocjonalnie, matkę dwójki dzieci, która z jakiegoś powodu zaczęła nagle się ukrywać.

Religijni fanatycy i morderstwo w kościele, to zawsze trafiony pomysł, szczególnie, gdy na tej bazie planujemy stworzyć kryminał. O Åsie Larsson słyszałam wiele sprzecznych informacji, ale moje spotkanie z pisarką należało do jak najbardziej udanych.

Mamy tu wszystkie skandynawskie motywy: zimę, małą wioskę na odludziu, społeczność, gdzie wszyscy się znają i sekrety, bo w Kirunie, mieszkańcy praktycznie się od nich duszą. Wiem, że brzmi to wtórnie i stereotypowo, ALE sama konstrukcja zbrodni oraz jej przesłanki, wynagradzają wcześniejsze pójście na skróty. Zresztą, jak na debiut literacki osoby, która od lat zajmowała się wyłącznie prawem podatkowym, Larsson wcale się nie podłożyła.

Cudów nie wymagajmy, za to w kategorii "czytadło" oceniam ją naprawdę bardzo dobrze.


Åsa Larsson "Burza z krańców ziemi" (Burza słoneczna)
Ilość stron: 333
Wyd. Otwarte
Ocena: 4,5/6

piątek, 21 marca 2014

T like Tea Time


Wczoraj przyjechały moje kubki z Design Letters i stwierdzam po raz kolejny, że uwielbiam skandynawską prostotę. Niby takie nic, biała porcelana z literą, a napatrzeć się nie mogę.  


Marzyłam o nich od dawna, ale ponieważ cena trochę mnie odstraszała, przeciągałam wszystko w czasie. Na szczęście w poniedziałek trafiłam na ofertę -50% i uzbroiłam się w cztery sztuki :) Jeżeli też ich szukacie, skorzystajcie z wyprzedaży - solidny sklep i naprawdę dobra cena. 

Przy okazji życzę Wam przyjemnego pierwszego, w pełni wiosennego weekendu! 
U mnie w planach wyprawa do lasu - może uda się zrobić kilka ciekawych zdjęć :)

herbata Kusmi Tea - zielona z cynamonem i pomarańczą

czwartek, 20 marca 2014

Moje wypieki i desery - Dorota Świątkowska


Z kuchnią nie było, i pewnie nigdy nie będzie mi po drodze, ale tę książkę musiałam mieć w swojej kolekcji. Jest ona tak pięknie wydana i dopracowana pod każdym względem, że wcale nie trzeba z niej gotować, aby cieszyć się jej obecnością. 

Właściwie nie o gotowanie tu chodzi, a bardziej o pieczenie i mrożenie jak to z deserami zwykle bywa z tym że w moim wypadku, największa radość płynie po prostu z jej posiadania.

Książka, wydana przez jedną z najpopularniejszych blogerek kulinarnych, zachwyca grafiką oraz pięknymi zdjęciami. Znajdziemy w niej przepisy na torty, ciastka, muffiny, lody oraz tarty. Część receptur przyprawia o zawrót głowy (są zbyt skomplikowane, jak na mój brak umiejętności), jednak można wypatrzyć również takie, z których z czasem na pewno skorzystam.

Jaki będzie praktyczny los tej książki, jeszcze tego nie wiem. Obecnie cieszę się jak dziecko z samego jej oglądania tak wdzięcznie prezentuje się na mojej półce ;)


Dorota Świątkowska "Moje wypieki i desery"
Ilość stron: 304
Wyd. Egmont
Ocena: 5/6

wtorek, 18 marca 2014

Bridget Jones: w pogoni za rozumem - Helen Fielding

Jeżeli może być na świecie coś bardziej zakręconego niż Dziennik Bridget Jones, to jest to z pewnością jego kontynuacja. Tym razem dziennikarka, a właściwie reporterka, bo Jones zmieniła w końcu pracę, zdecyduje się na remont mieszkania (z marnym tego skutkiem), przeprowadzi wywiad z Colinem Firthem, (który też nie najlepiej jej wyjdzie), a koniec końców wyląduje w Tajlandzkim więzieniu za przemyt narkotyków (to chyba nie wymaga komentarza:)).

