Lawendowy pokój - Nina George

13:10

Lawendowy pokój - Nina George

Barka o pękatym kadłubie, z kambuzem, dwiema kojami, łazienką i ośmioma tysiącami książek…

Perdu jest właścicielem księgarni o wdzięcznej i wiele mówiącej nazwie Apteka Literacka. To w tym miejscu strudzeni czytelnicy mogą znaleźć w książce poradę, a sprzedawca, ciepły i cierpliwy, wysłucha ich, jak nikt inny na świecie.

Perdu doskonale wie czym jest ból i zdeptane nadzieje. Porzucony przed dwudziestoma laty przez ukochaną kobietę, do teraz zastanawia się, jak i dlaczego się to stało? Przypadkiem wychodzi na jaw, że odpowiedź ukryta została w liście, który pewnego dnia wypada ze starej szuflady biurka.

Historie o bibliotekarzach i książkach są podwójnie bliskie mojemu sercu, stąd gdy przeczytałam, że Lawendowy pokój łączy w sobie nie tylko postać księgarza, lecz również odwołuje się do jego emocji, wiedziałam, że jest ogromna szansa by całość mi się spodobała.

Niestety w praktyce nie wyszło to wcale dobrze. Sama podróż barką jest nużąca i de facto niewiele wnosi do książki. Warto jednak zacisnąć zęby i jakoś ją przetrwać, bo pamiętnik Marion oraz towarzyszące mu przemyślenia, wynagradzają poniekąd wcześniejsze trudy.

Lawendowy pokój to cudowna i niezwykle emocjonalna historia, ale tylko do połowy. Gdyby zostawić w niej wstęp i zakończenie, byłaby idealna, a tak przez denerwującego pisarza i wędrowanie z domu do domu, rozmywa się w niej to, co moim zdaniem jest najistotniejsze – uczucia i sposoby radzenia sobie ze stratą.

Książka o różnych obliczach miłości, wywołująca u czytelnika równie skrajne emocje.


Nina George „Lawendowy pokój”
Ilość stron: 344
Wyd. Otwarte
Ocena: 3,5/6                  
Stary człowiek i stos książek

09:30

Stary człowiek i stos książek

Mój licznik znowu poszybował jedno oczko w górę, jednak sklepach nadal pyta się mnie o dowód. Metryka wymusza pewnego rodzaju powagę, ale ja się chce przede wszystkim dobrze bawić.

Marzę o Islandii, chcę postawić stopę na Nord-kappie i wędrować doliną Muminków. Chce aby moje książki miały osobny pokój, a takie stosy pojawiały się częściej.

Czarujmy rzeczywistość - niech marzenia się spełniają.  


Na zdjęciu nowości, które przywędrowały do mnie w ciągu ostatniego 1,5 miesiąca. Prezenty, efekty wymiany, egzemplarze recenzenckie i zakupy własne. 

Dziękuję wszystkim bez których ta strona nie mogłaby istnieć. Dziękuję Wam za odwiedziny, dziękuję za zaufanie. 
I przepraszam za ten bardzo chaotyczny wpis :) 

Zrecenzowane:

Anglicy na pokładzie - Matthew Kneale

08:17

Anglicy na pokładzie - Matthew Kneale

Piętnaście rozdziałów, pięćset dwadzieścia osiem stron tekstu i dwudziestu jeden tłumaczy - każdy dla jednego narratora. Oto Anglicy na pokładzie – niezwykła opowieść i wielkie przedsięwzięcie Wiatru Od Morza. 

Jest rok 1857. Trwają spory między duchowieństwem i antropologami, na temat początków ziemi i ludzkiego rodu. Wielebny Geoffrey Wilson, aby dowieść prawości swojej tezy, organizuje ekspedycję do Tasmanii, ponieważ wedle jego obliczeń, właśnie tam znajduje się biblijny Eden. Przypadek sprawia, że okrętem, który go tam zawiezie, staje się Sincerity, jednostka załadowana kontrabandą. Jak ułożą się losy kaznodziei oraz przemytników? I czy Tanzania to rzeczywiście taki raj na ziemi?

Anglicy na pokładzie to bogata w szczegóły i napisana z wielkim rozmachem powieść marynistyczna, w której czas i miejsce akcji, dopracowane zostały do perfekcji. W życiu bym nie powiedziała, że fabuła dziejącą się na środku oceanu może być zarówno interesująca  jak i uniwersalna. Fakt, że to XIX wiek nie ma w tym przypadku większego znaczenia. Ludzie od zarania dziejów walczą o to samo, a czy starają się to zdobyć metodą podstępu czy wyzysku, nie czyni ofierze żadnej różnicy.