Dzieje się u Bridget, oj dzieje, a jej język oraz zapiski stają się jeszcze bardziej rozbrajające i niedorzeczne. I o ile pierwszy tom przygód miał przewagę bycia czymś nowym, o tyle dwójka jest dla mnie jeszcze lepiej dopracowana i pikantniejsza.  

W pogoni za rozumem rozpoczyna się dokładnie w tym miejscu, gdzie zakończył się Dziennik i opisuje kolejny rok życia bohaterki – spożyte przez nią kalorie, butelki wina wypite z przyjaciółmi, czy minuty, a wręcz sekundy, przeżyte od ostatniego seksu. 

Biorąc pod uwagę talent Bridget do wpadania w absurdalne sytuacje oraz fakt, że nawet świąteczna choinka nie chciała z nią „współpracować”, aż zżera mnie ciekawość co zobaczę w tomie trzecim.

Kliknij i sprawdź:
Zysk i S-ka    I   Varia-czyta 

Helen Fielding „Bridget Jones: w pogoni za rozumem”
Ilość stron: 448
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 5/6

piątek, 14 marca 2014

W domu innego - Rhidian Brook

Nie lubię wojennych opowieści. Opisu militarnych ataków ani tym bardziej analizy, jaką liczebność miały poszczególne wojska. Cenię za to historie, w których groza wojny przejawia się jedynie w tle i za to polubiłam Rhidiana Brooka. Jego książka skupiona jest na człowieku, starając się przybliżyć naturę tych nieludzkich czasów.

Rok 1946 – trwa demilitaryzacja Niemiec po przegranej wojnie. Angielskie władze zsyłają do Hamburga żołnierzy, przygotowanych do budowania nowego ustroju. Jednym z wybrańców jest pułkownik Lewis Morgan, który wraz z żoną i synem, ma zamieszkać w jednej z tutejszych posiadłości. Sęk jednak w tym, że aby to zrobić, trzeba pierw wysiedlić jej poprzednich mieszkańców, a na to nie pozwala mu jego sumienie. Chcąc pogodzić ze sobą obie te sprawy, postanawia, iż rodziny zamieszkają razem.

To co się dzieje między poszczególnymi domownikami, zostało bardzo skrupulatnie oddane w ich słowach oraz zachowaniu. Pani Morgan mota się w obliczu służby i uczy się jak być „władczą”. Za to wdowiec wraz z córką, stają się zbyt spolegliwy, choć w oczach dziewczyny łatwo można się doszukać złości. Kiedy jednak dwa, tak odległe od siebie światy, spotkają się na małej przestrzeni, coś musi zacząć iskrzyć.

W domu innego uderzyła mnie empatia autora oraz jego umiejętność oddania wszystkich obliczy tamtejszego czasu. Poznajemy tu nie tylko losy domostwa Morganów, ale też bezdomnych ludzi, żołnierzy, wręcz całej Hamburskiej społeczności. Brook nie zgubił przez to tego, co najważniejsze – spuścizny wojennego czasu, którą są zniszczenie i śmierć.

Piękna, lecz przerażająca w swej surowości opowieść o ranach i kochaniu. Czuje się nią zauroczona i z pewnością sięgnę po kolejne książki.


Rhidian Brook „W domu innego”
Ilość stron: 352
Wyd. Wielka Litera
Ocena: 4,5/6

środa, 12 marca 2014

Dziennik Bridget Jones - Helen Fielding

Bridget Jones, któż o niej nie słyszał? Roztrzepana, wiecznie odchudzająca się pracownica brytyjskiego wydawnictwa, znowu daje o sobie znać. Tydzień temu odbyła się premiera Szalejąc za facetem – najnowszej części historii – tym czasem ja, wiedziona wielką sympatia do bohaterki, postanowiłam odświeżyć sobie pamięć i jeszcze raz przeczytać wszystkie jej przygody.

Mając trzydzieści lat na karku, nie posiadając stałego faceta ani żadnych perspektyw na awans, Bridget Jones umila sobie życie słodkimi przekąskami. Czekoladki, kremówki i niezastąpione Martini, to dla niej sprawdzone remedium na wszelkie dolegliwości. Z tego powodu kompleksów też jej nie brakuje. Z obsesją maniaka codziennie mierzy się i waży, aby jej ciało uzyskało idealne wymiary, a Daniel Celaver przestał się wreszcie zachowywać, jak rozpieszczone dziecko.

Romansując ze swym szefem oraz ucinając pogaduszki z przyjaciółmi, Jones płynie przez życie niczym maleńka tratwa na wzburzonym oceanie.

Dzienniki… liczą już sobie blisko piętnaście lat, a mimo to nie straciły nic na swej aktualności. Wciąż pragniemy być piękni i kochani, a że im bardziej na czymś nam zależy, to mniej się w tej kwestii kontrolujemy... cóż poradzić, takie życie. I chociaż, nastroje Bridget są przerysowane, a ona sama zachowuje się jak niespełna rozumu, to właśnie o to w tym wszystkim chodzi. O dystans i umiejętność śmiania się z samego siebie, bo kto jak nie Jones najlepiej nas tego nauczy?

Komediowa historia o trudach współczesnego życia. Stworzona z polotem i rozbrajającą szczerością – nie można jej nie znać. 
 Kliknij i sprawdź:
Zysk i S-ka    I   Varia-czyta

Helen Fielding „Dziennik Bridget Jones”
Ilość stron: 368
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 5/6

poniedziałek, 10 marca 2014

Wszechświat kontra Alex Woods - Gavin Extence

Nie wierzyłam w tę powieść. Im więcej znajdowałam na jej temat opinii i zachwytów, tym bardziej chciałam być przekorna i wytknąć w niej wszelkie możliwe niedoskonałości. Mój plan spalił jednak na panewce. Padłam na ziemię i pieję, ale z podziwu – drodzy czytelnicy, co tam Amazon oraz lista bestsellerów, ja wam gwarantuję (okiem sceptyka), że to będzie najlepsza książka bieżącego roku!

Siedemnastoletni Alex, zostaje zatrzymany przez policję po przekroczeniu angielskiej granicy. W samochodzie ma paczkę marihuany, sporą sumę pieniędzy, a na siedzeniu obok urnę z ludzkimi prochami. Od kilku dni poszukują go władze w całej Europie, pytanie tylko – dlaczego? Aby to zrozumieć przenieśmy się o siedem lat wstecz, dokładnie do dnia, kiedy to jak grom z jasnego nieba, w Alexa trafił meteoryt.

Wszechświat kontra Alex Woods to debiutancka powieść Gavina Extence, która jestem święcie przekonana, wyniesie go na szczyt literackich doskonałości. Magia historii zaklęta została w pozornie błahej kwestii, jaką są wiarygodni bohaterowie, ale ponieważ żadna z postaci zwyczajna tutaj nie jest, trzeba się przygotować na naprawdę spore emocje.

Rzadko tak wychwalam książki, a jeszcze rzadziej przyznaję im maksymalną ilość punktów, ale Gavinowi się to należy. Według mnie połączył on wszystko co najlepsze ze: Stulatka... (fenomenalny bohater), Fantastycznego samobójstwa... (tragi-komedia) czy Forresta Gumpa (mądrość i ponadczasowość), okraszając to jeszcze mnóstwem ciekawostek naukowych oraz ciepłem płynącym ze szczerości opisanych przez niego uczuć.

Błyskotliwa, zabawna, po prostu świetnie napisana książka, o której specjalnie, staram się za wiele nie powiedzieć. Unikajcie szczegółowych opisów i dajcie się zaskoczyć – właśnie w tym tkwi jej największa siła. Zachęcam gorąco!