Przygotowana na książkę w stylu Moby Dicka mile się zaskoczyłam, widząc, że Anglicy na pokładzie to tak naprawdę nowe spojrzenie, na wydarzenia znane z Jądra ciemności. Pomyli się jednak ten, kto stwierdzi, że taka historia musi być archaiczna i ciężka w odbiorze. Matthew Kneale wplata w fabułę sytuacje, które rozładowują napięcie, czego idealnym przykładem jest ser (sic), bez którego w gruncie rzeczy, nic by się nie wydarzyło ;)

Nie jest to rozrywkowa książka, ale z małymi wyjątkami, czyta się ją zaskakująco dobrze. 


Matthew Kneale „Anglicy na pokładzie”
Ilość stron: 528
Wyd. Wiatr Od Morza
Ocena: 5/6
Premiera: 30.09.2014r.
Czarne skrzydła - Sue Monk Kidd

10:29

Czarne skrzydła - Sue Monk Kidd


„Historia to nie tylko ciąg faktów i zdarzeń. Historia to również ból w sercu. A my powtarzamy ją raz za razem, aż w końcu cudzy ból stanie się naszym własnym.”*

Autorka Sekretnego życia pszczół powraca w jeszcze mocniejszym i bardziej emocjonalnym wydaniu! W moim odczuciu – największy hit tej jesieni.

Czarne skrzydła to kolejna opowieść, osławionej po Sekretnym życiu pszczół, Sue Monk Kidd. Tak jak poprzednim razem, również i tutaj, głównym motywem książki jest przyjaźń ponad podziałami, a dokładniej mówiąc, życie i losy dwóch kobiet: czarnoskórej Hetty, zwanej Szelmą oraz córki sędziego Sądu Najwyższego, Sarah Grimké.

Każda z nich marzy o pewnego rodzaju wolności, Szelma o tej dosłownej, żeby bat nie ranił jej pleców za każdym razem, gdy czymś zawini, a Sarah o tej symbolicznej, by móc wreszcie stanowić o sobie i realizować ambicje. Losy obu dziewczyn łączą jedenaste urodziny Sarah, kiedy to matka w ramach prezentu, ofiarowuje jej Szelmę.

Zauroczona Sekretnym życiem pszczół marzyłam, by jak najszybciej poznać Czarne skrzydła i Sue Monk Kidd nic mnie nie zawiodła. Jej powieść oparta jest na prawdziwych bohaterkach, bowiem Sarah i Szelma żyły w Ameryce na przełomie XVII i XIX wieku. I chociaż książka a prawda historyczna, to dwie zupełnie różne sprawy, Czarne skrzydła porażają autentyzmem i bestialstwem ówczesnych ludzi.

Piękna, lecz okrutna w swych realiach, powieść o sile kobiet i odwadze, która zaczęła kruszyć mury. Musicie przeczytać.

Warto poznać:

Sue Monk Kidd „Czarne skrzydła”
Ilość stron: 488
Wyd. Literackie
Ocena: 5/6
Premiera: 25.09.2014r.
* s. 483
Zakochać się - Cecelia Ahern

08:08

Zakochać się - Cecelia Ahern

Christine próbowała kiedyś uratować człowieka, lecz ten i tak, targnął się na swoje życie. Niedługo po tym zdarzeniu, ponownie widzi mężczyznę, tym razem stojącego na moście. To Adam, pechowiec, którego zdradziła dziewczyna, i który też nie dostrzega sensu, aby dalej to wszystko ciągnąć. Finał drugiej historii jest jednak zupełnie inny. Adam nie tylko daje się namówić na zejście z barierki, ale co więcej, zawiera z Christine szaloną umowę - jeśli do jego urodzin, dziewczyna zdoła go przekonać, że warto żyć, zrezygnuje z kolejnych samobójczych prób.

Uwielbiam Cecelie Ahern i będę to powtarzać aż do znudzenia. To moje największe tegoroczne odkrycie. Kobieta o oryginalnych pomysłach i ogromnym talencie. I chociaż reszta świata pewnie już dobrze jej dorobek zna, to ja się cieszę, że jestem dopiero na początku tej drogi.

Prawdą jest, że Zakochać się to niestety nie to pióro, które cenię sobie najbardziej, ale mimo to w książce nie ma się do czego przyczepić – jedyny mój zarzut to przewidywalność, bo już sam tytuł jest poniekąd spojlerem. Szczęście, że powieść jest gruba, a do finału daleko, zdążyłam się więc wybawić, nim zakończenie potwierdziło wszystkie, wyciągnięte przeze mnie wnioski.

Optymistyczna historia z genialnymi bohaterami, z tym, że bez magii i fantastycznych wybiegów. Bardzo dobra, ale nie tak fascynująca, jak trzy poprzednie.



Cecelia Ahern „Zakochać się”
Ilość stron: 414
Wyd. Akurat
Ocena: 5/6

p.s. poznajcie nowego domownika, który tylko z wyglądu jest taki uroczy - w rzeczywistości daje nam teraz nieźle popalić  :)
Copyright © Varia czyta , Blogger