Rzućcie też okiem na:

Gavin Extence „Wszechświat kontra Alex Woods”
Ilość stron: 416
Wyd. Literackie
Ocena: 6/6
Premiera: 4.04.2014r.

piątek, 7 marca 2014

Szepty lasu - Charles Frazier

W historii tej rodziny zdarzyło się bardzo wiele złego. Matka porzuciła swoje dzieci, ojciec nie potrafił okazać nikomu miłości. Jedną córkę zgwałcono, drugiej odebrano życie… Nic więc dziwnego, że Lucy tak usilnie stara się zacząć wszystko od nowa. Od miesięcy opiekuje się ubogą chatą na skraju lasu, nie szukając i nie pragnąć od życia już niczego więcej. Zło czai się jednak gotowe do ataku, a wraz z nim przybędzie dwójka osieroconych dzieci.

Szepty lasu to przepełniona emocjami opowieść o siostrach, dla których obowiązek znaczy więcej niż spokój ducha. Lucy, mimo izolacji od świata zewnętrznego, ciągle się czegoś boi. Nie ufa ludziom i nie dopuszcza do siebie myśli, że jej życie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. Zamiast pieniędzy woli ciszę, a luksusy są dla niej zbędną fanaberią. Przygarnięcie Dolores i Franka, również traktuje, jako coś w rodzaju służby. A ponieważ rodzeństwo zachowuje się bardzo osobliwie – jest nieme, impulsywne – ich wspólnie pomieszkiwanie będzie odtąd sporym wyzwaniem.

Charles Fraizer długo był dla mnie autorem kompletnie nieznanym. Jak się okazuje, słyszałam trochę o ekranizacji jednej z jego książek (Wzgórze nadziei), ale kto to jest i o czym pisze, wciąż pozostawało tajemnicą. Po Szeptach lasu przyznaję jednak rację rzeszy jego miłośników. Powieść nie wzbudziła we mnie entuzjazmu zapierającego dech w piersiach, lecz przykuła uwagę starannością oraz napięciem rodzącym się wśród bohaterów.

Ciekawa historia o dojrzewaniu by kochać i poszukiwaniu w swoim życiu, choćby grama sprawiedliwości. Poraża realnością oraz sprawia, że nikt nie będzie wobec niej obojętny.


Charles Frazier „Szepty lasu”
Ilość stron: 296
Wyd. Black Publishing
Ocena: 4,5/6

wtorek, 4 marca 2014

Czas zamykania - Jack Ketchum

Moje trzecie spotkanie z Jackiem Ketchum’em i na pewno nie ostatnie. Antologia opowiadań ujętych pod wspólnym tytułem Czas zamykania, to dzieło bardzo nierówne w kwestii napięcia, za to świetnie obrazujące uniwersalność autora jako pisarza gatunkowego.

Pierwsze skojarzenia z nazwiskiem Ketchum to u mnie brutalność i dosadne opisy. Dzięki tej książce odkryłam jednak jego subtelniejsze oblicze, skupione raczej na stanach emocjonalnych i nastrojowości, niż sadystycznych zapatrywaniach poszczególnych bohaterów.

Czas zamykania to pewnego rodzaju emocjonalny pamiętnik. Zapis myśli i skojarzeń zrodzonych pod wpływem danej chwili, obejrzanego filmu albo snu. Te na pozór błahe zdarzenia, stają się jednak kanwą na której wystarczy zmienić jeden, pozornie nieistotny szczegół, a finał okaże się być maksymalnie zaskakujący. 

Opowiadania przypominają nam o nieszczęśliwych splotach okoliczności. O tym, że każdy człowiek ma swoją rację i zło ukryte pod skórą. I mimo, że w ogólnym rozrachunku wolę u Ketchum’a klasyczne powieści, to jego dopracowana oraz zamknięta w sensowną klamrę antologia, zajmuje szczególne miejsce na mojej półce.

Skoro Stephena King’a mianowano mistrzem gatunku, to Jack Ketchum jest bez wątpienia królem ludzkiej duszy.


Jack Ketchum „Czas zamykania”
Ilość stron: 296
Wyd. Replika
Ocena: 4,5/6